SuperBiz firma Unia - nie zawsze po stronie biznesu

Unia - nie zawsze po stronie biznesu

12.03.2013, godz. 02:00
Unia - nie zawsze po stronie biznesu
foto: Super Express

Goście debaty zastanawiali się nad tym, w jaki sposób usprawnić przepływ informacji między odbiorcami a twórcami prawa

Źródło: Hubert Biskupski

Gośćmi "śniadania biznesowego" na temat "Prawo unijne nie zawsze korzystne dla przedsiębiorców" byli eurodeputowani, niezależni eksperci, liderzy organizacji skupiających przedsiębiorców i sami przedsiębiorcy.

=Hubert Biskupski, zastępca redaktora naczelnego "Super Expressu", szef "Super Biznesu":

- Można by wymienić cały szereg inicjatyw powstałych w Brukseli, które godziły lub godzą w interesy naszych przedsiębiorców. Czy mamy wypracowane metody radzenia sobie ze szkodliwym prawem unijnym, i to nie na etapie, kiedy projekty dyrektyw są gotowe, tylko kiedy podobne pomysły dopiero się rodzą?

=Bogusław Sonik (PO), poseł do Parlamentu Europejskiego:

- Od lat pracuję w Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności i muszę powiedzieć, że regulacje często wprowadzane są w interesie konsumentów i obywateli. Co oczywiście odbija się pewnymi wymogami technologicznymi np. na przemyśle. Te wymogi, jednolite dla całej Europy, czasem trafiają na te gałęzie przemysłu, które są bardzo aktywne w konkretnych krajach. Jeżeli jakaś regulacja dotyczy kraju producentów, uaktywniają się jego lobbyści, posłowie, rząd, próbując na nią wpłynąć. Czy Polska ma już wystarczający poziom do tego, aby takie działania podejmować? Myślę, że działamy coraz sprawniej i często z wyprzedzeniem otrzymujemy informacje. Poszczególne resorty starają się przekazać swoje stanowisko, a my próbujemy znaleźć jakieś wyjście.

H.B.: - Mam wątpliwości czy takie inicjatywy, jak redukcja dwutlenku węgla, OZE czy nawet nie do końca spójne stanowisko w sprawie gazu łupkowego, są wyrazem troski o środowisko, czy raczej o własne interesy. W przypadku gazu łupkowego jeden z komisarzy wydał pozytywną opinię na temat polskich przygotowań do jego wydobycia, po czym komisarz odpowiedzialny za środowisko wyraził stanowisko negatywne. Mamy więc chaos. Czy zatem lobbing eurodeputowanych i rządu nie powinien być silniejszy?

Źródło: Hubert Biskupski

=Konrad Szymański (PiS), poseł do Parlamentu Europejskiego:

- Polska reaguje za późno na to, co się dzieje w procesie legislacyjnym Unii. Moje doświadczenie w pracy w Komisji Przemysłu wskazuje na to, że jeżeli w konkretnej sprawie nie uruchomią się przedstawicielstwa przemysłu, rząd przysypia. Oczywiście, można uznać, że wystarczy, by przemysł reagował w razie naruszania jego interesów. Ale rolą administracji jest czuwać, wyważać i wypracowywać stanowisko kraju. Za coś ci ludzie w ministerstwach biorą pieniądze. Ja myślę, że powinny je brać również departamenty europejskie za to, by na bardzo wczesnym etapie, kiedy projekt jest konsultowany między rządami, już kształtować stanowisko pozytywne, negatywne, sceptyczne - i proponować zmiany. Tutaj, w moim przekonaniu, jesteśmy w permanentnym niedoczasie. W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że legislacja UE zawsze opiera się na szlachetnych przesłankach, jak właśnie ochrona konsumentów, środowiska itp. Tymczasem czasami ta legislacja jest odzwierciedleniem wyłącznie jakiejś gry interesów. W przypadku gazu łupkowego to mgliste stanowisko Komisji ewidentnie jest związane z tym, że ktoś chce inaczej ustalić przewagi konkurencyjne w energetyce.

=Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert gospodarczy Krajowej Izby Gospodarczej:

- Częściowo zgadzam się z panem, jeżeli chodzi o reagowanie Polski. To wynika ciągle z wady formułowania procesu konsultacji społecznej. Często przedsiębiorcy wiedzą o działaniach podejmowanych na poziomie UE, przysyłają do ministerstw czy europosłów uwagi mówiące o tym, że niekoniecznie są one dobre dla przedsiębiorców. Ale ich głosy są wysłuchiwane właściwie w ostatnim momencie, kiedy jedyne co nam pozostaje, to weto, czy - jak w przypadku patentu europejskiego - nieratyfikowanie przez Polskę umowy o Jednolitym Sądzie Patentowym, dzięki czemu patent po prostu nie będzie działał na terenie Polski. Taką sytuację mamy również z polityką energetyczno-klimatyczną. Na szczęście tutaj głosy komunikujące Brukseli, jak bardzo duże stanowi ona zagrożenie i jak bardzo może zachwiać polską gospodarką, zostały pozytywnie przyjęte przez Ministerstwo Środowiska.

H.B.: - W Polsce słowo "lobbing" ma niestety jednoznacznie pejoratywną konotację, a w gruncie rzeczy działania lobbingowe powinny być jak najskuteczniejsze i jak najszerzej prowadzone. Panowie europosłowie, czy wy w ramach działania w swoich frakcjach tworzycie takie ponadpartyjne czy ponadnarodowe lobby, starając się wpływać na regulacje w poszczególnych obszarach wspólnotowych?

Bogusław Sonik: - W Parlamencie Europejskim często spotykamy się i korzystamy z wiedzy, która płynie od przedstawicielstw różnego rodzaju przedsiębiorstw. Omawiamy, jakie skutki może wywołać dana dyrektywa czy rozporządzenie.

Konrad Szymański: - W Polsce pod szyldem lobbingu prowadzono działalność, którą można nazwać przestępczą, przez co to słowo zostało nacechowane negatywnie. Często więc jakikolwiek kontakt polityków z przedstawicielami przemysłu czy jakiejś branży postrzegany jest jako podejrzany. Oczywiście jest to coś, co nas osłabia. Tak czy inaczej potrzebny jest system dużo wcześniejszego reagowania i lepsza komunikacja z tymi, którzy są adresatami norm.

H.B.: - Jak zatem usprawnić proces konsultacji na najniższym szczeblu?

H.B.: - Pytanie tylko, czy tędy droga...

Bogusław Sonik: - Powinniśmy jednak stosować jakiś oręż. Takim orężem, na pewno skutecznym, jest wyśmianie tego, nie tylko na naszym poziomie lokalnym, ale i unijnym. Ingerencja w wymiary papierosów przypomina słynne zakrzywienie ogórków czy bananów.

Konrad Szymański: - Konsekwencje tego nie są śmieszne, ponieważ koszty implementacji tego prawa idą w miliardy euro.

Andrzej Sadowski: - Warto zauważyć, że jednak PE i europejskie instytucje są poddawane lobbingowi, stąd rozwiązania, o których dzisiaj mówimy, przynajmniej dedykowane przemysłowi tytoniowemu, mogą być efektem chęci eliminacji konkurencji, która jest bardzo silna np. w Polsce. Skoro pomija się argumenty pochodzące z raportów i nie uwzględnia głosów wynikających z konsultacji, należy niestety przyjąć wariant, że jest to efekt ewidentnego lobbingu na rzecz przeniesienia produkcji w pobliże Unii Europejskiej.

H.B.: - Mam jeszcze pytanie do pana prezesa: co oznacza wprowadzenie tej dyrektywy dla fabryk zlokalizowanych w pańskim regionie?

=Lech Ostrowski, wiceprezes Krajowego Związku Plantatorów Tytoniu, prezes OZPT w Augustowie:

- 60 procent produkcji tak zwanych slimów mentolowych jest spożywane w Polsce. W przypadku zakazu ich spożycie się nie zmniejszy, bo będzie zaspakajane z innego (nielegalnego) źródła. Zmniejszy się jednak nasza produkcja. Już teraz na terenie, na którym działam, odczuwamy ograniczenie w granicach 40 procent produkcji, ze względu na przemyt, naprawdę duży na wschodniej granicy. Gdyby jeszcze odpadła produkcja "slimów", fabryka będzie w bardzo trudnej sytuacji.

Przemysław Noworyta: - Na razie procent przemycanych, tudzież produkowanych nielegalnie mentolowych "slimów" jest niewielki. Ale Ukraina, Białoruś, Rosja tylko czekają na to, żeby w momencie wprowadzenia zakazu tych papierosów udrożnić kanały przerzutowe. W przemycanych papierosach nie będzie naszego tytoniu, automatycznie więc zapotrzebowanie na nasz surowiec spadnie. Nie ma pewności, jakiego rodzaju tytoń jest używany w wyrobach podrabianych i przemycanych. Może więc Komisja Zdrowia powinna pochylić się również nad sprawą szkodliwości wyrobów niewiadomego pochodzenia.

Polskie stanowisko w sprawie dyrektywy tytoniowej przedstawione zostało podczas Rady UE ds. konkurencyjności, 19 lutego 2013 r. Zwrócono uwagę na to, że ocena wpływu dyrektywy na gospodarkę niektórych krajów (w tym Polski) jest niedostateczna i powinna zostać przygotowana staranniej. Wiceminister gospodarki Andrzej Dycha zwrócił uwagę, że należy wskazać regiony, których zmiany dotkną w największym stopniu. Polska będzie dążyć do zmiany proponowanych w dyrektywie regulacji, które, jak podkreślił wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, naruszają interesy polskich producentów tytoniu oraz wytwórni papierosów, grożą utratą miejsc pracy i zmniejszeniem dochodów budżetowych.

Źródło: Hubert Biskupski

=Dr Jerzy Kwieciński, minister rozwoju regionalnego Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC:

- Pierwszym celem powinno być nie usprawnienie systemu konsultacji, tylko zdecydowane uproszczenie porządku prawnego Unii, który jest zbyt skomplikowany. Dzięki naszym europosłom mamy znacznie większą wiedzę - i to bardzo pomaga, natomiast wydaje mi się, że głównym problemem jest współpraca między rządem a sektorem prywatnym. Rząd, współpracując bezpośrednio z Komisją Europejską, ma znacznie lepszy system dotarcia do informacji. Sektor prywatny zyskuje je zazwyczaj poprzez swoje organizacje unijne w Brukseli albo kiedy dostaje propozycje stanowiska rządu. Jak to wygląda? Zazwyczaj jakiś urzędnik wysyła do organizacji czy do związków branżowych informację o stanowisku rządu, które należy zaopiniować w terminie zaledwie 2 dni. Tymczasem do analizy aktów prawnych trzeba zaangażować nie jednego, a grupę ekspertów, co wymaga i czasu, i pieniędzy. Co gorsza, często bardzo poważne zmiany nie są definiowane w samym akcie prawnym, tylko już w procesie legislacyjnym, w trakcie wnoszenia poprawek do aktu. Analiza skutków prawnych aktów unijnych jest bardzo ważna. Musimy mieć własne instrumentarium oceny tych skutków.

Agnieszka Durlik-Khouri: - Współpraca instytucji rządowych z przedsiębiorcami nie zawsze kuleje. Np. resort gospodarki świetnie współpracuje z przedsiębiorcami. Przygotowywany jest do wdrożenia pilotażowy program konsultowania aktów prawnych on-line, umożliwiający zgłaszanie w czasie realnym uwag do konkretnych przepisów. Jest to rozwiązanie, które pozwala na dostarczenie odpowiedniej analizy już na początku, na poziomie np. konstruowania założeń do ustawy.

Konrad Szymański: - Czasami widać wyraźnie, że ze względów politycznych powstrzymujemy się od przedstawiania zdania odrębnego, krytycznego. A byłoby lepiej, gdybyśmy decyzji gospodarczych nie podejmowali pod dyktando potrzeby bycia akceptowanym, fajnym i zadowolonym.

Bogusław Sonik: - Jednak jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, to proszę zwrócić uwagę, że tam odrębne stanowisko polskie było zaznaczane cały czas. Umiejętnie zorganizowano, wtedy kiedy pakiet był przyjmowany, grupę nacisku, żeby złagodzić nieco jego wydźwięk.

Konrad Szymański: - Jestem pełen uznania dla działań Ministerstwa Środowiska w tej dziedzinie.

H.B.: - Mam pytanie do pana dyrektora o współdziałanie z rządem w kontekście dyrektywy tytoniowej. Niby mamy oficjalne stanowisko rządu, niedawno wiceminister gospodarki prezentował je w Brukseli, ale czy i tym razem nie obudziliśmy się zbyt późno, na etapie, kiedy ta dyrektywa jest faktycznie gotowa?

=Przemysław Noworyta, dyrektor generalny Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu:

- Jako organizacja reprezentująca plantatorów tytoniu, którzy będą bezpośrednio dotknięci konsekwencjami wdrażania tej dyrektywy, od kilku lat sygnalizowaliśmy polskiemu rządowi zagrożenia. Występowaliśmy do prezesa Rady Ministrów, do poszczególnych resortów, które będą implementowały tę dyrektywę. Muszę powiedzieć, że niewiele zrobiono, aby wpłynąć na kształt tej propozycji, która jest na stole. Wdrożenie pewnych rozwiązań w ramach tej dyrektywy może doprowadzić do dużych konsekwencji w zatrudnieniu. Mowa o 60 tys. miejsc pracy w samej uprawie tytoniu, nie licząc detalistów, sprzedawców, dostawców zatrudnionych w przemyśle tytoniowym. Stanowisko rządu rzeczywiście się wykrystalizowało na bazie konsultacji społecznych i pewnych analiz. Pytanie, czy mamy szansę zbudować koalicję państw równie niezadowolonych i sprzeciwiających się pewnym rozwiązaniom.

H.B.: - Dlaczego rząd był przez tak długi czas nieaktywny w tej sprawie? Czy za słabo lobbowaliście, czy może, jak mówił pan poseł Szymański, chcieliśmy być cool i trendy, a nie wychodzić na tych, którzy wspierają taką branżę?

Przemysław Noworyta: - Być może można było intensywniej zabiegać o zainteresowanie rządu, sięgnąć po tak drastyczne metody jak demonstrowanie, ale chyba nie w tym rzecz. Wydaje mi się, że trochę za słabo zadziałano w Brukseli. Byliśmy w stałym kontakcie zarówno z rządem, jak i parlamentem polskim. Owocem tego są dezyderaty komisji rolnictwa, która jest bezpośrednio powiązana z plantatorami. Te dezyderaty trzykrotnie wzywały rząd do przyjęcia negatywnego stanowiska wobec propozycji, które się wykluwały w latach 2011-2012. Odbyły się konsultacje społeczne w sprawie dyrektywy. Wzięło w nich udział 90 tys. obywateli UE, co jest rekordem wszech czasów. Odnotowano 99 procent negatywnych ocen, ale wrzucono te wyniki do kosza.

Bogusław Sonik: - Trochę wyników tej konsultacji zostało uwzględnionych. Jednak dyrektywa była przygotowywana przez Dyrekcję do spraw Zdrowia, trudno więc spodziewać się innego podejścia do tematu. Podczas pierwszej wymiany zdań w naszym gronie posłów Europejskiej Partii Ludowej padło sporo głosów krytycznych, określających tę regulację jako nadmierną. Natomiast w PE przeciwnicy palenia są chyba w tej chwili w większości...

Agnieszka Durlik-Khouri: - Dyrektywa zbyt mocno ingeruje w strukturę palaczy, nie uwzględniając różnic między krajami. Widać, że jest to zbyt daleko idąca ingerencja, nakierowana na pewne rynki. Bo o ile wszyscy rozumiemy negatywną stronę palenia tytoniu, o tyle na przykład sytuacja Polski jest związana z tym, że posiada dość długą granicę z Ukrainą, w związku z czym przemyt bardzo mocno obciąży polski budżet.

=Dr Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha:

- (ironicznie) Komisja Europejska powinna może uwzględnić głos zwolenników tej dyrektywy spoza UE, zwłaszcza z terenu Ukrainy. Unia Europejska kilka lat temu zapowiedziała bardzo daleko idące działania regulacyjne. Niestety, ten nurt przeregulowania gospodarki dzisiaj w dużej mierze zwycięża. Nie dotyczy to tylko obszaru produkcji papierosów, ale też wielu innych, co ma negatywny wpływ na to, co się dzieje w naszym kraju. Warto tu przywołać, oczywiście absurdalne, dyrektywy związane z żarówkami, które trafiły z powrotem na rynek pod hasłem "urządzeń grzewczych", bo inaczej nie mogłyby być dalej sprzedawane. Być może na papierosach należałoby umieszczać informację, że nie służą do palenia i w ten sposób udałoby się zneutralizować tego typu dyrektywy?

autor: Hubert Biskupski Ewa Jabłońska zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: