SuperBiz opinie Architektura humanitarna [GALERIA]

Architektura humanitarna [GALERIA]

05.11.2016, godz. 16:22
Architektura humanitarna
Zamknięty plac zabaw Sumida Park Kitaiibuchi, Soma foto: Koichi Torimura/dzięki uprzejmości Klein Dytham Architecture

Znane biura architektoniczne dzięki swoim projektom i ich realizacji mogą nie tylko poprawić standard życia uchodźców w obozach czy bezdomnych w wielkich miastach, ale też znacząco obniżyć koszty takiej pomocy. Dla niektórych to rebelianci świata architektury, dokonujący swoim narzędziami społecznej rewolucji, dla innych po prostu wypełniają misję architekta, szukając najbardziej odpowiednich rozwiązań.

Na festiwalu Łódź Design Festival mogliśmy oglądać wystawę prezentującą najciekawsze przypadki realizacji projektów humanitarnej architektury. Projekty mają być nie tylko rozwiązaniem architektonicznym, ale też tylko odpowiedzią na problemy trapiące lokalną społęczność. Dla przykładu - mają być nie tylko pomocą dla biedniejszej cześci społęczeństwa i zaradzić problemom lokalowym, ale uczynić to budownictwo odporne na zagrożenia typu trzęsienia ziemi czy powodzie, bo takie tereny są zasiedlane przez mieszkańców z minimalnym dochodem.

Biblioteka pod Wałbrzychem

Aby podołać takim zadaniom, potrzeba nowych narzędzi. I tak pojawiają się: projekty architektoniczne typu open source dostępne na zasadach licencji Creative Commons, mikropożyczki i crowdfunding. Popularność tych ostatnich powoli rośnie. Maja Mozga-Górecka na łamach "Architektury - Murator" podaje przykład tymczasowego schronienia w Mae Sot w Tajlandii przeznaczonego dla uchodźców, postawionego przez pracownię a.gor.a Architects. Po tym, jak spłonęły, architekci zbierali fundusze na ich odbudowę na portalu Indiegogo i w ciągu dwóch miesięcy zgromadzili 5500 dolarów, czyli tyle, ile potrzebowali.

Również w Polsce znajdziemy takie przykłady. W śląskiej wsi Czarny Bór, pod Wałbrzychem, przy ulicy XXX-lecia PRL, powstała nowa biblioteka. "Mimo krańcowo napiętego budżetu, architektom z pracowni Isba udało się stworzyć atrakcyjną formę i przyjazną przestrzeń, która na każdej przerwie przyciąga dzieciaki z pobliskiej szkoły. Po lewej stronie biblioteki stoi gimnazjum – podobno wójt rozważa przemalowanie go z koloru zielonego na inny, żeby nie kontrastowało tak bardzo z dobrą architekturą. Po prawej stronie – niewielkie chatki z materiału odrobinę lepszego od tektury. Po powodzi w 2010 roku powstało tu 10 tymczasowych parterowych domków. Obecnie chylą się ku ziemi. W ogródkach czerwony fotel, stolik i niebieska dziecięca wanienka. Mieszkańcy zadomowili się, z inwencją rozbudowali siedziby o pergole i wiaty. Ściany sczepiono ze starych drzwi, nieużywana lodówka pełni funkcję słupa konstrukcyjnego, a żółta tabliczka ostrzega: Uwaga, prace na wysokościach! A więc budowa trwa" pisze Maja Górecka.

– Jest ze strony gminy "opieka" nad tamtejszymi mieszkańcami w formie choćby bieżących napraw. To jest tanie budownictwo, nawet bardzo tanie. Lokatorzy na własną rękę i bez uzgodnienia wprowadzają jakieś "udoskonalenia" i te dotyczące instalacji bywają ryzykowne – mówi Joanna Styrylska z pracowni Isba. – Ratowanie tego wiejskiego slumsu jest możliwe tylko jeszcze przez jakiś czas. Te budy po prostu się kiedyś rozlecą. Rozmawialiśmy z wójtem o tym, że można to miejsce sukcesywnie przekształcać w bardziej trwałe socjalne osiedle, jednak ze względów formalnych jest to bardzo trudne. Gmina nie jest bogata i wymagałoby to zewnętrznego dofinansowania – dodaje.

Nie tylko architekci

Takie problemy, jak ten opisany wyżej, potrzebują złożonych rozwiązań. Zespół, który temu stawi czoło, powinien składać się z profesjonalistów o wielu specjalizacjach. Przykładem jest zaangażowana w architektoniczne projekty humanitarne pracownia U-TT. Pracują w niej architekci, pisarze, fotografowie, filmowcy, badacze, urbaniści, pochądzacy z dziewięciu państw. Dzięki temu są w stanie rozwiązywać takie problemy, jak obóz dla uchodźców na pustyni, które pomogło "naprawić" inne studio architektoniczne: FARE z Rzymu.

"Jak pomoć W 2013 roku BBC donosiła o tragicznych warunkach panujących na miejscu: na 3000 osób przypadała jedna toaleta, a nowoprzybyli musieli sami budować schronienia. Gdy na zlecenie włoskiej organizacji humanitarnej INTERSOS do Mbera trafili architekci z rzymskiego FAREstudio, w obozie mieszkało 70 000 osób (obecnie 50 000). Włosi zaproponowali wymurowanie sal szkolnych z worków wzmocnionych siatką drucianą i tynkowanych cementem" pisze Maja Górecka. Uniesiony dach miał zapewnić naturalną wentylację. Jego konstrukcja jest stalowa, pokryta od góry brezentem, a od spodu zwykłą tkaniną. Na podłodze wykonanej z cegieł adobe wylano beton.

– To była alternatywa dla obowiązującego modelu z plastikowych ścian i ryflowanej blachy. Działaliśmy wbrew obowiązującym procedurom, biurokracji i interesom kontrahentów, m.in. generalnego wykonawcy, który swoje zyski czerpie głównie z transportu. Za naszą sprawą drastycznie one zmalały. Wykorzystując piasek, którego wszędzie było pod dostatkiem, znacznie ograniczyliśmy ilość przewożonych materiałów – opowiada Riccardo Vanucci, szef FAREstudio. W ciągu czterech miesięcy zbudowano 60 sal.

Takie podejście do sprawy pozwoliło uniknąć sprowadzania budulca z odległej o ponad 1000 km stolicy kraju, a do budowy zatrudniono uchodźców, którzy nie tylko zarobili, ale i nabrali nowych umiejętności.

– Gdy pierwsze budynki były skończone, członkowie goszczącej nas społeczności Bassikounou poprosili o zgodę na wykorzystanie zaproponowanego przez nas systemu. Widocznie przekonały ich efekty. W przypadku podobnych projektów, gdy opuści się miejsce budowy, niezwykle trudno jest uzyskać jakąkolwiek zwrotną informację. Mimo prób, od żadnej z zaangażowanych stron nie udało nam się wydobyć oceny naszej pracy. Wiem tylko, że nasz model, ale z dachem z ryflowanej blachy, został zastosowany przez UNICEF w tym samym obozie. Użyli rysunków, nie pytając nas o zgodę i zastępując dach z PVC blachą, która w tamtejszym klimacie źle wpływa na komfort użytkowników budynku. Muszę tu zaznaczyć, że zaproponowany przez nas model z dachem z PVC w kilku przypadkach zawiódł. Kładę to na karb złej jakości materiału. Dostarczono nam co innego niż zamówiliśmy w Nawakszut. Otrzymaliśmy propozycje wykorzystania naszego systemu w innych miejscach, ale plany są dopiero we wstępnej fazie – podsumowuje Vanucci.

Te przykłady to tylko jedne z wielu, kilkanaście innych realizacji można obejrzeć na zdjęciach w GALERII. Często są to rozwiązania, które służą milionom, jak sieć jadłodajni w Kenii, budowanych przez Orkidstudio we współpracy z organizacją Mary Meal's. Nie tylko są likwidują problem społeczny, ale też są przedmiotem naśladownictwa - w pozytywnym znaczeniu - dla wielu lokalnych projektantów, przenoszących te rozwiązania na inny grunt. Nie tylko poprawiają jakość życia, ale są wciąż bardzo dobrą architekturą.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: