SuperBiz opinie Było źle, a jest jeszcze gorzej

Było źle, a jest jeszcze gorzej

17.04.2016, godz. 06:00
Ludwik Sobolewski
Ludwik Sobolewski foto: EAST NEWS

Były prezes warszawskiej giełdy Ludwik Sobolewski, obecnie zarządzający bukaresztańskim parkietem, opowiada o kondycji rynku papierów wartościowych w Polsce i Europie na wschód od Berlina.

Jak pan ocenia sytuację na rynkach finansowych w Europie Środkowej w 2016 roku?

Ogólnie mówiąc w poprzednim roku było niedobrze, a teraz jest jeszcze gorzej. Daje się we znaki odpływ kapitału globalnego z rynków wschodzących i tzw. "pogranicza", a więc i z Polski. Awersja do ryzyka jest silna i na tym polu rynki Europy Wschodniej nie mają wiele do zaoferowania, by uspokoić inwestorów. Jedynym wyjątkiem na tym tle, w naszym regionie, zarówno w obrotach i jak poprzez fenomenalny wzrost indeksu giełdowego w 2015 r., jest giełda w Budapeszcie.

Jak pan ocenia kondycję giełdy wiedeńskiej w kontekście potencjalnej konsolidacji giełd środkowoeuropejskich. Czy giełda w Stambule podniesie się po zeszłorocznym spadku?

Giełda wiedeńska jest dziś znana jako promotorka i autorka projektu konsolidacji giełd w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który jednak przeistoczył się w swoją własna karykaturę. Projekt ten obejmował giełdy w Wiedniu, Pradze, Lublanie i Budapeszcie. Tymczasem giełda w Lublanie po pozbyciu się jej przez Austriaków należy dziś do Giełdy w Zagrzebiu, a giełda w Budapeszcie została "odzyskana" przez Węgrów z rak Wiener Boerse pod koniec ubiegłego roku. Giełda w Wiedniu mogła zachować ważną role regionalna, gdyby został zrealizowany projekt unii miedzy Warszawa a Wiedniem, której zwolennikiem byłem w 2012 roku. Wtedy jednak na zaawansowanej drodze do realizacji unii stanęły bardzo istotne przeszkody, wygenerowane wewnętrznie w Polsce pod koniec 2012 r. Dzisiaj giełda austriacka jest zupełnie na marginesie spraw regionu, choć trzeba uczciwie zauważyć, ze nadal jest właścicielem giełdy w Pradze. Dzisiaj jest miejsce również dla innych inicjatyw. Właśnie powstaje, oparty na zupełnie innej koncepcji niż "wiedeńska", alians giełd w Lublanie, Zagrzebiu, Skopje i Sofii. Bardzo poważnie zastanawiam się nad przyłączeniem Bukaresztu do tego projektu. Interesujące, ze wspomniał Pan o giełdzie w Stambule. Dzisiaj wiele zamierzeń, które można by mieć w odniesieniu do rynku i giełdy w Turcji, jest zawieszonych, ale według mojego przekonania to jest gigant, ważny dla Europy Południowo-Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej,  który kiedyś powróci. I mam nadzieje ze stanie się to szybko, bo dla krajów Zachodu, Bałkanów i Rumunii to wielki potencjalny partner.

Co może mieć wpływ na globalne rynki, oprócz cen ropy i awarii chińskiej gospodarki?

Wszyscy znamy te czynniki: ceny ropy i niektórych innych surowców, terroryzm, sytuacja w Chinach, a także w pozostałych państwach BRIC (skrót oznacza: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), sankcje wobec Rosji, polityka FED (Bank Rezerwy Federalnej, bank centralny USA) i ECB (Europejski Bank Centralny, bank centralny strefy euro) - to długa lista. Podobno inwestorzy szukają w tych warunkach rynków mniej eksponowanych, rynków mniejszych, ale sensownie zorganizowanych w ramach rosnących gospodarek i politycznie stabilnych, żeby w takie miejsce przerzucić cześć pieniędzy. Z mojego punktu widzenia ta teoria nie działa w praktyce, ale może kiedyś zadziała. W każdym razie w tych czasach trzeba pokazywać zalety typu "małe jest piękne". W tych warunkach pewne szanse maja niektóre kraje Europy Wschodniej, czy Południowo-Wschodniej. Nie tylko te często wymieniane, ale również na przykład Albania. Świat się zmienia.

Czy firmy będę uciekały z poszukiwania kapitału na giełdach w Europie, i bardziej rozwinie się rynek fuzji i przejęć?

Nie wydaje mi się, żeby tak było, aczkolwiek bardzo wiele tu zależy od europejskiego regulatora. Jesteśmy w trakcie prac nad tzw. Unia Rynków Kapitałowych. Jeśli wyjdzie z tego coś sensownego, to trend będzie odwrotny, zwłaszcza w grupie spółek średnich i małych. Będą chętniej szły w kierunku giełdy. Może to będzie marsz często poprzez finansowanie długiem obligacyjnym, ale będzie docelowo zmierzał do pozyskiwania funduszy poprzez emisje akcji. Natomiast jeśli wyjdzie z tego biurokratyczny potwor - a trzeba powiedzieć, ze urzędnicy brukselscy maja w tym niejakie doświadczenia, a jeszcze w dodatku potwor lobbowalny, to wtedy zyskają banki. W dość krótkowzrocznym sensie, bo dla banków też jest dobrze, jeśli maja konkurencje w postaci rynków kapitałowych. A już na pewno dobrze jest dla ich klientów.

Czy warszawska GPW odczuwa efekt braku środków z OFE i czy odbije się to w przyszłości?

Giełda warszawska odczuwa przede wszystkim dewastację zaufania do giełdy, ale i do instytucji państwa jako podmiotu działającego na rynku finansowym. Te dewastacje przeprowadzili niektórzy prominentni politycy kilka lat temu. Twierdzę, że zawłaszczenie środków obywateli z OFE, mogło zostać dokonane mniej lub bardziej prymitywnie i brutalnie. Było i bardziej brutalnie, i bardziej prymitywnie. I w tym zawarta jest także negatywna prognoza dla przyszłości OFE.

Co może zrobić giełda, aby podnieść obroty?

To byłaby długa opowieść. Nie chce jednak jej zaczynać, aby nie dawać irytujących rad ludziom rządzącym obecnie giełdą polska. Jest ciekawe, ze przez lata chcieliśmy sprywatyzować giełdę warszawską i ogólnie miała ona podlegać prywatno-biznesowej racjonalności, z zachowaniem misji ogólnogospodarczej, i ze wsparciem państwa. Obecnie dominuje jedna filozofia: oddanie wszystkich spraw istotnych dla rozwoju pod zarząd państwa - które z resztą nie kwapi się, by być na tym polu szczególnie aktywne i szczególnie twórcze. W efekcie mamy pasywność po obu stronach, rynkowej i państwowej, z silnie rozpolitykowaną GPW pomiędzy. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Czy w tym roku GPW ma szansę na odwrócenie trendów? Sama liczba debiutów giełdowych w Warszawie spadła z 54 w 2013 r. do 14 w 2015 r...

Dla mnie prawdziwa zapaść byłaby wtedy, gdyby liczba debiutów spadła do 1-2, lub gdyby nie było ich wcale. Świadczyłoby to z resztą o tym, ze wszystko to co było wcześniej zbudowane, było jakimś fantomem, a nie czymś prawdziwym. Rynek kapitałowy w Polsce jest wciąż jak wytrawny bokser. Przyjął potężny cios w postaci omalże likwidacji OFE, ale ciągle walczy w wadze, która przyciąga uwagę publiczności i zachował sporo z dawnej formy. Jeśli coś by mnie niepokoiło to raczej "wypisywanie" się emitentów z GPW, czyli liczba podmiotów opuszczających giełdę i stających się ponownie podmiotami rynku prywatnego. Co prawda ten proces "from public to private" jest normalny na rynkach rozwiniętych - tylko ze my takim nie jesteśmy.

Czy realny jest powrót do pomysłu ściągania zagranicznych spółek na GPW?

To był jeden z kluczowych elementów utworzenia w Warszawie regionalnego centrum giełdowego, którego wdrażanie kontynuował Paweł Tamborski, po tym jak został mianowany prezesem GPW. Trudno wiec też powiedzieć, że nastąpiło jakieś zasadnicze odejście od tej koncepcji. Powinna być ona kontynuowana, ale trzeba pamiętać o jednym: niezbędna jest spójna strategia rozwoju, bo bez tego przyciąganie spółek zagranicznych będzie tylko świecidełkiem. Efekt mogą przynieść tylko skumulowane działania.

Czy rynki kapitałowe tzw. nowych krajów Unii spełniają pokładane w nich nadzieje dekadę temu?

Te nadzieje były i dekadę, i dwie dekady temu, a nawet wcześniej. Wydaje mi się, ze są trzy kraje naszego regionu, w których jest zdrowy poziom frustracji na temat obecnego znaczenia giełdy w lokalnych gospodarkach, w których coś "się dzieje" w sensie transakcji, oraz w których istnieje jakiś choćby minimalny poziom zainteresowania społecznego, wyrażanego choćby przez media, dla rynków kapitałowych: Polska, Rumunia i Węgry. W innych krajach albo panuje pełny marazm, albo nie wszystkie z tych trzech oznak występują, a nawet jeśli coś na ich kształt istnieje, to są to rynki o całkowicie nieistotnej skali, zarówno regionalnie, jak i nawet lokalnie. Trzeba bowiem pamiętać ze nasz region jest niesłychanie zróżnicowany, pod względem wielkości populacji, wielkości gospodarek, stopnia zamożności, a wchodząc bardziej na podwórko giełdowe, pod względem statusu rynków kapitałowych: niektóre z nich to rynki wschodzące, inne są rynkami "pogranicza". I nie ma w tym gronie żadnego rynku rozwiniętego, jeśli wyłączymy Austrię, którą i tak należy wyłączyć, bo to nie jest kraj z przestrzeni postkomunistycznej.

Czy rynek catalyst ma perspektywy, zwłaszcza związane z samorządami i listami zastawnymi?

Oczywiście, ze ma perspektywy. Rynek Catalyst był nawet trudniejszym projektem niż NewConnect. Trzeba to drzewko stale podlewać. Samo nie będzie rosło.

Co z rozwiązaniami mogącymi wspierać innowacyjny biznes (np. option pool, convertible note), czy one mogą rozruszać rynek finansowy w Polsce?

To są wartościowe urozmaicenia czy dodatki. Nie zmienia jednak niczego w sposób zasadniczy, jeśli poważnie mówimy o jakości i znaczeniu giełdy, która jest pasem transmisji kapitału i wartości niematerialnych pomiędzy inwestorami, a przedsiębiorcami.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: