SuperBiz opinie Twórca Światowego Centrum Słuchu: Nasz kapitał to zdrowie pacjentów

Twórca Światowego Centrum Słuchu: Nasz kapitał to zdrowie pacjentów

21.05.2016, godz. 07:00
Prof. Henryk Skarżyński
Prof. Henryk Skarżyński foto: SE/EAST NEWS

- Cały nasz kapitał ma na celu polepszenie zdrowia naszych pacjentów, jednak aby to robić dobrze i coraz lepiej - potrzebujemy środków finansowych na badania, projekty naukowe, specjalistyczny sprzęt i dobry personel - mówi w rozmowie z Superbiz.pl prof. dr hab. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, twórca Światowego Centrum Słuchu.

Panie profesorze, „Puls medycyny" zaliczył pana do grupy najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie. Proszę mi zdradzić, jak się osiąga takie wpływy.
W tym roku minęło już 20 lat od powołania resortowego Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. To nie jedyny nasz jubileusz. 25 lat temu rozpocząłem przygotowania do realizacji pierwszego w Polsce wielospecjalistycznego programu leczenia głuchoty, a 15 lat temu zostały zaprezentowane pierwsze na świecie wyniki zachowania istniejącego przedoperacyjnego słuchu w częściowej głuchocie. Wiem, pytanie nie dotyczyło jubileuszy, jednak te wpływy to właśnie kilkadziesiąt lat pracy. Ten sukces Instytutu, o którym dziś możemy mówić, to przede wszystkim wiele zapału, chęci i ciężkiej pracy ze strony wielu ludzi – lekarzy, naukowców. Na samym początku byliśmy tylko kilkunastoosobową grupą przyjaciół połączonych entuzjazmem i marzeniami o stworzeniu ośrodka leczenia zaburzeń słuchu na najwyższym poziomie. Teraz, nasi specjaliści wykonują rocznie ok. 200 000 konsultacji medycznych i 18 000 – 20 000 procedur chirurgicznych. Instytut jest cenionym ośrodkiem na arenie krajowej, jak i międzynarodowej.

Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach, to nie będzie przesadne stwierdzenie, pańskie dziecko. Dziecko już całkiem dojrzałe i mające, to też nie będzie przesada, światową renomę. Instytut prowadzi działalność kliniczną, naukowo-badawczą oraz dydaktyczną. Która z tych gałęzi jest dla pana najistotniejsza?
Nie mogę wyróżnić żadnej działalności Instytutu. Wszystkie są dla mnie ważne. Bez badań i działalności naukowej – nie byłoby rozwoju i postępu w leczeniu głuchoty. Bez dydaktyki – nie byłoby coraz lepiej wykształconych specjalistów. A bez działalności klinicznej – nie moglibyśmy mówić o tysiącach wyleczonych pacjentów. Każdą z tych gałęzi rozwijamy, choć czysto sentymentalnie mogę wyróżnić tę ostatnią, a więc leczenie. Wszystko, co robimy w Instytucie, tworzymy z myślą o naszych pacjentach i ich zdrowiu. To właśnie możliwość przywrócenia ich do świata dźwięku czyni, że nasze starania mają sens. Jest to główny cel naszych działań, a uśmiech pacjenta, który nagle zaczyna rozróżniać pierwsze dźwięki, często tak błahe czy niezauważalne dla zdrowych jak choćby przewrócenie kartki papieru, upadający na ziemię długopis – jest bezcenne. W Instytucie codziennie odbywa się ok. 70 procedur chirurgicznych. W ciągu 20 lat wykonaliśmy ok. 3 mln konsultacji oraz ponad 300 tysięcy procedur chirurgicznych. Za około połową tych wielkich liczb kryje się pomoc dzieciom i młodzieży. Z każdym rokiem staramy się zwiększać tę liczbę, by pomóc jak największej liczbie osób.

W ciągu 20 lat istnienia Instytutu nastąpił olbrzymi postęp jeżeli chodzi o leczenie słuchu. Postęp techniczny, medyczny ale też chyba w dość istotny sposób zmieniła się w Polsce mentalność i świadomość. Leczenie słuchu to nie jest już jakaś fanaberia ale rzecz całkowicie normalna, coś, do czego chory ma prawo. Jako szef Instytutu jakie zmiany pan zauważył na przestrzeni ostatnich 20 lat?
Rzeczywiście, znacząco zwiększyła się świadomość ludzi na temat leczenia słuchu. Są teraz oczywiście też większe możliwości. Powoli zmienia się mentalność ludzi. Kiedyś uczeń, który nie rozumiał nauczyciela był uznawany za niezbyt rozgarniętego. Teraz coraz częściej zaczynamy się zastanawiać, czy może dziecko nie ma problemów zdrowotnych – może niedowidzieć lub np. niedosłyszeć i stąd wynika niezrozumienie. Cieszę się z tej zmiany i jestem dumny, że nasz Instytut miał w tym swoją zasługę.
IFPS realizuje od kilku lat program populacyjnych badań przesiewowych pod kątem wczesnego wykrywania zaburzeń słuchu u dzieci IFPS. W latach 2007 - 2015 wykonano ponad pół miliona badań przesiewowych słuchu w ramach kilkudziesięciu programów i projektów, zarówno samorządowych, jak i ogólnopolskich, i międzynarodowych. W roku szkolnym 2015/2016 przeprowadziliśmy także „Program badań przesiewowych słuchu u dzieci ze szkół podstawowych zamieszkałych na terenach gmin wiejskich", w ramach którego przebadaliśmy ponad 140 000 dzieci - głównie z klas I szkół podstawowych. Przeprowadzone badania pokazały, że ok. 15 proc. dzieci ma problemy ze słuchem. To naprawdę duże liczby, a to tylko dzieci. W przypadku seniorów liczby są zupełnie inne, a przecież ludzie starsi chcą być aktywni zawodowo i społecznie – należy im to umożliwić. Na tym polu zresztą osiągamy bardzo dobre rezultaty. Przykładem tego są pierwsze na świecie wyniki leczenia częściowej głuchoty u dorosłych i dzieci z częściową głuchotą, u których sztuczny słuch w zakresie wysokich częstotliwości uzyskany za pośrednictwem odpowiednio wszczepionego implantu był możliwy do połączenia ze słuchem naturalnym nawet do poziomu 1500Hz. Uzyskanie trwałych wyników stymulacji elektryczno-naturalnej to wyjście naprzeciw milionom starzejących się ludzi, którzy w wieku senioralnym w zdecydowanej większości mają taki słuch. Jest to ważny krok w zakresie leczenia zaburzeń cywilizacyjnych.

IFPS to przede wszystkim pacjenci i personel. Ale to także instytucja, która ma budżet i którą trzeba zarządzać. Co jest najtrudniejsze w zarządzaniu tak nietypową placówką jaką jest szpital i instytut naukowo-badawczy?
Instytut przede wszystkim ma przed sobą misję – naszym celem jest dbanie o dobro i zdrowie naszych pacjentów. Nasz błąd, jak i sukces mogą mieć duży wpływ ludzkie życie. W takich instytucjach moim zdaniem najtrudniejsze jest dlatego samo zarządzanie, bo dyskusje o pieniądzach, administracji – nie do końca pasują do instytucji z misją. Jednak taka jest rzeczywistość. Konieczne jest więc utrzymanie złotego środka pomiędzy byciem instytucją publiczną a pewnego rodzaju przedsiębiorstwem. Mimo, że instytuty i szpitale publiczne nie są z zasady nastawione na zysk - rozumiany w znaczeniu korporacyjnym. My bowiem nie gromadzimy kapitału dla akcjonariuszy, właścicieli itp. Cały nasz kapitał ma na celu polepszenie zdrowia naszych pacjentów, jednak aby to robić dobrze i coraz lepiej - potrzebujemy środków finansowych na badania, projekty naukowe, specjalistyczny sprzęt i dobry personel. Dzięki środkom własnym, które pozyskujemy z działalności leczniczej, mamy możliwość aplikacji o realizację projektów naukowo-badawczych, które wymagają wkładu własnego. Na szczęcie nasz Instytut nie ma problemów finansowych. Mamy środki na podstawową działalność, jak i rozwój badawczo-naukowy, w tym projekty z wkładem własnym. Obecnie realizujemy miedzy innymi bardzo duży projekt INNOSENSE w ramach strategicznego przedsięwzięcia Strategmed, finansowanego przez NCBiR. Oczekiwanymi wynikami będą możliwości równoczesnego badania różnych zmysłów człowieka pod kątem wczesnego wykrywania wielu zaburzeń słuchu, wzroku, smaku, powonienia, równowagi oraz czucia w kontekście możliwości podejmowania wczesnych interwencji, wykrywania chorób neurodegeneracyjnych w starzejących się społeczeństwach oraz opierania polityki zdrowotnej państwa o wyniki profilaktycznych badań populacyjnych.

Jedna z gazet zarzuciła panu nieprawidłowości w zarządzaniu Instytutem, a miały one dotyczyć m.in. przetargów. Kontrolę w pańskiej placówce przeprowadzało Ministerstwo Zdrowia. Co znalazło się w wystąpieniu pokontrolnym resortu zdrowia?
Ministerstwo Zdrowia w wystąpieniu pokontrolnym w większości przypadków pozytywnie oceniła działalność Instytutu, w szczególności wysoko oceniono jakość działalności naukowej oraz badawczo-rozwojowej. Oczywiście w przypadku takiej placówki jak nasza, która prowadzi bardzo szeroki zakres działań, mogło dojść do drobnych uchybień, często będących wynikiem czysto ludzkiej pomyłki. W raporcie pokontrolnym otrzymaliśmy więc ze strony Ministerstwa Zdrowia listę zaleceń do wdrożenia. Niezwłocznie odnieśliśmy się do wszystkich punktów i wdrożyliśmy konieczne zmiany w terminie, zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Chce pan przez to powiedzieć, że Instytut działa baz zarzutu?
Można tak powiedzieć, choć nigdy nie jest tak idealnie, zawsze można coś poprawić, stąd konieczny jest nadzór resortu. Nikt w końcu nie jest nieomylny. W tym czasie gdy Instytut był objęty kontrolą ze strony Ministerstwa Zdrowia, przeszliśmy także postępowania kontrolne Narodowego Funduszu Zdrowia, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz innych instytucji, w tym prokuratury i Urzędu Wyrobów. Wszystkie jednak zakończyły się umorzeniem postępowań z podkreśleniem braku podstaw do stawiania oskarżeń.

autor: Hubert Biskupski zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: