SuperBiz opinie Prognozy ekonomiczne 2017

Prognozy ekonomiczne 2017

31.12.2016, godz. 10:42
Biurowce w Londynie
foto: SHUTTERSTOCK

Następny rok jest wyczekiwany jako ten pierwszy od lat stabilny i przewidywalny. To nie znaczy, że będzie dobrze, bo większość trendów jest negatywna.

To, co jest dobre dla rozkręcania gospodarki, nie zawsze bezpośrednio wpływa dobrze na kieszenie konsumentów. Z punktu widzenia rynków najlepsza wiadomość to taka, że 2017 rok będzie końcem okresu z niezwykle niskimi: stopami procentowymi, cenami ropy naftowej i inflacją dobiega końca. Inflacja pojawi się nawet w najbardziej stabilnych gospodarkach, czyli państwach zrzeszonych w Grupie G7.

Zobacz koniecznie: [PODSUMOWANIE 2016] Wzloty i upadki rządu PiS

Wzrośnie oprocentowanie obligacji rządowych na całych świecie, średnio do ok. 1,5 procent, a ceny ropy naftowej nadal będą szły w górę, dzięki ostatniemu porozumieniu OPEC. Christopher Dembik z Saxo Banku uważa, że to "potwierdza, że warunki ekonomiczne wracają do normalności. Ujemne stopy procentowe były anomalią. Należy przy tym wspomnieć, że cena ropy naftowej na poziomie 40 USD za baryłkę była już bardziej "normalna", biorąc pod uwagę fakt, że średnia cena surowca od 1862 do 2016 to około 34,20 USD. Z tego punktu widzenia, anomalią nie były ostatnie spadki notowań ropy, ale raczej szczyty z okresu do połowy 2014 na poziomie powyżej 100 USD za baryłkę".

Ta wiadomość to jednak najlepsze, co spotka rynki w następnych 12 miesiącach. Pierwsza negatywna wiadomość jest taka, że globalne tempo wzrostu będzie nadal na niskim, wręcz pełzającym poziomie.

- Ponownie dynamika wzrostu pozostanie poniżej średniego poziomu sprzed kryzysu finansowego w 2007-2008. Od 2011 roku stały spadek udziału międzynarodowego handlu w globalnym PKB (mniej niż 22% spodziewane w 2016 wobec szczytu na poziomie 25% w 2008) jest potwierdzeniem spowolnienia wzrostu globalnego PKB, które rozpoczęło się po wielkim kryzysie finansowym – pisze Christopher Dembik z Saxo Banku.

Głównym hamulcem będą gospodarki Chin, USA i Unii Europejskiej, od których globalna ekonomia jest wciąż uzależniona. Spowolnienie rozwoju gospodarczego widać na przykładzie Polski jak na dłoni: przyhamowanie wzrostu PKB i krach we inwestycjach wszelkiej maści.

W przypadku Stanów Zjednoczonych wielką niewiadomą jest kierunek polityki nowej administracji prezydenta Trumpa, który obejmuje urząd za trzy 3 tygodnie. Na razie eksperci zachowują umiarkowany optymizm z *, co oznacza prawo do nagłej rewizji prognoz.

Lepiej oceniane są perspektywy Chińskiej Republiki Ludowej. Zespół Saxo Banku zauważa szereg czynników, które pobudzą gospodarkę chińską. Christopher Dembik pisze: "Nasze prognozy dotyczące Chin pozostają pozytywne. Wzrost PKB w przyszłym roku powinien wynieść 6 - 6,2 procenta. Nasz optymizm wynika z trzech założeń:

- szybkiego wdrożenia nowych technologii w procesie produkcyjnym, co zwiększy wydajność,

- stałego zwiększania udziału sektora usług w PKB (40 procent w 2005 r. wobec ponad 50 procent w 2016 r.) oraz

- ostrożnej i skuteczniejszej polityki monetarnej."

Sprawdż też: Kurs złotówki w 2016. Jak rosła i słabła polska waluta [INFOGRAFIKI]

Najgorzej w prognozach wypada Europa. Tylko Brytyjczycy zanotowali większy wzrost gospodarczy, odbijając się od poziomu z czasów kryzysu, ale jednocześnie sprawili największą niespodziankę, a kosztów Brexitu nikt nie jest jednoznacznie określić.  "Według prognoz w 2017 wzrost PKB w strefie euro wyniesie 1,3% wobec 1,6% w tym roku (zakładając, że dynamika wzrostu w czwartym kwartale będzie identyczna do tej z trzeciego kwartału) i 2% w 2015. Jeśli prognozy na 2017 okażą się zgodne z prawdą, to oczywiście nasili się presja na Europejski Bank Centralny (ECB), aby podjąć stosowne kroki. Nie można także zapominać o zagrożeniach natury politycznej w Europie, związanych z wyborami w Holandii, Francji i Niemczech, a także potencjalnym uruchomieniem Artykułu 50 przez Wielką Brytanię. Inwestorzy, którzy zostali zaskoczeni wynikiem referendum w sprawie Brexitu oraz rezultatem wyborów prezydenckich w USA, muszą przyzwyczaić się do tej nowej normalności. Reakcja rynków na wynik referendum konstytucyjnego we Włoszech pokazuje jednak, że inwestorzy są obecnie bardziej odporni na zagrożenia natury politycznej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dlatego też można założyć, że wpływ nadchodzących wydarzeń politycznych na sytuację gospodarczą i finansową będzie raczej ograniczony (lub przynajmniej, sytuację uda się opanować). Nawet Polska, w której przypadku premia za ryzyko znacznie wzrosła w 2016 z powodu działań PiS-u (po raz pierwszy od 2002 spread Polski jest wyższy niż Węgier!), powinna zanotować poprawę warunków gospodarczych" - pisze Christopher Dembik z Saxo Banku.

Drugi utrwalający się trend negatywny to umacnianie się dolara. To wpłynie nie tylko na handel zagraniczny USA i krajów w tej walucie się rozliczających. Trwały wzrost kursu waluty może doprowadzić do kryzysu w gospodarkach państw rozwijających się, ponieważ wiele z nich sztywno powiązało kurs własnej waluty z dolarem. Jeśli USD nadal będzie sie umacniał, to rządy będą miały dwa wyjścia: albo mierzyć się z kryzysem własnej i liczyć na osłabnięcie nagłe amerykańskiej waluty, albo zaryzykować i uwolnić swoją walutę. Tak zrobiły w kończącym się roku Nigeria i Egipt. Egipt przypłacił to dewaulacją bliską 100 procent.

Czytaj również: Podsumowanie ekonomiczne roku 2016 [GALERIA]

Polska niestety idealnie wpisuje się w trend europejski. Dynamika wzrostu PKB będzie malejąca, a ostatni rok to jej ostre hamowanie. Władze jednoznacznie postawiły na stymulowanie konsumpcji, a nie na inwestcyje, i dalej będą kontynuował tę politykę. Nie tylko 500+, ale i obniżenie wieku emerytalnego wpłynie na spadek zatrudnienia i dalsze obciążenie budżetu, a co za tym idzie, pogłębi zapaść inwestycyjną, ponieważ nie będzie już starczało pieniędzy. Na to nakłada się jeszcze pomysł zwiększenia wpływów do budżetu przez lepszą ściągalność podatków, co dodatkowo utrudni warunki prowadzenia biznesu w Polsce. Od trzech lat już obserwujemy spadek inwestycji zagranicznych w Polsce i nie szykuje się nic, co w najbliższym czasie mogłoby je pobudzić.

Dużą niewiadomą jest kwestia napływu pracowników z Europy Wschodniej. Polska ma już 4 razt większe PKB na głowę niż Ukraina, więc nasze zarobki są dla Ukrainek i Ukrainców atrakcyjne. Ale z jednej strony przebijają się głosy z obozu rządowe o próbiograniczenia tego napływu, z drugiej padają oskarżenia, że płacąc mniej pracownikom ze Wschodu polscy pracodawcy będą chcieli powstrzymać wzrost poziomu wynagrodzeń. A średnie wynagrodzenie w Niemczech jest nadal czterokrotnie wyższe niż w Polsce.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: