SuperBiz opinie Przychodzą pijani, widzą diabła, kłamią rodzicom… Legendy WORD [CZĘŚĆ I]

Przychodzą pijani, widzą diabła, kłamią rodzicom… Legendy WORD [CZĘŚĆ I]

24.06.2017, godz. 14:00
prawo jazdy, kurs na prawo jazdy, kursantka, elka
foto: EAST NEWS

Kiedy słyszymy, że ktoś zdał egzamin na prawo jazdy, pierwszym pytaniem, które ciśnie się na usta, jest: „A za którym razem?”. Już samo to świadczy o tym, że o prawo jazdy w Polsce niełatwo. Do legendy przechodzą historie o egzaminatorach, którzy celowo oblewają biednych kursantów, narażając ich na dodatkowe koszty. Rzadziej słyszy się o rozmaitych przewinach ze strony samych egzaminowanych. Oto kilka historii, które jasno pokazują, że dla wielu przyszłych kierowców „odpowiedzialność” to tylko puste słowo.

Stres to jeden z najczęstszych czynników, które obarcza się winą za niepowodzenia na egzaminie praktycznym na prawo jazdy. Faktycznie, ma on ogromny wpływ na to, jak na egzaminie pojedziemy, szczególnie, jeśli trafi nam się srogi egzaminator, który tylko będzie w nas potęgował strach. Część instruktorów w szkołach jazdy radzi, jak sobie ze stresem choć częściowo poradzić. Mówią np., by zapisywać się na egzamin na jak najwcześniejszą godzinę (ruch jest wtedy najmniejszy), by zrezygnować z elektronicznego zapisywania się (taka możliwość istnieje obecnie w 41 z 49 WORD-ów, czyli Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego), pojechać osobiście i wcześniej poczuć atmosferę, która będzie nam towarzyszyła podczas zdawania. Zdarzają się też rady, by wypić melisę, oczywiście, jeśli wiemy, że nie będzie to miało negatywnego wpływu na nasze skupienie i zdolność do jazdy.

ZOBACZ TEŻ: Rewolucja w egzaminach na prawo jazdy. Koniec z masowym oblewaniem?

Instruktorzy przestrzegają przed popularnym sposobem na „odstresowanie się”, czyli piciem alkoholu przed udaniem się na egzamin, choćby miał to być tylko kieliszek. Brzmi to jak oczywista oczywistość? Niestety, nie dla wszystkich. Ostatnio o kursancie, który pojawił się na egzaminie „na podwójnym gazie” głośno było w kwietniu br. Mowa tu o Niemcu, który zdawał egzamin w Szczecinie. Mężczyzna poprawnie wykonał wszystkie manewry na placu (tak!) i już miał się włączać do ruchu, kiedy egzaminator poczuł od niego alkohol. Niemiec zaprzeczył, by pił coś dzień wcześniej lub też rano, ale alkomat pokazał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu! Okazało się, że mężczyzna przyjechał zdawać do Polski, bo w Niemczech stracił „prawko” za… jazdę po pijanemu! Mężczyzna liczył na tańszy egzamin w naszym kraju, ale się przeliczył – od policjantów usłyszał, że grozi mu do dwóch lat odsiadki. W samym tylko Szczecinie średnio dochodzi do dwóch podobnych sytuacji w miesiącu!

Istnieje też proceder meldowania kilkudziesięciu Niemców w jednym mieszkaniu, aby mogli zdawać egzamin w Polsce (aby być dopuszczonym, trzeba być zameldowanym przez co najmniej pół roku przed egzaminem). Nie tylko jednak nasi zachodni sąsiedzi, którym pomagają „przedsiębiorczy” Polacy, przychodzą zdawać egzamin pod wpływem. Identyczna sytuacja wydarzyła się choćby w WORD-zie słupskim w grudniu 2016 r., z tym że tu głównym bohaterem był nasz rodak. On także bezbłędnie zaliczył manewry na placu i także zdawał, bo „prawko” stracił za prowadzenie „po spożyciu”! Kilka miesięcy wcześniej na egzamin przyszedł z kolei pijany białostoczanin. Tu woń alkoholu musiała być wyjątkowo silna, bo egzaminator nawet nie pozwolił mu odpalić auta…

Oczy diabła

Inną ciekawą historię, również związaną z alkoholem, opisuje na swojej stronie należący do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych serwis info-car.pl, w którym sprawdzimy choćby, na jakim etapie wydawania jest nasze prawo jazdy czy dowód rejestracyjny, zapłacimy za wydanie dokumentu itd. Jak podkreśla serwis, każdy WORD ma swoje legendy, czyli kursantów, którzy wyjątkowo zapadają w pamięć egzaminatorom. W Łodzi zdarzył się przypadek, że egzaminowana o godz. 7.30 kobieta przyszła do ośrodka po alkoholu. Kiedy na miejsce przyjechała policja, aby przebadać kursantkę alkomatem, pobity został rekord łódzkiego WORD-u; kobieta miała 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu! Egzaminatora przeprosiła, tłumacząc się, że przyszła… prosto z pracy! Czym się zajmowała, nie wiadomo. Nic wspólnego z alkoholem nie miał za to inny przypadek z tego samego WORD-u, choć jest nawet ciekawszy.

Jedna z kursantek podchodziła do egzaminu kilkunastokrotnie. Za każdym razem obwiniała egzaminatorów o to, że utrudniają jej zdobycie prawa jazdy, nie widząc w porażkach własnej winy. W dodatku wszystkim pracownikom WORD-u wmawiała, że mają… oczy diabła! Sprawa osiągnęła punkt kulminacyjny, kiedy kobieta potrąciła na placu słupek, co nie pozwoliło na zaliczenie jej egzaminu. Kursantka poskarżyła się na WORD do Urzędu Marszałkowskiego, twierdząc, że w słupku był zamontowany specjalny mechanizm przewracający, ona pachołka nawet nie tknęła, a wszystko ma na celu wyciąganie pieniędzy od oblewanych osób! W WORD-zie została nawet przeprowadzona kontrola, ale żadnych nieprawidłowości nie stwierdzono, ośrodek ostatecznie nie zdecydował się na wysłanie kursantki na badania psychologiczne - po całej sytuacji słuch o niej zaginął. Na kolejny egzamin już się nie zapisała.

Dzieci wyłudzacze

Kolejny ciekawy przypadek pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego. Do egzaminatorów przyszła zdenerwowana matka kursanta, aby zapytać, jak to jest, że jej syn od dłuższego czasu bezskutecznie próbuje zdać egzamin praktyczny. Ostatnim razem, jak jej opowiadał, został oblany tuż przed samym ośrodkiem, bez żadnego uzasadnienia! Pracownicy WORD-u sprawdzili, że chłopak, owszem, był na egzaminie, ale tylko raz i to wyłącznie teoretycznym. Nie zdał go, ale na kolejny termin się nie zapisał i więcej go w ośrodku nie widziano. Od matki brał zaś pieniądze na kolejne egzaminy i jazdy doszkalające. Jeszcze bardziej cwany był chłopak z Zielonej Góry, który wyłudzał od swojego ojca środki na kolejne poprawki i jazdy przez dziesięć miesięcy. Jak się okazało, zdał egzamin za pierwszym razem, a ojcu nie wspomniał o tym ani słowem…

ZOBACZ TEŻ: Prawo jazdy 2017. Ile musisz wydać, by zostać kierowcą

Zupełnie inną relację z rodzicami miała nasza czytelniczka, Anna. Jak opowiada, ojciec nauczył ją jeździć, już kiedy miała kilkanaście lat, kupił jej nawet samochód, którym podróżowała do szkoły, a potem na studia. Ojcu w ogóle nie przeszkadzało, że dziewczyna nie miała prawa jazdy, ona sama jeździła bezkolizyjnie, nie bojąc się 500-złotowego mandatu za jazdę bez „prawka”, bo, nawet jeśliby się jej przydarzył i tak wynosiłoby to mniej niż cena kursu. Anna brała jednak pieniądze na paliwo od matki, która w końcu zagroziła jej, że jeśli prawa jazdy nie zrobi, żadnych środków więcej nie dostanie. Anna zapisała się na kurs, a praktyczny egzamin na prawo jazdy zdawała aż siedem razy! Jak twierdzi, z powodu złych nawyków, których nabrała przez lata za kółkiem. Co ciekawe, na każdy egzamin przyjeżdżała i odjeżdżała własnym samochodem! Dziś podkreśla, że zdaje sobie sprawę, iż było to skrajnie nieodpowiedzialne.

Źródła: info-car.pl, gdansk.tvp.pl, wspolczesna.pl, tvn24.pl – materiał „Faktów” TVN

autor: Piotr Osiński zobacz inne artykuły tego autora
Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: