SuperBiz opinie Wojna z wiatrakami?

Wojna z wiatrakami?

23.10.2016, godz. 19:13
PiS walczy z wiatrakami
foto: SHUTTERSTOCK

Inwestorzy, którzy postawili na energetykę wiatrową znaleźli się w trudnej sytuacji. Warunki do prowadzenia biznesu się pogorszyły wraz z nowelizacją ustaw o OZE i tzw. "odległowściowej". W najgorszej sytuacji znaleźli się mali i średni przedsiębiorcy, których koszty wyjścia z biznesu to utrata zainwestowanych pieniędzy.

Wbrew obiegowej opinii, Polska ma - wedle niektórych miała - dobrze rozwijający się rynek odnawialnych źródeł energii. Założone przez Unię Europejską cele w perspektywie 2020 roku przez ostatnie lata przekraczaliśmy o co najmniej 1 procent. Eksperci uważają, że w tym roku ten trend jednak się zakończy. Czemu? Wszystko przez zmiany ustaw dotyczących OZE, którą przyszykowali rządzący posłowie PiS. Eksperci ostrzegają, że zabije to rozwój rynku i doprowadzi do bankructwa tych, którzy wzięli kredyty na inwestycje w tę branże.

ZOBACZ TEŻ: Pierwszy magazyn energii w Polsce

W przypadku Polski kolejna ocena przez Komisję Europejską odbędzie się w 2018 roku, ale ludzie z branży już teraz obawiają się o losy sektora, po tym jak przeforsowano tzw. "ustawę odległościową". Założenia projektu były takie, że przy budowie wiatraków należy zachować odpowiednie proporcje ich wysokości do odległości od zabudowań - dystans od zabudowań musi być to co najmniej 10-krotnością wielkości maszyny, a turbiny o mocy powyżej 40 kW muszą być uwzględnione w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Cliff Harris, dyrektor GE Renewable Energy, cytowany przez "Rzeczpospolitą", uważa że takich regulacji nie ma nigdzie na świecie. Inni eksperci również alarmują, że takie zmiany mogą powstrzymać rozwój branży. A w tym roku pod względem mocy elektrowni wiatrowych przegoniliśmy Danię. A oprócz tego, w Polsce rozwinął się biznes, który produkuje 90 procent komponentów wiatraków, używanych na świecie.

Co to znaczy dla najmniejszych producentów? Tutaj zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że niewiele: - Dla prosumenta (konsumenta zaangażowanego w produkcję - przyp. red.) ustawa odległościowa nie ma znaczenia. Małe moce wytwórcze (do 40 kW) będą pochodzić głównie z fotowoltaiki oraz miniaturowych wiatraków. Ale bez mechanizmów wsparcia przysłowiowy Kowalski nie będzie chciał swoimi pieniędzmi wspierać rozwoju i zmian całego sektora energetycznego - mówi Marcin Mizgalski, właściciel własnej elektrowni słonecznej w Chotomowie.

Całkowicie odmienne zdanie ma Kamil Szydłowski z Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej, który skupia m.in. najmniejszych producentów, często lokalnych przedsiębiorców, czy rolników: - Ogromne wątpliwości dotyczą sposobu naliczania podatku od nieruchomości. W zależności od tego jakie części wiatraka zaliczymy do kategorii "budowli", a tu zdania ekspertów są podzielone, to podatek może wzrosnąć nawet czterokrotnie - mówi Kamil Szydłowski. Dla niedużych producentów, to może być szokujący skok. Dariusz Rewers, który zainwestował w turbinę o mocy 1,5 Wata. Podniesienie czterokrotne podatku, który obecnie wynosi 12 000 złotych, będzie oznaczało, że sama danina będzie wyższą kwotą, niż pozostałe koszty razem wzięte, np. 15 000 złotych rocznie za dzierżawę, czy 16 000 złotych za obowiązkowy serwis maszyn. Nie wspominając o kredycie, w wysokości kiludziesięciu tysięcy. bo mali inwestorzy często działają, posiłkując się wysokimi pożyczkami.

ZOBACZ TEŻ: Protest STOP CETA: jakie są argumenty przeciw umowie

Swoje zmiany szykuje również Ministerstwo Energii. Mają zmienić się zasady wsparcia finansowego dla farm wiatrowych, m.in. sposób obrotu "zielonymi certyfikatami", czyli dopłat dla producentów odnawialnej energii, które jeszcze niedawno mieściły się w granicach 150 - 200 złotych za 1 MWh, a teraz pikują w kierunku 30 złotych. A to dlatego, że są papierami wartościowymi, notowanymi na Towarowej Giełdzie Energii, których wartość wycenia rynek. Działalność właściwego ministra zdaniem części ekspertów sytuacji nie poprawia.

Od 2018 roku znikają gwarantowane ceny sprzedaży energii z OZE, które były istotnym elementem kalkulacji opłacalności biznesowej dokonywanych przez inwestorów projektów. Do tego dochodzi rozporządzenie ministra, które najprawdopodobniej ograniczy skup zielonych certyfikatów - kolejnego istotnego składnika przychodów. Ceny certyfikatów na pewno dzięki temu nie zyskają - zauważa Kamil Szydłowski.

Więc sytuacja mniejszych, rodzimych producentów jest nie do pozazdroszczenia. Większe korporacje mają możliwość postępowania przed trybunałami arbitrażowymi, które mogą zasądzić odszkodowanie od skarbu państwa za poniesione nakłady inwestycyjne. Kamil Szydłowiecki mówi, że inwestorzy zrzeszeni w Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej nie biorą takiego rozwiązania pod uwagę. Nowe regulacje prawne mają również inny skutek ekonomiczny - gorsza kondycja firm zaangażowanych w wiatraki może uderzyć rykoszetem w banki komercyjne, które zainwestowały w zieloną energię w sumie 11 miliardów złotych.

ZOBACZ TEŻ: Zielone światło dla zielonej energii

Nowy rząd zapowiadał zmiany w dziedzinie wiatraków i dopiął swego. Eksperci wyliczyli, że na terenie Polski to jedynie 1-2 procent powierzchni spełnia wymogi "ustawy odległościowej", czyli zachowania odpowiedniego dystansu instalacja wiatrakowa musi od zabudowań mieszkalnych: 10-krotności własnej wysokości, liczonej aż do końca łopaty śmigła. Inne zmiany, jak rozciągnięcie definicji budowli na cały wiatrak, czy dostosowywanie instalacji, nawet już istniejących, pod miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego utrudniają dodatkowo prowadzenie biznesu wiatrakowego. Z racji tego, że poważniejsi gracze bez ogródek rozgłaszają, że jeśli rząd nie złagodzi przynajmniej części nowych postanowień, to sprawa trafi pod międzynarodowy trybunał arbitrażowy, co jakiś czas przebijają się głosy o możliwych złagodzeniach nowych regulacji. Polska jest stroną 60 dwustronnych umów o arbitrażu w kwestiach spornych, a inwestorzy to potentaci branży, z korzeniach w krajach należących do tej grupy. A te arbitraże to instytucja bardzo zbliżona do tych niesławnych ISDS z umowy o wolnych handlu UE - Kanada, czyli CETA.

Wedle doniesień jest pole do zbliżenia stanowisk, dotyczy m.in. wspomnianej minimalnej odległości od zabudowań i uzależnieniu jej od konsultacji społecznych. Poruszane są kwestie opcjonalnego zwalniania posiadaczy instalacji z podatku od nieruchomości, czy tzw. repoweringu, czyli nietraktowania zastępowania wysłużonych instalacji przez nowe jako całkowicie nowych i ograniczenia stosowania certyfikatów, sygnowanych przez Urząd Dozoru Technicznego. Mimo, że administracja zaprzecza, że prowadzi jakiekolwiek rozmowy i nie planuje zmian, to widmo kolejnej międzynarodowej kłótni ponownie zawisło nad rządem PiS.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: