SuperBiz opinie Wybory w USA. Zobacz, które stany trzeba zdobyć, aby wygrać [INFOGRAFIKA]

Wybory w USA. Zobacz, które stany trzeba zdobyć, aby wygrać [INFOGRAFIKA]

07.11.2016, godz. 16:57
Kampanie wyborcze Hillary Clinton oraz Donalda Trumpa
foto: EAST NEWS

Do końca wyborów w USA pozostały godziny. Amerykańskie prawo dopuszcza wcześniejsze głosowanie, ale szczyt wyborczej gorączki przypadnie na wtorek 8 listopada, kiedy do urn ruszy większość obywateli. Które stany na wyborczej mapie są kluczowe? O co właściwie walczą kandydaci? Wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych poznamy w środę rano czasu polskiego.

W Ameryce, odwrotnie niż w Polsce, nie ma ciszy wyborczej dlatego walka o wyborców trwa do samego końca. 8 listopada to oficjalna data głosowania w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, ale wiele stanów od dekady dopuszcza możliwość tzw. early voting, czyli wcześniejszego głosowania.

Zobacz również: Wybory USA. Na kogo byś zagłosował? [SONDA]

Dotyczy to m.in.: Florydy, Iowa, Nevady, Teksasu, Kolorado, Arkansas i Nowego Meksyku – z czego dwa z nich są niezwykle istotne w całej kampanii wyborczej, bo dostarczają dużo głosów elektorskich. Przykładowo Floryda ma aż 29 elektorów, a Teksas o 9 więcej.

Wczesne oddawanie glosu dotyczy nie tylko tych, którzy w dniu wyborów mogą mieć utrudniony dostęp do głosowania (np. ze względu na zagraniczną służbę wojskową czy chorobę), ale także tych, którzy po prostu chcą spełnić swój obywatelski obowiązek wcześniej.

Do 1 listopada ponad 20 mln Amerykanów skorzystało z opcji wczesnego głosowania. Robili to korespondencyjnie lub w specjalnych punktach wyborczych. Szacuje się, że do poniedziałku 7 listopada aż 42 mln wyborców oddało już swój głos. I od razu pojawiły się sygnały o nieprawidłowym przebiegu głosowania.

Jak podaje "Rzeczpospolita", w Chicago oraz kilku innych miejscach zdarzało się, że głosy oddawali ludzie podający się za wyborców, którzy od wielu lat nie żyją, ale wciąż figurują w spisach.

W kraju, gdzie prawo do głosowania ma 200 milionów ludzi, a głosuje około 100 milionów, decyzję o obsadzie najwyższego stanowiska państwowego podejmuje czasami niecały milion obywateli.

Przykładowo w 1960 r. o zwycięstwie Johna F. Kennedy'ego nad Richardem Nixonem zdecydowało ok. 112 tys. wyborców (0,01 proc. przewagi w skali kraju). Jednak młody Demokrata zdobył aż 303 głosy elektorskie – a jego republikański rywal 219.

O tym, że to elektorzy są ważniejsi niż wyborcy przekonaliśmy się kilkukrotnie w historii wyborów prezydenckich USA.

Ross Perot, amerykański milioner dwukrotnie stawał do walki o Biały Dom. Najpierw w 1992 zdobył 19 procent głosów obywateli, nie uzyskał ani jednego głosu elektorskiego - wynik ten był najlepszym wynikiem uzyskanym przez kandydata spoza dwóch czołowych partii od 1912. Cztery lata później ponownie stanął do wyborczego wyścigu, ale znów bez efektów.

W 2000 roku Demokrata Al Gore miał więcej głosów Amerykanów od Republikanina George'a W. Busha - ale ten zdobył więcej głosów elektorów. Dlatego w czasie wyborów kandydaci poza ogólną strategią wyborczą bardziej skupiają się na walce o poszczególne stany,

KLIKNIJ W GRAFIKĘ, ABY JĄ POWIĘKSZYĆ

Kim są elektorzy?
Co cztery lata, we wtorek po pierwszym poniedziałku listopada, mieszkańcy każdego stanu wybierają do kolegium przedstawicieli w liczbie równej sumie kongresmanów i senatorów reprezentujących ów stan na Kapitolu.

Zobacz koniecznie: Wybory w USA. Dlaczego głosowanie odbywa się we wtorek?

Wyborca w danych stanie oddając głos na Demokratę lub Republikanina, przekazuje głos na elektorów, którzy później decydują o wyborze prezydenta.

W Polsce sytuacja jest prosta - wygra kandydat, który zdobył w skali kraju najwięcej głosów, bez względu na to jak się one rozkładały w regionach. W USA jest odwrotnie. Każdy z 50 stanów wchodzący w skład USA ma swoją "wagę", czyli przydzieloną liczbę głosów elektorskich. Dlatego o niektóre stany kandydaci zabiegają mocniej, a o niektóre mniej. Mały Dystrykt Kolumbii ma 3, a np. duża Kalifornia 55. Wygrywa ten, kto ma więcej elektorów.

Z tego powodu ogólnokrajowe sondaże przedwyborcze w USA są mylące, bo nie ważna jest przewaga w skali kraju, ale w kluczowych stanach. Kandydat, który wygrywa z wielu stanach z niewielką przewagą, może przegrać z tym, który prowadzi tylko w kilku z nich, ale tych dużych i to ze sporą przewagą.

Kolegium składa się z 538 osób (odpowiednik 435 kongresmanów i 100 senatorów plus trzech elektorów wybieranych w Dystrykcie Columbia na mocy 23 poprawki do konstytucji).

Wygrywają elektorzy z partii, która w ogólnostanowym głosowaniu powszechnym zdobędzie zwykłą większość (poza Nebraską i Maine, gdzie głosy elektorskie rozdzielane są na podstawie wyników głosowania powszechnego w poszczególnych obwodach) i dopiero oni, w pierwszy poniedziałek, po drugiej środzie grudnia (12 grudnia 2016), wybierają prezydenta oraz wiceprezydenta USA (oddzielnie).

Elektorzy głosowali wbrew woli większości 19 razy, ostatnio w latach 2000 (reprezentantka Ala Gore'a z dystryktu stołecznego wstrzymała się od głosu) i 2004 (przedstawiciel Minnesoty się pomylił). W sumie wyborców zdradziło 86 delegatów do kolegium, a 71 zmarło przed posiedzeniem organu i zostało zastąpionych przez osoby o odmiennych poglądach.

Czytaj również: Przywileje prezydentów USA. Potężna władza i supersprzęt

29 stanów i Dystrykt Columbia uchwaliły przepisy przewidujące karę grzywny dla elektorów nierespektujących wyników głosowania powszechnego, ale nie mają one żadnej mocy prawnej.

Co w przypadku, gdy żaden z kandydatów nie osiągnie 270 głosów elektorskich? Wówczas o wyborze prezydenta USA decyduje Izba Reprezentantów, przy czym przedstawicielom każdego ze stanów przysługuje tylko jeden wspólny głos. O tym komu go przyznać, decyduje zwykła większość kongresmanów. Wiceprezydenta wybiera Senat. Każdy członek izby wyższej głosuje we własnym imieniu. Zatem w teorii możliwa jest sytuacja w której prezydentem będzie kandydat jednej partii, a jego zastępcą drugiej.

 

Źródło: "Rzeczpospolita", "Gazeta Wyborcza", realclearpolitics.com

Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: