SuperBiz opinie Zielone światło dla zielonej energii

Zielone światło dla zielonej energii

27.04.2016, godz. 13:21
Nowe inwestycje ECO w Odnawialne Źródła Energii. Słońce w kaloryferach
foto: Materiały prasowe

W Niemczech ogromne koszty, bo aż 20 miliardów euro rocznie, przestawiania się na zieloną energię ponosi społeczeństwo. Co wzmocni pozycję konkurencyjną niemieckiego przemysłu i szerzej biznesu. W Polsce jest odwrotnie, konsument jest pozornie chroniony, a polskie huty płacą za energię elektryczną wiele więcej niż niemieckie.O przyszłości polskiej energetyki mówi dr Jan Rączka, ekspert Forum Analiz Energetycznych.

Czy dostawcę mogę zmienić jak operatora kablówki?

Nie, ponieważ rynek dostaw energii jest klasycznym monopolem. Operatorzy telefonii komórkowej czy kablówki mogą postawić swoje maszty czy położyć kable. Dystrybutor energii nie postawi swoich słupów energetycznych, bo to jest nierealne z przyczyn ekonomicznych, środowiskowych czy choćby krajobrazowych. Ale możemy zmienić sprzedawcę energii. Wtedy wypowiadamy umowę kompleksową i zawieramy dwie oddzielne: na dystrybucję i na sprzedaż energii.

Przeciętne polskie gospodarstwo wydaje 1500 złotych rocznie na prąd. Opłaca się zmieniać dostawcę?

Oszczędności mogą wynieść maksymalnie 10 procent, oczywiście zależy to od stopnia zużycia energii. Opłaca się na pewno dopasowywać taryfy do profilu zużycia, inwestować w energooszczędne instalacje, źródła światła i sprzęt AGD. Rynek jest konkurencyjny, więc jeśli gospodarstwo zużywa ponadprzeciętną ilość – np. ogrzewa mieszkanie prądem, podgrzewa wodę użytkową prądem, lub po prostu ma dużo urządzeń w domu – to zmiana dostawcy może przynieść szczególnie mocne korzyści. Rodziny mniej zamożne, które mają nieduże zużycie energii, ale jej koszty stanowią duży wydatek w budżecie domowy, mogą się zwrócić do gminy o dodatek energetyczny.



To co bardziej się opłaca?

W perspektywie już nie tak odległej, dla gospodarki i społeczeństwa będą opłacalne instalacje odnawialnej energii. Rachunek ekonomiczny bierze pod uwagę postęp technologiczny, który spowoduje, że każda nowa generacja paneli słonecznych czy wiatraków będzie tańsza. Dodatkowo w przypadku zastępowania nowymi urządzeniami już zamontowanych paneli słonecznych lub wiatraków, koszty te będą pomniejszone o przygotowanie lokalizacji i podłączenie instalacji do sieci. W ostatnich 12 latach energia z paneli fotowoltaicznych potaniała 4-krotnie! Obecnie w Polsce jest wciąż 2-3 razy droższa od energii z bloków węglowych. Spodziewam się, że w połowie przyszłej dekady zarówno panele słoneczne jak i farmy wiatrowe będą skutecznie konkurowały z blokami węglowymi. Już teraz panele mogą być konkurencyjne, jeżeli wyprodukowana energia jest od razu zużywana na miejscu , np. w biurowcach albo hotelach wyposażonych w klimatyzację).

Im szybciej, tym lepiej. Komuś się udało?

Niemcy, Duńczycy są w trakcie transformacji energetycznej – z jednej strony mają już udział odnawialnych źródeł energii w koszyku energetycznym na poziomie ok. 40%. Z drugiej zaś – ponoszą wysokie koszty przebudowy systemu energetycznego.  Zwłaszcza wysiłek naszych zachodnich sąsiadów jest imponujący – statystycznie na jedno gospodarstwo domowe w RFN wypada rocznie ok. 250 euro, przeznaczanego z własnej kieszeni na OZE.

I jaki tego będzie efekt?

Za kilkanaście lat ponad połowa energii może być dostarczana ze źródeł odnawialnych, a za kilkadziesiąt lat (ok. 2050 roku) udział OZE w Niemczech i Danii przekroczy 80%. Ceny hurtowe prądu w Niemczech, Danii, Szwecji są niższe niż w Polsce, a ceny dla odbiorców detalicznych z kolei wyższe. Czyli koszty przestawienia energetyki na alternatywne źródła są ponoszone przez społeczeństwo, za jego zgodą. Dzięki OZE przemysł niemiecki już teraz kupuje energię bardzo tanio, taniej niż przemysł w Polsce. Poprawia to jego konkurencyjność, choć głównym motorem konkurencyjności niemieckiego przemysłu jest raczej zaawansowana technologia niż niskie koszty. Poza tym największe koszty już zostały poniesione i energia nie tylko dla przemysłu, ale też dla gospodarstw domowych w Niemczech będzie bardzo taniała po 2025 roku. Z punktu widzenia gospodarstw domowych zmiany organizacji rynku energii idą w dobrym kierunku. Z jednej strony stawia się coraz mocniej na energooszczędność, co pozwala na obniżenie kosztów utrzymania mieszkania (np. oświetlenie LED, termomodernizacja) z drugiej zaś gospodarstwa domowe będą mogły uczestniczyć w programach zarządzania popytem, tzn. dzięki dostosowaniu swojego profilu zużycia do zmian w wytwarzaniu energii będą mogły kupować energię taniej. Kiedy będzie wietrzny dzień, to będzie można kupić tanio energię z farm wiatrowych, a kiedy będzie upalny dzień, to z paneli fotowoltaicznych. Oczywiście te transakcje będą dokonywały się automatycznie dzięki inteligentnym sieciom energetycznym i dedykowanym platformom transakcyjnym.



Polskie elektrownie są mało efektywne. Ślimaczące się inwestycje nie są w stanie poprawić sytuacji w elektrowniach węglowych, czy elektrownia nuklearna w Polsce uratuje sytuację?

Niezależnie od modelu finansowania budowy elektrowni tego typu, będzie ona gotowa dopiero za ok. 20 lat. A zainwestować musimy już teraz, i to miliardy. A w między czasie, potrzebne będą nowe zasoby energetyczne w ciągu 10 lat. Poza tym perspektywy są takie, że koszty będą rosły, a nie spadały. A nie wiemy, czy wtedy koszt tej energii nie będzie wzrastać ze względu na systematycznie zaostrzające się standardy bezpieczeństwa dla bloków jądrowych.

To jak nie atom, to może jednak węgiel?

Mimo, że ceny węgla spadły bardzo nisko, to nasze ceny hurtowe prądu są wysokie. Jeśli zastosujemy nawet najnowocześniejsze technologie, w postaci budowy bloków nadkrytycznych czy kogeneracji (wytwarzanie ciepła i prądu w elektrociepłowni), to nie jesteśmy pewni czy rachunek ekonomiczny będzie się zgadzał. Chociażby dlatego, że mogą wzrosnąć ceny uprawnień do emisji CO2. Obawiam się też, że obciążenie nowych bloków nadkrytycznych będzie nieduże, a one są rzeczywiście efektywne kiedy pracują z obciążeniem 70-80 procent przez ponad połowę czasu w roku. Ich żywotność jest planowana na ok. 30 lat, czyli powinny działać do 2050 roku i być opłacalne. Przez ten czas OZE, nawet bez wsparcia, będzie już konkurencyjne ok. 2025 roku, czyli będą systematycznie odbierać rynek blokom konwencjonalnym.

Czyli nie ma innej drogi, niż ta przetarta przez Niemców i Duńczyków?

W sierpniu mieliśmy pierwszy blackout, nazywany 20 stopniem zasilania. Były upały, stan wody w rzekach był niski, nie można było dostatecznie chłodzić bloków w elektrowniach, przegrzewały się kable, transportujące energię. W tym czasie obciążenie sieci wyniosło 22 GW mocy. W tym czasie Niemcy dostarczali 25 GW z samych ogniw fotowoltaicznych i to w czasie, kiedy była najbardziej potrzebna! Nie mówię, że nie ma innej drogi, ale po prostu polska energetyka musi się dywersyfikować, inaczej nie poradzimy sobie z rosnącym obciążeniem Krajowego Systemu Energetycznego w kolejne upalne lata.



To nie możemy kupować od sąsiadów, jak mają jej dużo i tanio.

Możemy, mamy połączenie ze Szwecją i od grudnia z Litwą, która nie jest dużym producentem energii, ale też ma połączenie ze Skandynawią. Szwedzi produkują energię bardzo tanio, mają rozwiniętą sieć hydroelektrowni, zdarza się, że jest tańsza od naszej sześć razy. Problemem jest to, że połączenia mają ograniczoną przepustowość. Zimą szczyt energetyczny to 25 GW, w lato 22, a tą drogą możemy kupić niewiele ponad 1 GW (czyli ok. 4% zapotrzebowania). Ponadto naszą ambicją jest to, żeby być aktywnym graczem regionalnym w obszarze energii elektrycznej, czyli importować, jak my potrzebujemy, a eksportować, jak potrzebują sąsiedzi. Na razie tak się dzieje tylko w bardzo ograniczonym stopniu, na dzień dzisiejszy dużo więcej importujemy.

A z pozostałymi sąsiadami?

Z Białorusią i Ukrainą mamy połączenia, ale nieużywane, głównie z przyczyn technologicznych. Z kolei ciekawa sytuacja jest w przypadku Niemiec. Ich przemysł ma niedobór mocy na południu, a gros źródeł energii – zarówno konwencjonalnych jak też farm wiatrowych, jest na północy. Są momenty i to częste, kiedy niemiecka sieć energetyczna nie wytrzymuje obciążenia i prąd jest transportowany z północnych Niemiec do południowych Niemiec przez Polskę, Czechy i Austrię. Do tego jesteśmy zobowiązani międzynarodowymi umowami, co nie zmienia faktu, że poza obciążeniem sieci nie ma to dla nas żadnego efektu. To ma się zmienić w 2018 roku, wraz ze zmianą unijnych regulacji, powinniśmy łatwiej kupować prąd od Niemców.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: