SuperBiz prawo przedsiębiorcy Dziczyzna z włośnicą mogła trafić do restauracji

Dziczyzna z włośnicą mogła trafić do restauracji

18.09.2015, godz. 15:11
mięso – mielone samodzielnie czy gotowe?
foto: SHUTTERSTOCK

Tysiąc kilogramów dziczyzny zakażonej śmiertelnie niebezpieczną włośnicą mogło trafić do warszawskich i mazowieckich restauracji. Sanepid i policja ostrzegają przed jedzeniem dziczyzny niewiadomego pochodzenia.

Policjanci  z Radomia otrzymali zgłoszenie z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Radomiu dotyczące skażonego mięsa włośnicą. 38-letni mieszkaniec Radomia przyniósł próbki mięsa dzika do sanepidu i poprosił inspektorów o zbadanie.
Okazało się, że mężczyzna nie czekając na wynik badania, sprzedał dziczyznę zarażoną włośnicą. 38-latek wprowadził do obrotu około 1000 kg takiego mięsa. Zakażona włośnicą dziczyzna trafiła najprawdopodobniej do restauratorów w Warszawie i jej okolicach. Funkcjonariusze zatrzymali 38-letniego mężczyznę i prowadzą w tej sprawie postępowanie.


Policja ostrzega, by nie kupować i nie spożywać dziczyzny niewiadomego pochodzenia. Osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu tej sprawy powinny kontaktować się z policją lub  Powiatowym Inspektoratem Weterynarii w Radomiu ul. Warzywna 20.

Włośnica to ciążka choroba wywołana włośniem krętym. Do zarażenia dochodzi przez zjedzenie zakażonego mięsa. Choć odpowiednio długie gotowanie mięsa lub właściwa obróbka termiczna chroni przed zagrożeniem, to nie ma pewności, czy na pewno pod wpływem temperatury pasożyt zginie. Larwy włośnia osiągają u człowieka dojrzałość w jelicie cienkim, samice rodzą żywe larwy, które drogą krwionośną trafiają do mięśni, gdzie tworzą cysty i z czasem ulegają zwapnieniu.

Objawy: wysoka gorączka, bóle mięśni, bóle brzucha, biegunka, obrzęk twarzy.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: