SuperBiz wiadomości [AFERA WARSZAWSKA] Zwolniony wiceprezydent nadal dostaje 7000 złotych miesięcznie

[AFERA WARSZAWSKA] Zwolniony wiceprezydent nadal dostaje 7000 złotych miesięcznie

24.11.2016, godz. 12:41
Jarosław Jóźwiak
foto: Super Express

Jarosław Jóźwiak zwolniony 2 miesiące temu z warszawskiego ratusza nie został zapomniany przez niedawnych współpracowników. Nie zarabia tyle, ile dostawał jeszcze na początku września, ale dzięki pracy dla miasta dostaje zdecydowanie więcej, niż wynoszą średnie zarobki w Warszawie.

Pan Jarosław Jóźwiak został zwolniony przez Hannę Gronkiewicz - Waltz z Urzędu Miejskiego w Warszawie we wrześniu za skandale związane z reprywatyzacją. Mimo to obecnie pracuje dla miasta na dwóch posadach.

Jest przedstawicielem m.st. Warszawy w Radzie Nadzorczej spółki CORP sp. z o.o., "zgodnie z Uchwałą Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki pod firmą Agencja Inwestycyjna CORP-SA Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie", cytując rzecznika ratusza Bartosza Milczarczyka. Wysokość wynagrodzenia członków Rady Nadzorczej Spółki ustalono w kwocie 3.454,58 zł brutto.

Druda fucha jest podobna. Pan Jóźwiak zasiada w radzie nadzorczej Miejskiego Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie S.A., w której dzięki ustaleniu przez Prezydenta m.st. Warszawy dostaje drugie tyle, co w pierwszej: wynagrodzenie miesięczne członków Rady Nadzorczej wynosi 3.454,58 zł brutto. "Wynagrodzenie to zostało ustalone na podstawie ustawy z dnia 3 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi, dodał rzecznik miasta.

ZOBACZ TEŻ: Oświadczenie majątkowe Hanny Gronkiewicz-Waltz

Zarobki piastującego stanowisko wiceprezydenta już za jego rządów były obiektem kontrowersji. Jarosław Jóźwiak w ratuszu licząc samą podstawową pensję zarabiał dwa razy więcej niż HGW, która dostaje 12 000 złotych miesięcznie, a do tego dochodziły jeszcze dodatki. Teraz wpływy ma trzy razy mniejsze, bo miasto przelewa co miesiąc na jego konto raptem niecałe 7000 złotych, co przy 23 000 złotych podstawowej pensji wiceprezydenta wypada blado. Ale nadzór nad dwoma miejskimi spółkami, rękami człowieka zwolnionego za niewłaściwy nadzór na sprawami dotyczącymi majątku publicznego wartego miliardy złotych, rzeczywiście nie mógł być wyceniony na więcej.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: