SuperBiz wiadomości Drogi protest taksówkarzy. Warszawa zapłaciła za niego ponad pół miliona złotych!

Drogi protest taksówkarzy. Warszawa zapłaciła za niego ponad pół miliona złotych!

12.06.2017, godz. 17:20
taksówka, taxi
foto: EAST NEWS

Protest taksówkarzy przeciwko Uberowi w Warszawie, który miał miejsce 5 czerwca, kosztował samych warszawiaków co najmniej 535 tys. złotych - oszacowało Forum Obywatelskiego Rozwoju. To koszty opóźnień dojazdów do pracy i przejazdów w ramach pracy w sektorze przedsiębiorstw. Naprawdę straty mieszkańców Warszawy mogły wynieść nawet miliony złotych, bo FOR nie wziął pod uwagę pracowników sektora publicznego, mikroprzedsiębiorstw i szarej strefy, a także osób, które miały opóźnienia w sprawach prywatnych.

Ile kosztował protest taksówkarzy przeciwko Uberowi?
W poniedziałek taksówkarze w kilku dużych miastach Polski zorganizowali przejazd gwiaździsty - kierowcy taxi umówili się w kilku różnych punktach danego miasta i w kolumnach przejeżdżają w jedno ustalone miejsce. Skutkuje to paraliżem komunikacyjnym. Tak było w Warszawie, gdzie kilka tysięcy taksówek zakorkowało ulice. W innych miastach protest nie był tak uciążliwy dla mieszkańców. W ten drastyczny sposób taksówkarze chcieli zwrócić uwagę na swoją, jak podkreślają, trudną sytuacje, która wystąpiła po tym, jak polski rynek zalali kierowcy świadczący tzw. przewóz osób, czyli usługi taksówkarskie bez licencji. Chodzi głównie o platformę Uber, która za pomocą aplikacji mobilnej zrzesza kierowców i klientów.

Zobacz również: Uber wykorzystał zamach w Londynie? Klienci twierdzą, że „zarabiał na tragedii"

Protest taksówkarzy przeciwko Uberowi wzbudził ogromne emocje. Taksówkarze są zniecierpliwieni biernością rządu, a klienci masowo przesiadają się do Ubera - i podobnych firm, które są kilkukrotnie tańsze i wygodniejsze w obsłudze.

Jak wynika z szacunków FOR, protest w stolicy kosztował mieszkańców co najmniej 535 tys. zł. - To dolny szacunek kosztu, bazujący na danych o średniej prędkości z systemu Yanosik. Uwzględnia on koszty opóźnień dojazdów do pracy i przejazdów w ramach pracy w sektorze przedsiębiorstw (firmy zatrudniające 10 i więcej pracowników). Oszacowanie nie uwzględnia więc pracujących w sektorze publicznym (administracja, oświata, szkolnictwo wyższe, służba zdrowi, itd.), mikroprzedsiębiorstwach oraz szarej strefie. Jednocześnie nie liczymy w ogóle kosztów jakie poniosły osoby podróżujące w sprawach niezwiązanych z pracą (np. osoba która spóźniła się na badanie lekarskie lub na zajęcia na prywatnej uczelni) - czytamy na stronie Forum.

W Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu protest taksówkarzy nie miał znaczącego wpływu na średnie prędkości w całym mieście. Dlatego pomijamy te miasta w oszacowaniu kosztów, jednak z pewnością również tam lokalnie występowały opóźnienia, które generowały koszty.

 

 

Źródło: FOR

Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: