SuperBiz wiadomości Ile kosztuje człowiek?

Ile kosztuje człowiek?

04.03.2017, godz. 14:32
organy, handel organami, operacja
foto: SHUTTERSTOCK

Wraz z postępami w rozwoju medycyny, pojawiają się na rynku usług nowe zapotrzebowania. Często te zapotrzebowania to niestety ludzkie organy. Ile kosztuje kosztuje człowiek z punktu widzenia handlarzy ludzkich organami?

2 miliony dolarów - tyle kosztują wszystkie ludzkie organy - pod jednym warunkiem - że pobierze się z je z ciała, jak jeszcze bije serce. Handel organami - zazwyczaj nielagalny - przez wielu jest uważany za najbardziej przerażającą formę handlu ludźmi. Co roku na całym świecie przeprowadza się ponad 10 000 nielegalnych transplantacji, z czego trzy czwarte stanowią przeszczepy nerek. Handel narządami do przeszczepów jest bardzo trudny do ścigania, bowiem po pierwsze: między legalnymi i nielegalnymi transplantacjami zaciera się granica - zdarza się, że to po prostu inna kombinacja ceny i czasu oczekiwania na organ, a po drugie - transakcję często odbywają się za obopólną zgodą i żadnej ze stron nie zależy na opublicznianiu procederu.

ZOBACZ TEŻ: Nowe zasady przedawnienia długów

Wedle danych Światowej Organizacji Zdrowia podaje, że co roku na świecie dokonuje się ponad 10 000 nielegalnych transplantacji. W wyniku zdrowotnych komplikacji u dawców lub biorców wiele z nich zostaje zidentyfikowanych przez służby medyczne, choć są i takie, które umykają czujnemu oku prawa. "Ponad sto krajów podpisało w 2008 rok deklarację stambulską, która potępia handel organami ludzkimi. Analizując dostarczone do WHO dane stwierdzono, że w 2010 r. w 95 krajach przeprowadzono 106 879 transplantacji (legalnych i nielegalnych). Spośród nich aż 73 179 było przeszczepami nerek. Prawdopodobnie co dziesiąta operacja była przeprowadzona niezgodnie z prawem" - podaje portal interia.pl.

Są też osoby, które kwestionują całkowicie handel organami, nie tylko z pobudek moralnych, ale właśnie prawnych.

- Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest nazywana osobą zmarłą. W Polsce nie ma obowiązku znieczulenia takiej osoby, tylko podaje się jej środki zwiotczające, czyli powodujące, że człowiek nie będzie się ruszał. W każdym kraju procedury są inne. W Polsce są bardzo liberalne. W Niemczech natomiast, osobom przeznaczonym do pobrania organów, a więc formalnie martwym, podaje się środki znieczulające - mówi dr Jacek Norkowski, katolicki duchowny, w wywiadzie z Agnieszką Piwar.

ZOBACZ TEŻ: Jak wiceminister lokatorów z własnych domów wyrzucał

Największą popularnością cieszą się nerki. Popyt jest duży, a proces pobrania tego organu łatwy. Co prawda, raczej nie można tego zrobić w garażu, ale pozyskany od dawcy organ w niskich temperaturach może być przewożony do 48 godzin. Pobrany dzisiaj w jednym miejscu, jutro jest na drugim końcu świata. A poza tym z jedną nerką można żyć. Na przeszczep nerek w samej tylko Europie czeka ponad 50 000 osób.

Sprzedaż organów nastręcza sporo problemów. W Stanach Zjednoczonych i krajach Unii Europejskiej jest zakazana, ale w wielu miejscach na świecie obowiązuje znacznie luźniejsze prawo. Handel organami do przeszczepów jest rozwinięty w krajach azjatyckich, kiedyś był legalny w Chinach, Filipinach czy Indiach, co tylko w tych trzech kraje daje 2,6 miliarda potencjalnych dawców. Różnica w cenie jest kolosalna - w krajach azjatyckich nerkę można kupić już za 1000 - 2000 dolarów, a w USA, w "sprawach pilnych" cena może sięgać aż 100 000 dolarów!

- W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp. Następnie po śmieci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes. W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro - mówi o. Jacek Norkowski.

Chińczycy znaleźli furtkę w systemie, która umożliwia im legalny masowy dopływ organów. Niekoniecznie zgodnie z prawami człowieka. "Chiny są w ogóle światowym ewenementem, jeżeli chodzi o pobieranie organów do przeszczepów. W państwie środka masowo pozyskuje się je ze zwłok więźniów, na których wykonano karę śmierci. Nie wiadomo dokładnie, ile egzekucji się dokonuje, bo informacje te mają charakter tajemnicy państwowej. Eksperci szacują, że w ten sposób uśmierca się rocznie ponad 4000 osób. Trudno ocenić, ile organów się od nich pozyskuje" - czytamy w interia.pl

Powszechne operacje transplantacji organów rozpoczęły się w Chinach w połowie lat 70. ubiegłego wieku, a od początku eksperymentowano na organach więźniów. Żaden Chińczyk nie zgodził się być dawcą narządów, bo jest sprzeczne z wierzeniami religijnymi - w ramach wędrówki dusz w innych światach podróżuje też ciało i dlatego musi nietknięte. "Wykorzystanie zwłok skazańców do pobierania narządów jest zatem idealnym, rozsądnym wyjściem z tej sytuacji. Niestety, jest to również mocne pogwałcenie podstawowych praw człowieka" - pisze interia.pl

Zdaniem urzędników WHO, którzy już od 30 lat głośno zwracają uwagę na problem, leży w postawie władz. Chińskie władze dostrzegły problem etyczny związany z pobieraniem narządów od skazańców i przed 6 laty wprowadziły przepisy regulujące, że ich biorcami może być tylko bliska rodzina. W praktyce reguła ta jednak jest powszechnie pomijana.

źródło: vice.com, interia.pl, alexjones.pl

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: