SuperBiz wiadomości Karta Dużej Rodziny: miała pomóc, a prawie nic nie daje

Karta Dużej Rodziny: miała pomóc, a prawie nic nie daje

30.05.2016, godz. 19:02
Smutna rodzina
Smutna rodzina foto: SHUTTERSTOCK

Kata Dużej Rodziny wprowadzona na terenie całego kraju w połowie 2014 r. miała ulżyć rodzinom wielodzietnym w wydatkach związanych z wychowaniem dzieci. Miała, bo jak pokazuje rzeczywistość, zniżki, które oferuje nijak się mają do ich realnych potrzeb.

Raport NIK z kontroli funkcjonowania zarówno Karty Dużej Rodziny (KRD, ogólnopolska), jak i lokalnych kart, na których wprowadzenie zdecydowała się część samorządów, nie pozostawia złudzeń – choć pomysł na wprowadzenie programów były dobre, korzyści, jakie z tego tytułu mają rodziny są niemal zerowe.

Zobacz: Urzędnicy kontrolują pobierających 500 zł na dziecko

Kontrolując funkcjonowanie KRD i kart lokalnych oparła się m.in. na badaniach przeprowadzonych wśród rodziców. Ich wypowiedzi pokazują, że program oderwany od rzeczywistych potrzeb rodzin wielodzietnych.

„O jakich zniżkach państwo piszą, przecież to jest czysta fantazja. Wiele sklepów, muzeów nie honoruje karty, a większość polskich rodzin nie chodzi co tydzień do teatru, bo ich na to nie stać, są ważniejsze rzeczy, które trzeba i tu jeżeli byłyby jakieś ulgi to polska rodzina mogłaby to odczuć. W takiej sytuacji tylko tą kartę posiadamy i korzystamy z niej raz na rok.”* - to wypowiedź rodzica z Częstochowy.

Czytaj: 500+: Subkonta dla rodziców ochronią przed komornikiem?

Uczestnik badania z mieszkający w Suwałkach tłumaczy z kolei: „Korzystanie z kultury, nawet ze zniżką jest niemożliwe, gdy się człowiek boryka z problemami finansowymi w codziennym funkcjonowaniu (żywność, opłaty, nauka, zdrowie).” 

Rodzic z Puław zwraca natomiast uwagę, że jeżeli karta rzeczywiście coś poprawiła, to chyba tylko samopoczucie i wizerunek rządzących. „Z punktu widzenia państwa to ulgi na kulturę są dobre, bo jest to niewielkim kosztem, rzadko chodzimy do teatru. Gdyby nam dodawali do wyżywienia, ubrania, to byłby bardzo duży wydatek i państwo by odczuło. Państwu jest na rękę, robi coś, a na ile my z tego korzystamy to już jest takie drugorzędne.” - mówi z ironią.

Może Cię zainteresować: 500 zł na dziecko szukają w OFE?

Dowodem na to może być np. rozbieżność między tym, jakiego rodzaju ulg w ramach kart dużej rodziny jest najwięcej, a tym, z czego rodziny faktycznie najchętniej korzystają. Do tych pierwszych należą m.in. usługi (banki, usługi fryzjersko - kosmetyczne, motoryzacyjne, ogrodnicze). Do drugich zaś zakupy żywnościowe. NIK zaznacza przy tym, że karty lokalne wydawane przez samorządy są trochę lepiej dopasowane do realnych potrzeb rodzin.

Mankamentem KRD i lokalnych kart jest jednak nie tylko rodzaj zniżek, ale również ich skala – zbyt mała, by dla ich posiadaczy stać się realnym wsparcie.



Nie oznacza to oczywiście, że idea karty dużej rodziny jest zła. Rodzice uczestniczący w badaniu podkreślali, że to dobrze, że ktoś wreszcie zauważył ich istnienie i potrzeby. Wskazywali też kierunek zmian.

Wypowiedź z Kędzierzyna-Koźla: „Potrzeba więcej punktów, gdzie można skorzystać z KDR. Przede wszystkim hipermarkety, gdzie można zakupić produkty codziennego użytku (art. spożywcze, kiedy zbliża się sezon zimowy, czy letni). W Kędzierzynie-Koźlu takich punktów jest bardzo mało!”.

W podobnym duchu wypowiada się rodzic z Łomży: „W naszej okolicy jest zniżka na basen, kino, siłownię. Myślę, że bardziej przydatne byłyby zniżki w sklepach na żywność, księgarniach - na książki lub artykuły szkolne”.

Generalnie do pierwszej trójki najczęściej wskazywanych zmian, które powinny zostać wprowadzone w KRD i kartach lokalnych wskazywanych przez rodziców należą: zdrowie, odzież i obuwie, żywność.



*wszystkie wypowiedzi rodziców - pisownia oryginalna, za raportem NIK

Źródło: NIK, oprac. MK

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: