SuperBiz wiadomości Lecisz na wakacje? Możesz paść ofiarą overbookingu. Co to takiego?

Lecisz na wakacje? Możesz paść ofiarą overbookingu. Co to takiego?

03.07.2016, godz. 09:00
LOTNISKO CHOPINA.
foto: SHUTTERSTOCK

Nadeszły wakacje. Wielu Polaków spędzi je za granicą, organizując sobie czas na własną rękę. Biuro podróży nie wyręczy ich więc w zakupie biletów lotniczych, które potrafią zrujnować portfel, szczególnie jeśli mowa o locie do jakiegoś odległego państwa. A nawet jeśli turystom uda się zdobyć bilety w dobrej cenie, zagrożeniem jest to, że niekoniecznie muszą one upoważniać do… wejścia na pokład! Wszystko przez tzw. overbooking. Wyjaśniamy, czy da się go ustrzec i co zrobić, by nie dać się przechytrzyć wyszukiwarce tanich lotów.

Zacznijmy od wyjaśnienia zagadkowego pojęcia overbookingu. Jeśli latacie rzadko, możliwe, że z tym terminem spotykacie się po raz pierwszy. Ten angielski zwrot najzgrabniej można przetłumaczyć na nasz ojczysty język jako „nadrezerwacja”. Mimo że nadal brzmi enigmatycznie, świetnie oddaje istotę problemu, który wywodzi się z pazerności linii lotniczych, świadomie sprzedających na dany lot więcej biletów, niż mają miejsc do zaoferowania. Zgadza się, linie lotnicze „mylą się” celowo! Co na tym zyskują? Proceder ten wygląda następująco: przewoźnik świetnie zna strukturę konkretnego połączenia, tzn. zdaje sobie sprawę, ile miejsc przeważnie jest pustych podczas danego lotu, mimo że ludzie wykupili na nie bilety. Pasażerowie nie stawiają się do odprawy z powodu zapominalstwa czy przyczyn losowych, szkoda więc, by ich miejsca pozostały puste. Można je sprzedać jeszcze raz, nawet jeszcze nie wiedząc, czy ktoś rzeczywiście na lot nie przyjdzie!

ZOBACZ TEŻ: Wakacje 2016 last minute. Co oferują biura podróży?

I tu zaczyna się problem. Przewidywania przewoźnika czasem się nie sprawdzają. Okazuje się, że do odprawy stawiają się wszyscy pasażerowie, włącznie z tymi, którym sprzedano bilety na już zarezerwowane miejsca. W takiej właśnie sytuacji mamy do czynienia z overbookingiem. Jego uniknięcie jest właściwie niemożliwe. W sumie jedyną metodą nienatrafienia nań jest unikanie najbardziej obleganych połączeń, a te są przecież różne w zależności od konkretnego lotniska i przewoźnika. Co zrobić, kiedy, mimo zakupionych biletów, nie możemy wejść na pokład? Zacznijmy od tego, iż mimo że takie postępowanie linii lotniczych może wydawać się nieetyczne, to jest zgodne z prawem! A przynajmniej nie ma żadnego przepisu, który by go zakazywał. Na szczęście pasażer nie jest pozostawiony sam sobie. Istnieje bowiem prawo unijne, które mówi, że przysługuje nam odszkodowanie za niewpuszczenie na pokład mimo posiadania ważnego biletu. Ile ono wynosi? Sporo, bo od 250 do nawet 600 euro (ok. 1,1 tys. - 2,7 tys. zł) w zależności od długości trasy.

I tak, jeśli mieliśmy przemieszczać się w granicach UE, za dystans do 1,5 tys. km dostaniemy 250 euro, jeśli trasa miała być dłuższa - 400 euro. Kiedy podróżujemy między państwem w Unii i spoza niej, wygląda to identycznie, z tym że za dystans powyżej 3,5 tys. km otrzymamy 600 euro. Jeśli przewoźnik zaoferuje nam inny lot, który odbędzie się w niedługim odstępie od tego, na który nas nie wpuszczono, kwoty te mogą być obniżone o połowę. Jeśli zaś lot ten odbędzie się np. nazajutrz, powinien nam dodatkowo opłacić hotel i wypłacić pełne odszkodowanie. Kiedy spotkamy się z overbookingiem, możemy też żądać zwrotu pieniędzy za bilet, a dodatkowo dostać odszkodowanie. I właśnie dzięki temu są tacy, którzy tylko na overbookingi czekają! W internecie bez problemu można znaleźć fora internetowe, których użytkownicy chwalą się, że wygrali z systemem. Celowo kupują bilety na najbardziej obłożone loty, później odprawiają się w ostatniej chwili, no i okazuje się, że nie ma dla nich miejsca. Wtedy biorą odszkodowanie i zwrot pieniędzy za bilet lub też lecą innym samolotem. Czysty zysk! Oczywiście, taka metoda „zarobku” jest warta zachodu, tylko jeśli ktoś naprawdę wybiera się w podróż. W końcu gwarancji, że dany lot został „nadzarezerwowany” nigdy nie ma. A w takiej sytuacji cwany pasażer zostaje z niczym. Warto tu też podkreślić, że nawet na wspomnianych forach pojawiają się głosy, że takie zachowanie jest nie w porządku w stosunku do linii lotniczych. „Co z tego, one też postępują nieetycznie” - bronią się „overbookerzy”.

ZOBACZ TEŻ: Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o wakacjach na świecie

Wiemy już, jaka niespodzianka może nas spotkać na lotnisku, warto też zastanowić się, w jaki sposób trafić na tanie bilety. W ich znalezieniu pomogą nam popularne wyszukiwarki niedrogich lotów. Nie zawsze pokazują one jednak rzeczywiście najkorzystniejsze oferty. Jest jednak kilka trików, aby je do tego zmusić. Poszukiwania tanich biletów trwają przeważnie jakiś czas. Kiedy już znamy datę naszego urlopu, nawet kilka razy dziennie przeszukujemy oferty zamieszczone w wyszukiwarkach, tak, by znaleźć połączenie w interesującym nas terminie. Wyszukiwarki wykorzystują pliki cookies, czyli informacje na temat naszych wizyt na stronie. Dzięki temu system rezerwacyjny wie, że jesteśmy zainteresowani konkretnym lotem, a więc zacznie nam wyświetlać jego wyższe ceny. Aby tego uniknąć, każdorazowo przed sprawdzaniem ofert warto usunąć historię w przeglądarce internetowej, z której korzystamy. W ten sposób pozbędziemy się też plików cookies i system potraktuje nas jak „świeżego” wizytatora danej strony.

Wyszukiwarka często pokaże nam też wyższą cenę biletu, jeśli zaznaczymy w niej konkretną datę wylotu i powrotu. System słusznie bowiem wnosi, że skoro szukamy konkretnej daty, to jesteśmy już zdecydowani na lot, dlatego może nam pokazać wyższe ceny. Aby tego uniknąć, bezpieczniej jest wpisać datę wcześniejszą o 2-3 tygodnie od terminu, który nas interesuje i przeklikać się do niego ręcznie. Będzie to sprawiało wrażenie, jakbyśmy byli nie do końca zdecydowani na podróż i, aby nas do niej zachęcić, zostaną nam zaoferowane niższe ceny. Kiedy już zdecydujemy się na jakąś ofertę, trzeba bardzo uważać na cenę podaną na początkowej stronie wyszukiwarki i tę, która pokaże nam się po kliknięciu przycisku rezerwującego bilet. Na kolejnej stronie do ceny mogą być doliczone np. dodatkowe opłaty lotniskowe, za większy bagaż czy ubezpieczenie. Przed zakupem, trzeba się uważnie przyjrzeć i odznaczyć wszystkie opcje, które nas nie interesują, a podwyższają cenę przelotu. Warto też przed dokonaniem zakupu znaleźć ofertę z wyszukiwarki bezpośrednio na stronie przewoźnika, który oferuje bilet i dopiero tam go zakupić. Może się bowiem okazać, że tak będzie jeszcze bardziej korzystnie, bo nie trzeba będzie konieczności płacenia za pośrednictwo administratora wyszukiwarki. Tu nie ma jednak reguły. Może się okazać, że w wyszukiwarce dany bilet był tańszy niż na stronie linii lotniczych. Tak czy tak, warto to sprawdzić.

W poszukiwaniu tanich ofert pomogą Wam strony: loter.pl, fly4free.pl czy mlecznepodroze.onet.pl

Źródła: europa.eu, wyborcza.biz, niemarkowe.pl, airhelp.com, podroze.pl

autor: Piotr Osiński zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: