SuperBiz wiadomości Leszek Balcerowicz: Demaskuję brednie naszych polityków

Leszek Balcerowicz: Demaskuję brednie naszych polityków

14.04.2015, godz. 19:00
Leszek Balcerowicz
foto: SE/EAST NEWS

Hubert Biskupski: Panie profesorze, gdyby startował pan w wyborach prezydenckich z programem, który chciałby pan wcielić w życie, to szanse miałby pan raczej niewielkie.

Prof. Leszek Balcerowicz: Nie mam takiego zamiaru. I to nie z względu na moje szanse czy ich brak, ale ze względu na to, że nie lubię ceremoniału. Ja lubię działać.

HB: Sam żyrandol panu nie wystarcza?

LB: Nie chcę broń Boże dezawuować funkcji prezydenta, który ma spore kompetencje. Tylko trzeba je wykorzystywać.

HB: Pozostańmy na chwilę przy pańskich propozycjach dla Polski bez których, jak pan twierdzi, nie mamy szansy na rozwój i doścignięcie w zasobności Zachodu. Są wśród nich radykalne cięcia przywilejów, ograniczanie świadczeń przedemerytalnych, podniesienie wieku uprawniającego do renty rodzinnej, obniżenie płacy minimalnej dla osób zaczynających pracę… To wszystko idzie wbrew panującym obecnie tendencjom socjalnym.

LB: Wybrał Pan same straszaki. Wiem, że nie wszystkim te propozycje mogą się spodobać, ale jeśli proponuje się tylko to, co podoba się poszczególnym grupom, to wychodzi Grecja. Poza tym, to nie jest całość programu. Chodzi przede wszystkim o odblokowanie prywatnej przedsiębiorczości.

HB: Mówienie, że nie wszystkim przypadnie do gustu to eufemizm. Gdyby rząd, jakikolwiek rząd zaczął je realizować zalałaby nas fala protestów.

LB: Proszę nie przesadzać. Z polskim społeczeństwem nie jest tak źle, żeby nie dostrzegało jak niesprawiedliwe i kosztowne dla nas wszystkich jest utrzymywanie rozmaitych przywilejów, choćby górniczych.

HB: Widzi pan na horyzoncie jakąś partię skłonną zrealizować pańskie reformy?

LB: W Polsce następuje degradacja kultury politycznej i czegoś, co niesłusznie nazywa się debatą publiczną a w rzeczywistości jest otumanianiem ludzi. Nie dostrzegam obecnie żadnej partii politycznej, która mówiłaby ludziom o tym, co im grozi, jeśli zaniechamy reform i co trzeba zrobić. Ale są partie, które na domiar złego proponują nam lekarstwa gorsze od choroby, których zażywanie dałoby kryzys finansów państwa np. przez skracanie wieku emerytalnego.

HB: Panie profesorze, po co przygotowuje pan program, ochrzczony już mianem II planu Balcerowicza, skoro żadna z partii nie zechce go wcielić w życie?

LB: Partie się zmieniają pod wpływem nacisku. Dobra demokracja to nie tylko partie polityczne, ale też silne organizacje obywatelskie, które demaskują brednie i wywierają presję na reformy.Wszystkie znane mi ekspertyzy, w tam nasza, przygotowana przez FOR pokazują, że bez istotnych reform dotyczących m.in. rynku pracy Polska będzie się rozwijać o wiele wolniej niż przez pierwsze 20 lat po 1989 r. A jak mamy zachęcić młodych ludzi, którzy wyjechali z kraju do powrotu? Jak mamy budować silną armię nie mając silnej gospodarki? Próbuję wraz z innymi przekonywać ludzi, by pokazywali populistom gest Kozakiewicza i demaskowali polityczne brednie. Bo jeśli ludzie głosują na brednie, to mają Grecję.

HB: Gdyby miał pan ustalić gradację ważności reform koniecznych do szybkiego rozwoju Polski, to na pierwszym miejscu byłoby…

LB: …usunięcie barier, które sprawiają, że prywatni przedsiębiorcy w Polsce bardzo mało inwestują i – w efekcie – tworzą mało miejsc pracy.

HB: Czyli reforma systemu podatkowego.

LB: Tak, między innymi. Z naszych badań wynika, że przedsiębiorcy boją się inwestować ze względu na to, że nie wiedzą kiedy i jak zmieni się prawo. Powinniśmy absolutnie skończyć z biegunką legislacyjną, panującą w Polsce.
Jeżeli chcemy, żeby powstawało więcej inwestycji, od których zależy liczba miejsc pracy, innowacje i rozwój gospodarczy, to musimy zlikwidować te najpoważniejsze bariery. I powinniśmy to zrobić w jednym pakiecie.

HB: Reforma systemu podatkowego i uproszczenie prawa narusza interesy urzędników. Proszę zobaczyć, jak silny jest opór Ministerstwa Finansów przeciwko prezydenckiej noweli podatkowej, zgodnie z którą wątpliwości prawne mają być rozstrzygane na rzecz podatnika.

LB: Ja tego nie rozumiem: Prezydent wywodzący się z rządzącej PO przedstawia sensowną propozycję zmiany prawa, a przywódcy tej koalicji są bierni i zezwalają na taką obstrukcję. Należy o to zapytać premier Ewę Kopacz.

HB: Ale pani premier deklaruje chęć przyjęcia tej noweli, tylko minister finansów jest temu przeciwny.

LB: Jeżeli rzeczywiście premier popiera tę zmianę, to jest skandalem, że minister ją blokuję. Ja się pytam, co to jest za premier!?

HB: Jak doprowadzić do nowelizacji kodeksu pracy, skoro od kilku lat nie działa Komisja Trójstronna, bo bojkotują ją związki zawodowe?

LB: Są kraje, gdzie nie ma Komisji Trójstronnej a jest elastyczne prawo pracy, tak więc ona nie jest niezbędna, by zmieniać prawo. Jednym z elementów tego uelastycznienia powinna być likwidacja obowiązku podawania uzasadnienia wypowiedzenia stałych umów o pracę. To trochę dziwne, że możemy się rozwieść z małżonkiem, który nam nie dopowiada, a mamy kłopoty z rozstaniem z niechcianym pracownikiem.

HB: Jest pan przeciwnikiem pomocy socjalnej?

LB: Łatwa pomoc socjalna stanowi pułapkę i dla osoby nią obdarowanej i dla państwa. Weźmy przykład osoby prowadzącej małe gospodarstwo rolne, na której emeryturę składają się inni. Taka osoba pozbawiona jest bodźców do tego, żeby przejść do pracy wydajniejszej ale pozbawionej tego przywileju. Obdzielając tę osobę przywilejem, przywiązujemy ją do ziemi.

HB: Przyjrzyjmy się na chwilę gospodarczym propozycjom kandydatów na prezydenta RP. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku, skrócenie wieku emerytalnego, przywileje podatkowe dla innowacyjnych przedsiębiorców, emerytura obywatelska w wysokości 2000 zł dla każdego, dodatkowe kryteria przechodzenia na emeryturę…

LB: To są w większości propozycje niszczenia finansów państwa i miejsc pracy. Kandydaci nie mówią słowem o wydatkach niezbędnych dla realizacji swoich postulatów. Pominę już to, że zachowują się tak, jakby kandydowali na urząd premiera.

HB: To jest chyba cecha wspólna wszystkich kandydatów. Żadnych informacji o źródłach finansowania proponowanych przedsięwzięć.

LB: To nie jest normalna sytuacja. W takich krajach jak np. Niemcy, Dania, Szwecja, Holandia jakikolwiek polityk składający ogólnikową obietnicę, a w dodatku nie potrafiący wyjaśnić jak ją sfinansuje, byłby uznany za hochsztaplera. I nie mówię tego by wyładować swoją frustrację. Mówię to, bo wierzę, że dzięki tak poczytnej gazecie jaką jest „Super Express” do ludzi dotrze, że składanie przez polityków obietnic bez pokrycia to patologia, z którą należy walczyć.

HB: Leitmotivem tegorocznej kampanii prezydenckiej dość niespodziewanie stała się sprawa przyjęcia przez Polskę euro. Czy powinniśmy przyjąć europejską walutę, a jeśli tak, to kiedy?

LB: Sprawa euro została wyciągnięta przez kandydata Andrzeja Dudę tylko dlatego, aby straszyć Polaków, bo w dostrzegalnej przyszłości to jest temat nieistotny.

HB: Powinniśmy wchodzić do strefy euro czy nie powinniśmy?

LB: Można do niej wejść i być Niemcami albo Grecją. Przy stabilnym budżecie, niskim deficycie i elastycznym rynku pracy nie ma wielkiego ryzyka a są tego korzyści. Gdybyśmy jednak wchodzili z tak rozchwianą gospodarką jak Grecja tylko po to, żeby uzyskać tańsze kredyty, to skończy się to katastrofą. Ale powtórzę, euro to temat przyszłości. Teraz trzeba się skupić na reformach.

HB: Andrzej Duda straszy euro, a SLD Leszkiem Balcerowiczem. Sojusz zaproponował, żeby tzw. ofiarom Balcerowicza, czyli np. osobom, które pracowały w zlikwidowanych PGR wypłacać przez 12 miesięcy po 400 zł rekompensaty.

LB: To jest próba ogłupiania Polaków, wmawiania im, że wprowadzanie reform szkodzi Polsce. Tacy politycy próbują odebrać nam dumę z naszych osiągnięć, z tego że dzięki reformom zapoczątkowanym w 1990 r. Polska nie jest Białorusią czy Ukrainą. A jak rozumieć słowa kandydata Dudy, który mówi, że Polskę trzeba odbudować? Z czego!?

HB: „Ludzie, którzy stworzyli to imperium albo byli niekompetentni albo nieuczciwi. Albo jedno i drugie” – to pańskie słowach o twórcach SKOK-ów. Bardzo mocne słowa.

LB: Tak, bo przecież to jest największa, pod względem strat, afera w sektorze finansowym od 1989 roku. Już w tej chwili mamy trzy miliardy złotych straty a będzie dużo więcej. To jest paradoks, że obrońcy SKOK-ów lubią oskarżać banki, ale to banki ratują SKOK-i.

HB: Tak naprawdę to nie banki tylko ich klienci, bo pieniądze na Bankowy Fundusz Gwarancyjny pozyskują właśnie od swoich klientów.

LB: Dobrze, że pan to uzupełnił. Ludzie nie wiedzą, że płacą za ratowanie SKOK-ów, bo banki przerzucają przynajmniej część kosztów ich ratowania na klientów. Nie przesądzam, jaka tu jest kwalifikacja prawna działalności osób, które przyczyniły się do katastrofy w SKOK-ach. To sprawa dla prokuratury. Ale dla mnie, jak chyba dla każdego sytuacja, w której pewna struktura przynosi gigantyczne straty, a twórcy tej struktury dochodzą do wielkich majątków jest skandalem. Gdzie tu prawo i sprawiedliwość!?

autor: Hubert Biskupski zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: