SuperBiz wiadomości [REPRYWATYZACJA] Miasto przyznaje: dokumenty wcale nie zaginęły! Czy Gronkiewicz-Waltz kłamie?

[REPRYWATYZACJA] Miasto przyznaje: dokumenty wcale nie zaginęły! Czy Gronkiewicz-Waltz kłamie?

23.08.2016, godz. 19:44
Reprywatyzacja
foto: SHUTTERSTOCK

Dalszy ciąg historii z „działką mecenasa" na Placu Defilad. W sprawie skandalicznego zwrotu tego terenu, który powinien należeć do skarbu państwa, miasto plącze się w zeznaniach. Najpierw przyznaje: mieliśmy dokumenty, który mówiły o własności państwa. Ale oficjalnie dalej zaprzecza!

Opisywaliśmy w czerwcu bulwersującą sprawę przekazania przez miasto lukratywnych działek m. in. dwójce prawników: wysokiej urzędniczce Ministerstwa Sprawiedliwości dr Marzenie Kruk i szefowi warszawskiej adwokatury Grzegorzowi Majewskiemu. Sprawa okazała się wielkim skandalem, bo miasto zasłaniało się reprywatyzacją i koniecznością „zwrotu": pan Majewski i pani Kruk dysponowali dokumentami, odkupionymi od spadkobierców. Tymczasem owi spadkobiercy nie mieli żadnych praw do tego majątku, bo działka została spłacona przez władze PRL w 1953 roku!

ZOBACZ TEŻ: Oto, jak szef warszawskiej adwokatury został właścicielem działki wartej fortunę [PEŁNA WERSJA]

Czemu więc miasto dało działkę mecenasowi i doktor nauk prawnych? Urzędnicy zasłaniali się niewiedzą, wynikającą z niedostarczenia im informacji przez Ministerstwo Finansów o fakcie wypłaty odszkodowania. Królestwo Danii podpisało z rządem w Warszawie porozumienie, regulujące rekompensaty za mienie duńskie, przejęte przez państwo polskie. Właściciel 2/3 działki, którą odzyskali Kruk i Majewski, był Duńczykiem, wypłacono mu odszkodowanie i dlatego nic na Placu Defilad nie należy się jego spadkobiercom. Dokumenty są w Ministerstwie i te dokumenty wysłano do stołecznego ratusza w lutym 2011 roku, zostały odebrane. Mimo to działkę przekazano nowym właścicielom pod koniec następnego roku.

ZOBACZ TEŻ: Mała ustawa reprywatyzacyjna podpisana. Jakie będę konsekwencje?

Mimo przyznania nam, że jednak mają dokumenty, urzędnicy zabrnęli w kozi róg. W piątek przyznali nam, na pytanie o losy korespondencji z resortu finansów dotyczących Duńczyka i faktu wypłaty odszkodowania: „Dokumentacja przekazana w dniu 14 lutego 2011 r. nie zaginęła". Po kolejnych publikacjach prasowych w weekend miasto ponownie zmieniło śpiewkę. Na stronie www urzędu czytamy w poniedziałek: „Pytamy ministerstwo przed zwrotem – odpowiedź jest jasna: nie mają dokumentów potwierdzających, że p. Holger otrzymał pieniądze w ramach umów indemnizacyjnych ze tę nieruchomość.". Czyli ktoś tu kłamie?

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: