SuperBiz wiadomości Nadciąga fala ubogich emerytów. Rząd PiS nie zachęcił Polaków do dłuższej pracy

Nadciąga fala ubogich emerytów. Rząd PiS nie zachęcił Polaków do dłuższej pracy

04.08.2017, godz. 14:15
Emeryci i 500 plus
foto: shutterstock

1 października 2017 r. zacznie obowiązywać niższy wiek emerytalny i tego dnia większość z uprawnionych do pobierania świadczenia emerytalnego, skorzysta z tego przywileju - alarmuje "Rzeczpospolita". A to oznacza, że ZUS szturmować będzie dodatkowe 350 tys. osób. Rząd PiS przeprowadził kosztowną dla budżetu reformę emerytalną, ale mając świadomość opłakanego stanu finansów ZUS, próbował Polaków zachęcić do dłuższej pracy. Niestety poniósł porażkę.

Nadchodzi fala ubogich emerytów
Już teraz oddziały Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przeżywają oblężenie za sprawą przyszłych emerytów, którzy odwiedzają specjalnych doradców emerytalnych. Eksperci ZUS mają za zadanie przekonać Polaków, że mimo reformy emerytalnej, warto odłożyć w czasie przejście na emeryturę. To się jednak nie uda. Jak informuje "Rzeczpospolita", większość z grupy 350 tys. osób, które dzięki zmianie przepisów będą mogły pobierać emeryturę, skorzysta z tego prawa.

Od początku lipca odwiedziło ich przeszło 240 tys. osób, z czego 160 tys. poprosiło o wyliczenie świadczenia, jakie będzie im przysługiwało po obniżeniu wieku emerytalnego od 1 października 2017 r. Decyzję o wstrzymaniu się z przejściem na emeryturę deklarują tylko osoby z wysokimi zarobkami. Ich świadczenia mogą dzięki dłuższej aktywności zawodowej wzrosnąć nawet o kilkaset złotych. Natomiast osoby z niskimi przyszłymi świadczeniami nie ukrywają, że i tak nie będą czekać z przejściem na emeryturę.

Nie robi na nich wrażenia 8 proc. podwyżki za rok oczekiwania (a na tyle, jak wynika z symulacji urzędników, mogą liczyć). Z decyzją o przejściu na emeryturę nie będą też czekały osoby bez pracy czy pobierające niskie świadczenie przedemerytalne lub kompensacyjne, a także prowadzące działalność gospodarczą. Jak podkreśla "RZ", ci ostatni zaoszczędzą ponad 800 zł miesięcznie na składkach ZUS.

Tak PiS chciał zachęcić do dłuższej pracy
Rząd Szydło
miał wiele pomysłów, aby zniwelować negatywne skutki własnej obietnicy wyborczej o obniżeniu wieku emerytalnego. Rządzący mają bowiem świadomość, że krótszy czas pracy, to nie tylko ogromny koszt dla budżetu państwa (10-18 mld zł rocznie), ale również głodowe emerytury dla większości przyszłych emerytów.

Ministerstwo Rozwoju proponowało nagrodę 10 tys. zł dla każdego, kto pracowałby minimum dwa lata po przekroczeniu wieku emerytalnego. Po trzech premia wzrosłaby do 15 tys. zł, a po 4 latach o kolejne 5 tys. zł. Inicjatywa resortu wicepremiera Mateusza Morawieckiego nie została przekuta w rządowy dokument.

Proponowano marchewkę, jak i kija. "Gazeta Wyborcza" informowała o postulacie obowiązku pracy na etacie przez minimum 15 lat, aby otrzymać jakiekolwiek świadczenie na starość. Argumentowano, że osoby, które krótko pracowały, odłożyły niewiele składek i tak będą miały niską emeryturę, a koszty obsługi przelewów emerytalnych będą przekraczać wartość świadczenia, co jest marnowaniem pieniędzy. Propozycja też upadła. Podobanie jak postulowany przez ZUS zakaz dorabiania na emeryturze.

Zobacz koniecznie: Większości emerytów grożą głodowe emerytury i wyższe podatki. Jak to możliwe?

Sprawdź także: Emerytura minimalna. Co trzeba zrobić, żeby ją dostać?

Czytaj również: Emerytura: Bez wyliczenia kapitału początkowego nie dostaniesz pieniędzy

Źródło: "Rzeczpospolita"

Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: