SuperBiz wiadomości Rząd uderza w polskie sklepy. Podatek handlowy łagodniejszy dla dużych koncernów

Rząd uderza w polskie sklepy. Podatek handlowy łagodniejszy dla dużych koncernów

15.04.2016, godz. 10:24
SKLEP ZAKUPY KLIENCI
foto: SHUTTERSTOCK

Rząd Beaty Szydło przedstawił w środę projekt ustawy dotyczący podatku handlowego na spotkaniu z przedstawicielami branży. Trzy stawki podatkowe miały premiować małe i średnie firmy. Jednak kilka godzin później przedstawiono inną wersję z podatkiem liniowym ze stawką 0,9 proc. oraz bardzo wysoką kwotą wolną od podatku - to z kolei cios w polskie sklepy i ukłon w stronę międzynarodowych koncernów.

 

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk przyszedł do Sejmu na konsultacje z handlowcami z propozycją progresywnego podatku z trzema stawkami. Premiowała ona małe i średnie firmy. Przedstawiona podczas spotkania skala podatkowa to: do 1,5 mln zł obrotów miesięcznie – kwota wolna; 1,5 mln zł do 17 mln PLN obrotów miesięcznie – 0,4 proc.; 17 mln zł do 170 mln zł obrotów miesięcznie – 0,8 proc.; powyżej 170 mln zł obrotów miesięcznie – 1,4 proc.

Zobacz koniecznie: Nowy pomysł rządu: likwidacja użytkowania wieczystego

Jak wynika z wyliczeń money.pl, głównymi płatnikami podatku w tej formie byłyby duże sieci handlowe. Biedronka zapłaciłaby rocznie ok. 830 mln zł, Lidl 220 mln zł, Tesco 213 mln zł. Powyżej 100 mln zł musiałyby też wysupłać Kaufland czy Auchan.

Krytycznie najnowszą propozycję rządu ocenia Polska Izba Handlu, która uczestniczyła w spotkaniu w Sejmie. - Zaproponowana skala podatkowa nie odzwierciedla idei wyrównania szans między małymi i średnimi podmiotami handlu w Polsce a sieciami wielkopowierzchniowymi i dyskontowymi. Zdaniem Polskiej Izby Handlu problemem jest zbyt niska kwota wolna od podatku i względnie wysoki, w stosunku do rentowności małych i średnich przedsiębiorstw handlowych, pierwszy próg podatkowy – 0,4 proc. obrotu. Aby spełnić warunek wyrównania szans, o którym mówili przedstawiciele rządu podczas wcześniejszych konsultacji, należałoby usunąć ze skali pierwszy próg podatkowy i ustalić kwotę wolną w wysokości co najmniej 200 mln zł – co odpowiada definicji małych i średnich przedsiębiorstw – mówi Waldemar Nowakowski prezes Polskiej Izby Handlu.

Jednak taka propozycja funkcjonowała tylko przez godzinę.

Pod koniec konsultacji z sieciami handlowymi minister Kowalczyk stwierdził, że najbardziej optymalna propozycja to podatek liniowy ze stawkę 0,9 proc. oraz bardzo wysoką kwotą wolną od podatku w wysokości 204 mln zł rocznie (17 mln zł miesięcznie). Dodał, że to ta wersja najprawdopodobniej trafi do prac parlamentarnych.

Co to zmienia? Przede wszystkim dużo mniejszą daninę mają płacić duże sieci super- i hipermarketów oraz dyskonty. Biedronka rocznie musiałaby zapłacić już tylko 350 mln zł handlowego, czyli 479 mln zł mniej. Lidl zaoszczędził w godzinę ponad 120 mln zł - podatek wyniesie dla niego 102 mln zł. A Tesco zamiast 213 mln zł zapłacić powinien 99 mln zł.

- Jeżeli zostanie wprowadzony podatek liniowy z kwotą wolną 204 mln PLN rocznie, byłoby to częściowe wypełnienie postulatów branży zgłoszonych w lutym bieżącego roku. Podatek taki miałby charakter fiskalny bez efektu wyrównania szans wobec największych sieci dyskontów i hipermarketów. W takim scenariuszu najbardziej ucierpiałaby konkurencyjność średnich sieci handlowych w Polsce – dodaje prezes PIH.

Sprawdź również: Związkowcy z KGHM wywalczyli podwyżki i większe prawa

Na zmianie stracą natomiast średniej wielkości polskie sklepy. Od kilkuset tysięcy do ponad miliona złotych więcej zapłacą m.in. Alma, Piotr i Paweł, Neonet czy Emperia (marka Stokrotka). Wściekły z tego powodu w Sejmie był Marcin Filipowicz prezes Mediaexpert. Teoretycznie jego sieć sprzedająca elektronikę zyska na zmianach, ale jednocześnie jego największy konkurent - niemiecki Media Saturn, czyli właściciel marek handlowych Media Markt i Saturn - nie zapłaci podatku wcale.

- Niemcy działają w tej formule już od lat. My nie możemy się teraz podzielić, bo mogłoby to podchodzić pod działanie tylko i wyłącznie mające na celu optymalizację podatkową. A wtedy zapłacilibyśmy i podatek, i karę finansową - mówi money.pl Marcin Filipowicz.

Jednak inny menadżer średniej wielkości sieci stwierdza, że nikt bać się nie będzie i nastąpi masowe dzielenie biznesów. - Przecież prawie każdy ma po kilka firm. Poprzerzuca się więc te sklepy do innych spółek i tyle. Dziś wszyscy mówią tylko o tym. Rozliczanie według NIP oznacza, że każdy będzie uciekał w kilka podmiotów - stwierdza w rozmowie z money.pl.

 

 

Źródło: Money.pl/Superbiz.pl/PIH

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: