SuperBiz wiadomości Trzeci rodzaj kłamstwa: przeciętne wynagrodzenia

Trzeci rodzaj kłamstwa: przeciętne wynagrodzenia

19.03.2016, godz. 12:00
Pieniądze, kasa, banknoty
foto: Super Express

Są trzy rodzaje kłamstwa – wielkie kłamstwo, małe kłamstwo i… statystyka. To powiedzenie, często powtarzane przez samych statystyków w żadnej innej sytuacji nie wydaje się tak prawdziwe, jak w przypadku informacji dotyczących średnich wynagrodzeń.

Według ostatnich danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny w lutym przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 4137,55 zł brutto. Ci, którzy czytając to myślą, że to liczba wzięta „z sufitu”, w sumie mają rację.  I wcale nie chodzi tu tylko o to, że średnią zawyżają pensje prezesów.

Czytaj: Najnowsze dane GUS-u. Zarobki Polaków poszły w górę

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw to, zgodnie z definicją Głównego Urzędu Statystycznego, „iloraz sum: wynagrodzeń i przeciętnych liczb zatrudnionych dla okresów objętych obserwacją”.

- To pewna średnia, która rzeczywiście często wydaje się ludziom wartością niemiarodajną – przyznaje Hanna Strzelecka, dyrektor Departamentu Badań Demograficznych i Rynku Pracy w GUS.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że zbierając dane potrzebne do obliczenia przeciętnej płacy stosuje GUS kilka ograniczeń, w efekcie brane są pod uwagę zarobki tylko części Polaków.

Po pierwsze, są to wyłącznie osoby zatrudnione na umowę o pracę. Dodatkowo, do ogólnej średniej wliczana jest też spora część dodatków do pensji. – Przepisy stanowią, że mamy w nią wliczać m.in. wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, premie i nagrody regulaminowe, premie uznaniowe, deputaty – wylicza Hanna Strzelecka.

Kolejny „haczyk” – przeciętna miesięczna płaca w Polsce to tak naprawdę płaca osób zatrudnionych sektorze przedsiębiorstw. Na dodatek nie wszystkich, bo tylko takich, które mają więcej niż 9 pracowników. W praktyce oznacza to, że do średniej nie są wliczane pensje pracowników 2 milionów firm.

– To wynika z dostępności danych – tłumaczy Hanna Strzelecka. – Rzeczywiście, umykają nam w ten sposób informacje dotyczące zarobków w małych firmach, które często bywają niższe niż w dużych przedsiębiorstwach. Z drugiej strony jednak proszę pamiętać, że nie możemy nakładać na małe przedsiębiorstwa zbyt wielu zobowiązań związanych ze sprawozdawczością, tę kwestię regulują przepisy – tłumaczy. – Już teraz przecież często słyszy się od przedsiębiorców, że mają zbyt wiele obowiązków administracyjnych, sprawozdań itp.

Nie oznacza to oczywiście, że danych dotyczących zarobków w małych mniejszych przedsiębiorstwach w ogóle się do statystyk nie włącza. Robi się to, ale zdecydowanie rzadziej.

Zobacz także: 500 zł na dziecko i "śmieciówka". Jak policzyć dochód przy "ruchomej" pensji

Jedną wielką niewiadomą pozostają za to informacje dotyczące zarobków osób pracujących na śmieciówkach (których liczbę w Polsce szacuje się na ok. 1,6 mln).

Dyrektor Strzelecka tłumaczy, że GUS zdaje sobie sprawę z tego, że takie dane powinny być w Polsce zbierane. Zabiegają o to m.in. związki zawodowe. - Mieliśmy takie wnioski m.in. od związkowców z OPZZ i „Solidarności”. Uzyskanie, gromadzenie i przetwarzanie takich informacji jest jednak bardzo trudne. Robiliśmy już pierwsze rozpoznania, czy istnieje możliwość uzyskania tego typu informacji ze źródeł administracyjnych (np. ZUS), czy na przykład z informacji gromadzonych przez ministerstwo finansów i podległe mu służby  – mówi dyr. Strzelecka. - Mamy nadzieję, że przyjdzie czas, że kiedy będziemy mogli takie informacje publikować – dodaje.

Dyrektor Strzelecka podkreśla jednak, że dane dotyczące przeciętnej płacy nie są jedynymi dotyczącymi wynagrodzeń Polaków, które gromadzi i publikuje GUS. - Raz na dwa lata robimy badanie struktury  wynagrodzeń według zawodów. Nie obejmują one wprawdzie wszystkich firm, lecz ich próbę (4 proc. ogółu przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób), są jednak badaniami kosztownymi i czasochłonnymi – mówi Strzelecka.

– Średni czas przygotowania i wprowadzenia danych dla jednego pracownika wylosowanego w tego typu badaniu z 2012 r. wynosił ok. 1,5 godz. Do tego należy dodać kontrolą otrzymywanych danych i ich przetwarzanie. Jednak dzięki temu możemy jednak powiedzieć zdecydowanie więcej na temat tego, ile zarabiają Polacy, niż ma to miejsce w przypadku publikacji dotyczących przeciętnego wynagrodzenia w poszczególnych miesiącach – wyjaśnia przedstawicielka GUS-u.
Wyniki ostatniego takiego badania GUS opublikował w grudniu ubiegłego roku. Dotyczyły poziomu wynagrodzeń w październiku 2014. Wynikało z nich na przykład, że najczęstsze miesięczne wynagrodzenie brutto otrzymywane przez polskich pracowników wynosiło w tym czasie niecałe 2,5 tys. zł brutto, zaś połowa wszystkich zatrudnionych otrzymywała wynagrodzenie nie wyższe niż 3291,56 zł brutto.

Dla porównania, przeciętne miesięczne wynagrodzenie sektorze przedsiębiorstw za ten miesiąc obliczane „tradycyjną” metodą (opublikowane w komunikacie z listopada 2014 r.) wynosiło  3980,92 zł.

Czytaj również: Pracujesz na umowę o dzieło i nie jesteś ubezpieczony? Jest na to sposób

Czy dane dotyczące przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia mają jakiekolwiek przełożenie na codzienne życie przeciętnego Kowalskiego (oprócz tego, że od czasu do czasu może się on zdenerwować faktem, że choć jest „przeciętny”, to „przeciętnie” wcale nie zarabia)? Przykładem takiego związku może być na przykład wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne, którą opłacają osoby samodzielnie ubezpieczające się w NFZ. Zależy ona od poziomu przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w danym okresie, w przeliczeniu kwartalnym.

Paradoks polega na tym, że na takie ubezpieczenie decydują się najczęściej osoby na „śmieciówkach”. Czyli ci, których zarobki przy wyliczaniu przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia nie są brane pod uwagę.

MK

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: