SuperBiz wiadomości Uważaj w co inwestujesz. Te firmy ledwo zarabiają

Uważaj w co inwestujesz. Te firmy ledwo zarabiają

02.01.2016, godz. 06:00
Giełda Papierów Wartościowych
Giełda Papierów Wartościowych foto: EAST NEWS

Mniej więcej co dziesiąta spółka z GPW miała w ostatnich latach problemy z regularnym osiąganiem zysków - wynika z analizy money.pl. Swoistym fenomenem są cztery firmy, które... nigdy nie zanotowały zysku. Wśród nich są biznesy m.in. Jana Kulczyka i Ryszarda Krauzego.

W teoretycznie elitarnym gronie spółek notowanych na giełdzie w Warszawie jest spora grupa, która notorycznie przynosi straty. W takim stanie firmy mogą trwać latami, nie bankrutują, ale inwestowanie w ich akcje wcale nie musi oznaczać porażki.

Czytaj również: Gowin: Przez 500 zł na dziecko niektórzy przestaną pracować

W historii było wiele przykładów tego typu spółek. Wśród tych, których akcje notowane są obecnie na GPW, cztery to jednak prawdziwy fenomen - ich giełdowi akcjonariusze nigdy nie widzieli zysków.

Krauze pod kreską
Liderem niechlubnego rankingu jest Petrolinvest. Spółka została założona w 1991 r. przez miliardera Ryszarda Krauzego. Zajmuje się poszukiwaniem złóż ropy naftowej i gazu. Jest na giełdzie od 2007 r. i od tamtego momentu jej łączne straty przekroczyły już 1,7 mld zł. Ten rok nie będzie przełomowy - po trzech kwartałach Petrolinvest jest pod kreską na 155 mln zł.

Właśnie we wspomnianym 2007 roku skończyła się też dobra passa Ryszarda Krauzego, który stał się jednym z głównych bohaterów tzw. afery gruntowej. Wówczas był zmuszony do sprzedaży Prokomu - perły w koronie swojego biznesowego imperium. Od lat boryka się z problemami finansowymi.

350 mln zł straty Kulczyków
Tą samą branżę reprezentuje spółka Serinus Energy, znana wcześniej jako Kulczyk Oil Ventures. Nazwisko zmarłego biznesmena nie pojawia się tu przypadkowo. Głównym akcjonariuszem spółki jest Kulczyk Investments - międzynarodowy fundusz inwestycyjny, założony przez Jana Kulczyka. Ten rok Serinus zakończy najprawdopodobniej największą stratą netto w historii. Od 2010 roku, czyli debiutu na GPW, łączne straty sięgają już 350 mln zł.

W 2014 roku spółka zaksięgowała znaczące zmniejszenie wartości aktywów inwestycyjnych na złożach w Tunezji i na Ukrainie. Z kolei rok wcześniej odpisy związane były z odwiertami w Brunei. - Lepsze wyniki finansowe będą możliwe, jeśli zmieni się otoczenie rynkowe. Sprzyjałby im wzrost ceny surowców, szczególnie ropy naftowej, a także stabilizacja sytuacji na wschodzie Ukrainy - podkreśla wiceprezes Jakub Korczak. Wiadomo jednak, że syn zmarłego miliardera i jego następca w firmie, Sebastian Kulczyk, większą przyszłość widzi w spółkach technologicznych niż surowcowych.

Nie tylko rynek surowcowy jest dużym wyzwaniem dla menedżerów. Notorycznie straty ponosi MDI Energia - spółka inwestująca w obszarze odnawialnych źródeł energii. Wcześniej była znana jako Skystone Capital (zmiana nazwy 7 grudnia 2015) i BBI Zeneris NFI (zmiana nazwy w 2007 roku). Od 8 lat systematycznie notuje straty, sięgające już 100 mln zł.

Co zrobić z interesem?
Z pytaniem o to, jaki sens ma prowadzenie nierentownego biznesu, zwróciliśmy się do zarządu jeszcze wtedy Skystone Capital - spółki inwestującej w produkcję zielonej energii elektrycznej oraz cieplnej. Ówczesny wiceprezes Łukasz Marczuk w rozmowie z money.pl przyznał, że spółka w długim okresie musi osiągać zyski. - W przypadku Skystone notowane straty doprowadziły do konieczności głębokiej restrukturyzacji działalności, co wiązało się ze sprzedażą posiadanych aktywów.

Zobacz również: Podatek od marketów uderzy w mniejsze sklepy? Znika zapis o powierzchni

- Grupa przez kilka lat, poprzez spółki zależne, dokonywała znaczących inwestycji w przedsięwzięcia związane z odnawialnymi źródłami energii, jednak okazały się one nietrafione. To spowodowało konieczność dokonania odpisów i co za tym idzie, zostały wygenerowane straty - komentuje wiceprezes.

Na stosunkowo niewielkim minusie jest spółka biotechnologiczna Braster - łączne straty z ostatnich lat przekraczają nieco ponad 11 mln zł. Uwagę zwraca jednak fakt, że od momentu debiutu na giełdzie straty są coraz większe. W 2014 roku były na poziomie 3,4 mln zł. Po pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku Braster już jest na minusie 3,1 mln zł.

Czasami straty nie muszą wynikać z problemów spółki. Ich ponoszenie bywa zwykłą konsekwencją inwestycji, które z definicji są "wyrzeczeniem się obecnych, pewnych korzyści na rzecz niepewnych korzyści w przyszłości". Oczywiście, inwestując w tego typu spółki należy dobrze przyjrzeć się biznesowi, ale też kontrolować, czy okres inwestycji nie przeciąga się zbyt długo. To może bowiem oznaczać, że początkowo hucznie zapowiadany projekt może skończyć się niczym.

 

Źródło: Money.pl

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: