SuperBiz wiadomości W nocy po raz setny zmieniliśmy czas na zimowy. Mimo że nic nam to nie daje

W nocy po raz setny zmieniliśmy czas na zimowy. Mimo że nic nam to nie daje

29.10.2016, godz. 16:00
Zmiana czasu
foto: SHUTTERSTOCK

Dwa razy do roku przychodzi taka noc, kiedy zapominamy, że z czasem nie wolno igrać. Wszyscy przestawiają bowiem zegarki o godzinę do przodu lub do tyłu, w zależności od tego, czy nastaje czas letni, czy zimowy (no, chyba że akurat nasz smartfon czy komputer przestawiają się same). Kolejna okazja do takiej „zabawy” przydarzy się już dzisiejszej nocy i będzie to już setny raz w historii (pierwsza oficjalna zmiana czasu na terenie całego państwa – Niemiec - została przeprowadzona w 1916 r.). Problem tylko w tym, że tak naprawdę to nie ma żadnego sensu!

Kto wymyślił zmianę czasu i dlaczego ją wprowadzono? Zanim odpowiem na te pytania, przypomnę: w nocy z 29 na 30 października 2016 r. należy przestawić zegary z godziny 3.00 na 2.00, a tym samym wrócić do czasu zimowego. Słowa „wrócić” używam tu nieprzypadkowo, bo, mimo że czas letni obowiązuje przez większą część roku (od ostatniej niedzieli marca do ostatniej niedzieli października), to właśnie on jest czasem wprowadzonym sztucznie, przyspieszonym. Za inicjatora tego przyspieszenia uważa się Benjamina Franklina, znanego przede wszystkim z bycia jednym z ojców-założycieli Stanów Zjednoczonych. Franklin zasłynął jednak nie tylko jako polityk, ale też myśliciel i uczony. Wśród licznych zadań w jego karierze znalazło się zasiadanie na stanowisku ambasadora USA we Francji. To właśnie przebywając w Paryżu, wpadł na pomysł zmiany czasu. Franklin opisał swoją ideę w 1784 r. w liście skierowanym do „Journal de Paris”. Dziennikarze na wyraźną prośbę ambasadora opublikowali jego pismo.

Policja od świec

Franklin rozpoczął list od opisu przyjęcia, w którym miał przyjemność wziąć udział. Podczas jego trwania gościom przedstawiono nowy model lamp oliwnych jednej ze znanych w tamtych czasach firm. „Zauważyłem, że ilość wypalanego w lampie oleju nie jest proporcjonalna do tego, ile światła daje ów wynalazek” - pisał Franklin. „Po zakończeniu prezentacji wróciłem do domu. Położyłem się spać koło trzeciej lub czwartej nad ranem. O szóstej rano obudził mnie jakiś hałas. Zszokowany odkryłem, że cały mój pokój jest wypełniony światłem słonecznym. Okazało się, że słońce wstaje tak wcześnie! Zapewne tym faktem będą też zaskoczeni czytelnicy waszej gazety, którzy, tak jak ja, nie mają zbyt wielu okazji zobaczyć słońca przed południem” - żartował Franklin, ewidentnie pijąc do próżniactwa oświeconych francuskich elit. „Dzięki całemu temu zdarzeniu doszedłem do ciekawego wniosku. Gdyby nie to, że coś wyrwało mnie ze snu, spałbym jeszcze z sześć godzin, nie wiedząc nawet, że już świeci słońce, a wieczorową porą spędziłbym kolejne sześć godzin w sztucznym świetle świec” - dodawał Franklin, podkreślając, że to zwykłe marnotrawstwo wosku, skoro przez większość dnia można by funkcjonować przy zupełnie darmowym, słonecznym świetle.

ZOBACZ TEŻ: Europarlament chce znieść zmianę czasu! „Jest za droga i niekorzystna dla zdrowia”

Następnie Franklin wyliczał, że tylko sam Paryż, gdyby mieszkańcy zaczęli korzystać ze światła słonecznego, oszczędziłby na świecach prawie sto milionów liwrów rocznie (liwr za czasów Franklina był jednostką monetarną używaną we Francji). Była to kwota naprawdę imponująca. „Jest tylko jeden problem. Jak przekonać ludzi do wstawania wraz ze słońcem?” - zastanawiał się Franklin. Zaproponował m.in., by nałożyć na tych, którzy za wszelką cenę chcieliby się uchronić przed brzaskiem, podatek od okiennic. W dodatku od samego rana, kiedy tylko wzejdzie słońce, miałyby bić dzwony wszystkich kościołów, aby wyrwać śpiochów z łóżek, a policja kontrolowałaby, czy dana osoba nie kupuje aby za dużo świec. Franklin chciał, by ludzie nauczyli się, że powinni wstawać już o czwartej nad ranem. Co ciekawe, mimo że to pan ambasador jest uważany za ojca zmiany czasu, w swoim liście o przestawianiu zegarów nie wspomniał ani słowem! Mało tego, pismo to do dziś jest uważane za żart Franklina, który wcale nie chciał rewolucji. Tak też zresztą zostało odebrane tuż po publikacji. Kto więc i kiedy zaproponował zabawę z czasem? Był to George Vernon Hudson, Brytyjczyk mieszkający w Nowej Zelandii, który w 1895 r. chciał zmieniać czas w zależności od pory roku.

Czasowi egoiści

Hudson pracował na poczcie, ale jego pasją była entomologia. Przez część roku, kiedy wychodził z pracy, było już jednak zbyt ciemno na zbieranie owadów, a więc mężczyzna zaproponował dostosowanie czasu do swoich własnych potrzeb! Nie był on jedyny. Dwanaście lat później podobną propozycję wysunął inny Brytyjczyk, William Willett. Ów jegomość chciał zmiany czasu, bo, kiedy wychodził po pracy ze swojej firmy budowlanej, było zbyt ciemno, by mógł sobie pojeździć konno. Willett zaproponował, by wiosną przesuwać zegarki do przodu o osiemdziesiąt minut (co 20 minut w ciągu czterech niedziel), a jesienią w ten sam sposób wracać do poprzedniego czasu. Wpływowy biznesmen przekonał do swego pomysłu samego Winstona Churchilla, potężnego wówczas brytyjskiego polityka, późniejszego premiera, ale nic to nie dało i zmiany czasu nie wprowadzono na Wyspach. W tym samym, co Willett okresie, na zmianę czasu wpadli Kanadyjczycy. 1 lipca 1908 r. w mieście Thunder Bay w prowincji Ontario przestawili oni zegary z północy na pierwszą, a 1 września z północy na dwudziestą trzecią dnia poprzedniego. Tu zmiana dotyczyła jednak tylko jednego miasta. Pierwszym państwem, które zdecydowało się na wprowadzenie zamiany czasu były Niemcy. W 1916 r., dokładnie 30 kwietnia, obywatele przesunęli wskazówki z dwudziestej trzeciej na północ. Decyzję taką wymógł sztab generalny. Miała ona wpływać na oszczędność energii, której brakowało podczas I wojny światowej.

W ślad za Niemcami poszli Austriacy, Brytyjczycy i inne europejskie państwa a także USA. Po zakończeniu wojny przestawianie zegarków jednak w większości krajów zawieszono. Stan taki trwał do lat 70-tych, kiedy wybuchł kryzys energetyczny i zmiana czasu stała się odpowiedzią na konieczność oszczędzania energii. Zasada opierała się na rozumowaniu Franklina sprzed dwustu lat, z tym że świece zastąpiły tu już żarówki. Czasem postanowiono manipulować, by ludzie mieli przez cały rok więcej światła dziennego do dyspozycji i wieczorami krócej używali sztucznego oświetlenia. Obecnie ze zmiany czasu korzysta około siedemdziesięciu państw świata. Polska długo nie mogła się zdecydować, czy czas zmieniać, czy nie, a stale robimy to od 1977 r. Obecnie zegarki przestawiamy z godziny drugiej w nocy na trzecią (wiosną) i z trzeciej na drugą (jesienią). Dlaczego akurat ta godzina? To bardzo proste. Chodzi o to, by w całej Europie czas zmieniać od tej samej porze, czyli godzinie pierwszej czasu uniwersalnego, która ze względu na położenie w różnych strefach czasowych przypada w różnych godzinach. W naszym kraju będzie to właśnie druga lub trzecia w nocy, ale już np. na Ukrainie trzecia lub czwarta, a w Wielkiej Brytanii pierwsza lub druga (paradoksalnie, choć zegarki przestawiane są o różnych godzinach, dzieje się to w tym samym momencie).

Brzmi skomplikowanie, prawda? Czy to wszystko się jednak opłaca? Większość zajmujących się tematem ekspertów zdecydowanie twierdzi, że nie. Zmiana czasu jest przestarzałym wynalazkiem, który w dzisiejszych czasach nic nam nie daje. Przede wszystkim światło świeci się niezależnie od pory dnia w dużych zakładach produkcyjnych, marketach, centrach handlowych itp., a w prywatnych gospodarstwach energię i tak zużywają lodówki, telewizory oraz klimatyzacja i ogrzewanie, i to, czy oświetlamy mieszkanie dłużej czy krócej, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. W dodatku zmiana czasu może mieć negatywny wpływ na nasze zdrowie. Brytyjski kardiolog dr Martin Young twierdzi, że może ona zaburzać rytm pracy serca, a nawet osłabiać odporność organizmu. Jej wprowadzenie wiąże się też ze sporym zamieszaniem. W przypadku powrotu do czasu zimowego na godzinę muszą stanąć pociągi. W tym roku w Polsce będzie to aż siedemnaście składów PKP Intercity, które będą stały na stacji, choć mogłyby jechać. A ile spóźnień i pomyłek wynika w codziennym życiu ze zmiany czasu? Tego nikt nie jest w stanie policzyć. Ponadto przesuwanie wskazówek może być bardzo kosztowne, choć przecież wprowadzono je dla oszczędności.

Kosztowna zła zmiana

W 2010 r. amerykańska organizacja NBER (pol. Narodowe Biuro ds. Analiz Gospodarczych) przeprowadziła badanie, z którego wynikało, że zmiana czasu ma wpływ na wzrost zużycia energii na ogrzewanie i chłodzenie domu. Badanie dotyczyło jedynie południowej części stanu Indiana, w której wprowadzono konieczność zmiany czasu w 2006 r. Okazało się, że straty z tego tytułu wynoszą ok. 9 mln dolarów rocznie! Według zwolenników zmiany czasu, powinna być ona utrzymana w związku z tym, że dzięki niej spada liczba wypadków samochodowych. Problem w tym, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, by opinia ta miała odzwierciedlenie na drogach. Zmiana czasu ma też wpływ na nastroje społeczne. Aż 76 proc. mieszkańców UE nie jest zadowolonych z konieczności przestawiania zegarków.

ZOBACZ TEŻ: Zmiana czasu spowoduje, że pociągi będą stały przez godzinę

Wątpliwości co do jej sensu miał też polski rząd, kiedy premierem był Donald Tusk. - Dwa razy do roku dyskutujemy na Radzie Ministrów, czy są przesłanki, aby zrezygnować z tej zmiany - zdradził Tusk w 2013 r. Na rozważaniach jednak się skończyło. Tymczasem wystarczyłby tylko jeden podpis, by w Polsce zmiany czasu w ogóle nie było - wskazuje w swoim, opublikowanym zaledwie wczoraj, raporcie Fundacja Republikańska, nazywając zmianę czasu „złą zmianą”. Autorzy dokumentu apelują do premier Beaty Szydło, by wydała rozporządzenie, które od przyszłego roku wprowadzi w Polsce na stałe czas letni, według Fundacji najkorzystniejszy. Taka decyzja byłaby zgodna z unijnymi regulacjami, gdyż nie ma dokumentu, w którym UE zobowiązywałaby państwa wspólnoty do zmiany czasu. Jest jedynie dyrektywa, która każe jej dokonywać o wspomnianej wcześniej godzinie pierwszej czasu uniwersalnego, jeśli już któreś z państw zmianę czasu stosuje (co obecnie dzieje się w przypadku niemal wszystkich krajów w Europie). Czy rewolucja ma więc szansę dokonać się na naszych oczach? Raczej wątpliwe, ale ostatecznie pokaże to nie kto inny, jak sam czas.

Ze stanowiskiem Fundacji Republikańskiej dotyczącym zmiany czasu można się zapoznać tutaj >>>

Źródła: fundacjarepublikanska.org, tvn24.pl, newsweek.pl, wyborcza.pl, focus.pl, fokus.tv, webexhibits.org, timeanddate.com, news.nationalgeographic.com

autor: Piotr Osiński zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: