Spis treści
W latach 70. ekipa Edwarda Gierka masowo zadłużała Polskę na Zachodzie, licząc na przyspieszenie rozwoju gospodarczego. Kiedy inwestycje nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, kraj stopniowo tracił zdolność do spłacania zobowiązań. Długi rosły, przede wszystkim wskutek narastających odsetek, i pod koniec 1989 roku przekraczały 40 już mld dolarów. Władze PRL wpadły na pomysł, by Polska zaczęła wykupywać własne zadłużenie za ułamek jego wartości.
Jak kupić dolara za 20 centów?
Na międzynarodowym rynku finansowym wierzytelności wobec niewypłacalnych państw można było kupić znacznie taniej, niż wynosiła ich nominalna wartość. Bank, któremu Polska była winna 100 mln dolarów, mógł sprzedać prawo do odzyskania tej sumy za 20 lub 30 mln, uznając, że lepiej odzyskać część pieniędzy, niż ryzykować utratę wszystkiego.
Gdyby takie wierzytelności udało się wykupić, Polska mogłaby radykalnie zmniejszyć swoje zadłużenie. Ale ujawnienie, że za transakcjami stoi sam dłużnik, mogłoby podnieść ceny wierzytelności i utrudnić negocjacje z pozostałymi wierzycielami. Rozwiązaniem miało być korzystanie z zagranicznych pośredników, którzy formalnie kupowaliby wierzytelności na własny rachunek. Podobne operacje przeprowadzały wcześniej niektóre kraje Ameryki Łacińskiej. Przedsięwzięcie wymagało jednak zachowania tajemnicy, znajomości międzynarodowych rynków finansowych i sieci zagranicznych kontaktów.
Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego istniał już od 1986 roku, jednak nowa ustawa z 15 lutego 1989 roku, uchwalona w czasie rozpoczynających się obrad Okrągłego Stołu, nadała mu formę państwowej osoby prawnej, która miała stać się centrum późniejszej afery.
Bankier, wywiad i państwowe miliony
Jedną z najważniejszych postaci tej historii był Grzegorz Żemek, pracownik Banku Handlowego, przez lata związany z jego luksemburską placówką. Znał międzynarodowy rynek finansowy, a jednocześnie od lat 70. współpracował z wywiadem wojskowym PRL pod pseudonimem „Dik”. W 1989 roku Żemek został dyrektorem generalnym FOZZ. Jego zastępczynią była Janina Chim, wcześniej związana z przedsiębiorstwem handlu zagranicznego Universal. Z firmą tą związany był również Dariusz Przywieczerski, jeden z najbardziej znanych biznesmenów pierwszych lat transformacji.
Jak opisuje Marcin Dzierżanowski w artykule opublikowanym w 2023 roku na łamach „My Company Polska”, cała trójka utrzymywała bliskie relacje, a dostęp do informacji o operacjach finansowych Funduszu był bardzo ograniczony. Choć w radzie nadzorczej zasiadali przedstawiciele państwowych instytucji, kontrola nad przepływami pieniędzy okazała się niewystarczająca.
Do dziś przedmiotem sporu pozostaje rola komunistycznych służb specjalnych czy to w powstaniu, czy też w późniejszym działaniu FOZZ. W swoim niedawnym filmie historyk i były funkcjonariusz służb Leszek Pietrzak, prowadzący kanał „Zakazane Historie”, przedstawia Fundusz jako przedsięwzięcie zorganizowane przy udziale wywiadu wojskowego i cywilnego, za wiedzą najwyższych władz PRL. Według niego służby wpływały także na obsadę kierownictwa Funduszu. Ostrożniej ocenia tę sprawę prof. Antoni Dudek w swoim cyklu „Dudek o Historii”. Wskazuje na udokumentowane związki Żemka i innych osób z różnymi strukturami służb, ale podkreśla, że nie oznacza to, iż cały FOZZ był kontrolowany przez jedną organizację wywiadowczą. Przywołuje też ustalenia historyka Sławomira Cenckiewicza dotyczące możliwego konfliktu między wywiadem wojskowym a służbami podległymi MSW, zainteresowanymi operacjami finansowymi Funduszu.
Pieniądze znikały w labiryncie spółek
FOZZ otrzymywał ogromne środki na obsługę zadłużenia zagranicznego. Według ustaleń inspektorów NIK przywoływanych przez „My Company Polska” w latach 1989–90 dotacje dla Funduszu sięgnęły 9,8 bln ówczesnych złotych. Ich szacunkowa równowartość wynosiła około 1,7 mld dolarów, choć przeliczenie jest przybliżone ze względu na gwałtowne zmiany kursu złotego w tym okresie. Na wykup polskich zobowiązań przeznaczono jednak stosunkowo niewielką część tych pieniędzy. Za około 69 mln dolarów wykupiono wierzytelności o nominalnej wartości około 272 mln dolarów. W porównaniu z całym zadłużeniem Polski był to rezultat marginalny.
Co stało się z pozostałymi środkami? Nie można utożsamiać wszystkich pieniędzy otrzymanych przez FOZZ z kwotą defraudacji. Wiadomo jednak, że część środków wykorzystano niezgodnie z przeznaczeniem i przekazano firmom, które nie realizowały zadań związanych z wykupem długu. Mechanizm opisywali Kazimierz Kunicki i Tomasz Ławecki w książce „Aferzyści, spekulanci, szmalcownicy. Afery gospodarcze PRL”, przywoływanej przez „My Company Polska”. Według autorów zagraniczne spółki otrzymywały pieniądze na zakup polskich wierzytelności, lecz zamiast przeprowadzać transakcje, przekazywały je na kolejne rachunki, potrącając wysokie prowizje. Część operacji prowadzono bez odpowiedniej dokumentacji.
Osobnym wątkiem były pieniądze central handlu zagranicznego, czyli państwowych przedsiębiorstw obsługujących wymianę z zagranicą. Jak relacjonuje Pietrzak, centrale przekazywały Funduszowi depozyty dolarowe, które później rozliczano w tracących wartość złotówkach. Inne środki kierowano na rachunki zagranicznych firm współpracujących z FOZZ, skąd miały przepływać przez kolejne spółki, między innymi w rajach podatkowych.
W relacjach dotyczących działalności Funduszu pojawiają się też znacznie mniej oczywiste przedsięwzięcia. Pietrzak wskazuje na powiązania operacji finansowych FOZZ ze spółkami francuskiego biznesmena Philippe’a Claesa, działającego w międzynarodowym handlu bronią. Z kolei „My Company Polska”, powołując się na ustalenia Andrzeja Krajewskiego, opisuje wątek finansowania przedsięwzięć związanych z budową radzieckiej magistrali gazowej z Jamburowa. Są to jednak informacje pochodzące z opracowań i relacji autorów badających aferę. Na ich podstawie nie sposób jednoznacznie ustalić skali tych operacji ani tego, jaka część pieniędzy FOZZ rzeczywiście została na nie wykorzystana.
Kontroler, który nie chciał odpuścić
Jednym z ludzi, dzięki którym opinia publiczna dowiedziała się o aferze, był Michał Falzmann, pracownik warszawskiej administracji skarbowej. W październiku 1989 roku podczas kontroli przedsiębiorstwa Universal natrafił na niepokojące przepływy dewizowe i zaczął badać powiązania firmy z FOZZ. Jak opisuje „My Company Polska”, jego ustalenia początkowo nie wywołały oczekiwanej reakcji przełożonych. Falzmann próbował więc nagłośnić sprawę w mediach. W 1991 roku został inspektorem Najwyższej Izby Kontroli i kontynuował badanie działalności Funduszu.
Nie był jedyną osobą, która dostrzegała nieprawidłowości. Dudek przywołuje pismo prezesa Banku Handlowego Tadeusza Barłowskiego z grudnia 1989 roku, skierowane do Leszka Balcerowicza. Bank informował w nim o problemach z rozliczeniami, w tym z FOZZ, które zagrażały jego stabilności finansowej. Na początku 1990 roku kontrole Funduszu prowadzili także urzędnicy Ministerstwa Finansów i administracji skarbowej.
Falzmann coraz mocniej angażował się w wyjaśnienie sprawy. W osobistych notatkach wyrażał obawy o własne bezpieczeństwo. O atmosferze towarzyszącej jego pracy opowiadała po latach córka kontrolera, Zuzanna Falzmann. W rozmowie z Polskim Radiem wspominała pogróżki kierowane wobec rodziców i sytuacje, w których dzieci ze względów bezpieczeństwa nie chodziły do szkoły.
W wyjaśnienie sprawy zaangażował się również prezes NIK Walerian Pańko. Jak wynika z relacji jego bliskich przywoływanych przez „My Company Polska”, także on znajdował się pod ogromną presją. Szczególnie dotkliwe miało być dla niego odkrywanie nieprawidłowości dotyczących ludzi, których wcześniej uważał za uczciwych.
W lipcu 1991 roku Falzmann został odsunięty od kontroli. 18 lipca zmarł na zawał serca. Miał zaledwie 37 lat. Niespełna trzy miesiące później, 7 października 1991 roku, w wypadku samochodowym zginął Walerian Pańko. Do tragedii doszło na kilka dni przed planowanym przedstawieniem Sejmowi informacji dotyczącej FOZZ.
Obie śmierci wywołały falę spekulacji. Wątpliwości budziły również okoliczności innych tragicznych wydarzeń, które z czasem zaczęto łączyć z aferą. Dwaj policjanci, którzy przybyli na miejsce wypadku Pańki, zmarli później w odrębnych okolicznościach. Z kolei w 2006 roku, po ciężkim pobiciu, zmarł Anatol Lawina, były kontroler NIK i przełożony Falzmanna. Samo zestawienie tych zdarzeń nie dowodzi, że były ze sobą powiązane, choć Pietrzak wskazuje na okoliczności przemawiające za hipotezą o celowym eliminowaniu osób mogących ujawnić kulisy afery. Dudek przestrzega jednak przed wyciąganiem takich wniosków bez przekonujących dowodów. Zwraca uwagę, że śmierć Falzmanna i Pańki nie zatrzymała ani nagłaśniania afery, ani późniejszych postępowań. Nie ustalono, by ich śmierć była wynikiem zabójstwa związanego z FOZZ.
Dlaczego państwo tak długo nie reagowało?
Sprawa FOZZ rodzi także pytania o postawę władz, które otrzymywały sygnały o nieprawidłowościach. Już w 1990 roku ze stanowiska dyrektora generalnego odwołano Grzegorza Żemka, choć – jak wskazuje Dudek – zachował on później wpływy w Funduszu jako doradca. Szczególnie interesujący jest wątek Janusza Sawickiego, wiceministra finansów i przewodniczącego Rady Nadzorczej FOZZ, a zarazem jednej z kluczowych postaci polskich negocjacji z zagranicznymi wierzycielami w ramach Klubu Paryskiego.
Antoni Dudek przedstawia hipotezę, że właśnie ta podwójna rola Sawickiego mogła mieć znaczenie dla niechęci Ministerstwa Finansów do zdecydowanego rozliczenia Funduszu. Publiczne zakwestionowanie działalności Sawickiego podczas ważnych negocjacji mogłoby skompromitować polską delegację i utrudnić rozmowy. Jest to jednak interpretacja historyka, a nie dowód, że Leszek Balcerowicz świadomie chronił osoby odpowiedzialne za nadużycia. Dalej idzie Pietrzak, który przypisuje Balcerowiczowi główną polityczną odpowiedzialność za brak skutecznej reakcji.
Sam Balcerowicz odniósł się publicznie do zarzutów we wrześniu 2018 roku, gdy oskarżył go o polityczną odpowiedzialność za aferę ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W oświadczeniu przytoczonym przez „Gazetę Prawną” były wicepremier zaprzeczył, jakoby zasiadał w Radzie Nadzorczej FOZZ. Przekonywał, że nie można obciążać ministra finansów odpowiedzialnością za nadużycia w nadzorowanych instytucjach, szczególnie w warunkach chaosu gospodarczego towarzyszącego transformacji. Jego oświadczenie nie odnosiło się bezpośrednio do hipotezy Dudka dotyczącej ochrony Sawickiego.
W tym samym czasie, gdy FOZZ prowadził swoje operacje, Polska negocjowała inne rozwiązanie problemu zadłużenia. W kwietniu 1991 roku zawarto porozumienie z Klubem Paryskim, obejmujące zobowiązania wobec zagranicznych wierzycieli państwowych o wartości około 33 mld dolarów. Przewidywało ono redukcję zadłużenia o 50 proc. Był to jeden z największych sukcesów gospodarczych pierwszych lat transformacji.
Zestawienie obu przedsięwzięć pokazuje skalę dysproporcji. Podczas gdy FOZZ wykupił wierzytelności o nominalnej wartości około 272 mln dolarów, negocjacje międzynarodowe objęły zadłużenie liczone w dziesiątkach miliardów. Rezultaty Funduszu trudno więc uznać za szczególnie istotne dla rozwiązania problemu polskiego długu.
Czternaście lat do wyroku
Postępowanie w sprawie FOZZ stało się jednym z najbardziej skomplikowanych procesów gospodarczych w historii III RP. Śledztwo i wieloletni proces ciągnęły się niemal do przedawnienia części zarzutów. Sprawę komplikowały zmiany w składzie sądu – prowadząca proces Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera, a później postępowanie przejął sędzia Andrzej Kryże, który również trafił do polityki jako wiceminister sprawiedliwości.
29 marca 2005 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał pierwsze wyroki skazujące. Grzegorz Żemek otrzymał dziewięć lat więzienia, Janina Chim sześć lat, a Dariusz Przywieczerski trzy i pół roku. W styczniu 2006 roku Sąd Apelacyjny złagodził kary, między innymi ze względu na przedawnienie części zarzutów. Żemkowi wymierzono osiem lat pozbawienia wolności, Chim pięć lat, a Przywieczerskiemu dwa i pół roku. W lutym 2007 roku Sąd Najwyższy utrzymał zasadnicze rozstrzygnięcia skazujące, kierując część sprawy do ponownego rozpoznania.
W przypadku Przywieczerskiego zapadł jeszcze wyrok łączny. W marcu 2010 roku sąd połączył kary orzeczone za dwa przestępstwa dotyczące przywłaszczenia pieniędzy FOZZ i wymierzył mu ostatecznie trzy lata i sześć miesięcy więzienia. Wyrok uprawomocnił się we wrześniu tego samego roku. Przywieczerski uciekł jednak za granicę. Został zatrzymany na Florydzie dopiero w 2017 roku, a rok później sprowadzono go do Polski. Żemek i Chim opuścili więzienie po odbyciu części kar.
Proces pozwolił udowodnić poważne nadużycia finansowe, ale nie rozstrzygnął wszystkich pytań dotyczących działalności Funduszu. Nie wszystkie kwoty udało się przypisać konkretnym sprawcom, a losów części pieniędzy nigdy jednoznacznie nie ustalono.
Afera, która zaczęła żyć własnym życiem
Z biegiem lat FOZZ przestał być wyłącznie nazwą funduszu, w którym dochodziło do malwersacji. Stał się symbolem powiązań między służbami specjalnymi, wielkim biznesem i polityką, a także podejrzeń dotyczących źródeł majątków powstających w pierwszych latach transformacji. Wokół Funduszu pojawiały się również zarzuty finansowania działalności politycznej. „My Company Polska” przypomina doniesienia „Expressu Wieczornego” z 1991 roku o pieniądzach kierowanych do Stronnictwa Demokratycznego i środowiska dawnego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. W debacie publicznej pojawiały się także oskarżenia o związki pieniędzy FOZZ z Porozumieniem Centrum i zapleczem politycznym lewicy.
Nie wszystkie te zarzuty znalazły potwierdzenie. W przypadku Porozumienia Centrum oskarżenia dotyczyły między innymi rzekomego przekazywania pieniędzy przez Janusza Iwanowskiego-Pineirę. W 2004 roku, w procesie dotyczącym ochrony dóbr osobistych Lecha i Jarosława Kaczyńskich, sąd uznał, że brak jest podstaw do przypisywania im przyjmowania pieniędzy od Pineiry. Sam fakt pojawienia się oskarżeń nie może być więc traktowany jako dowód finansowania ugrupowania ze środków FOZZ.
Mimo to przez lata doniesienia o politycznych powiązaniach Funduszu wzmacniały przekonanie, że publiczne pieniądze mogły zostać wykorzystane do budowania wpływów w nowym systemie politycznym i gospodarczym. Pietrzak idzie w swoich ocenach nawet dalej. Uważa, że pieniądze wyprowadzone przez FOZZ zasilały środowiska dawnego komunistycznego establishmentu, a część beneficjentów tych operacji zachowała wpływy także w III RP. Są to jednak daleko idące twierdzenia, których nie można traktować jako ustalonego bilansu działalności Funduszu.
Właśnie dlatego FOZZ bywa nazywany „matką wszystkich afer” III RP. Określenie jest efektowne, ale niekoniecznie trafne. Dudek przypomina, że w czasach transformacji doszło również do innych wielkich skandali gospodarczych, między innymi afery alkoholowej czy Art-B, a straty poniesione przez państwo w wyniku działalności FOZZ nie musiały być od nich większe. Historyk przestrzega zwłaszcza przed przedstawianiem miliardów dolarów jako kwoty udowodnionej defraudacji. Tak wysokie sumy pojawiają się w relacjach niektórych autorów, w tym Pietrzaka, lecz nie odpowiadają ustaleniom sądowym dotyczącym przestępstw przypisanych konkretnym osobom. Wielkość środków, którymi dysponował FOZZ, nie jest bowiem tym samym co wielkość strat wynikających z przestępstw.
Paradoksalnie to właśnie brak pełnej wiedzy o wszystkich operacjach Funduszu pomógł uczynić z niego legendę. Obok faktów ustalonych przez kontrolerów i sądy pojawiały się hipotezy dotyczące służb, finansowania polityki, zagranicznych operacji specjalnych i tajemniczych śmierci. Z czasem granica między tymi dwiema kategoriami zaczęła się zacierać.
Antoni Dudek zwracał również uwagę, że część dokumentów dotyczących FOZZ, w tym wykazy podmiotów korzystających z pożyczek Funduszu, przez wiele lat pozostawała niejawna. W swoim programie wskazywał, że nie wszystkie materiały udało się udostępnić badaczom, co utrudnia pełne odtworzenie losów pieniędzy.
Historia FOZZ pozostaje więc historią dwóch ustrojów. Fundusz powstał u schyłku PRL, korzystając z ludzi, kontaktów i metod działania wywodzących się ze starego systemu. Jego nadużycia ujawniano już w czasie demokratycznych przemian, a próba ich rozliczenia obnażyła słabości instytucji młodej III Rzeczypospolitej.
Być może FOZZ nie był największą aferą polskiej transformacji. Z pewnością jednak należał do tych, które najdobitniej pokazały, jak wiele może kosztować państwo połączenie ogromnych publicznych pieniędzy, nieprzejrzystych operacji finansowych i nieskutecznego nadzoru. I jak trudno później ustalić, kto naprawdę na tym skorzystał.