- Niewielki spadek ogólnej liczby przewiezionych ładunków w 2025 roku (o 0,1 proc.).
- Drastyczne załamanie eksportu drogą wodną (o 39,3 proc.).
- Duży wzrost znaczenia przewozów krajowych (wzrost o 26,1 proc.).
- Mniej pasażerów na statkach, ale za to dłuższe rejsy turystyczne.
- Niezmiennie marginalne znaczenie transportu wodnego dla całej polskiej gospodarki.
Ogólny obraz nie wygląda dobrze
Z najnowszej publikacji Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w całym 2025 roku polskimi rzekami i kanałami przetransportowano 1,7 mln ton ładunków. To tylko o 0,1 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednak gdy spojrzymy na tzw. pracę przewozową, czyli wskaźnik uwzględniający nie tylko masę towarów, ale i odległość, na jaką zostały przewiezione, spadek jest już bardziej widoczny i wynosi 5,3 proc. To sygnał, że towary pływały na krótszych dystansach niż w 2024 roku.
Te liczby to jednak tylko powierzchnia. Prawdziwa historia kryje się głębiej, w podziale na transport krajowy i międzynarodowy. I tutaj dane GUS nie pozostawiają już żadnych złudzeń.
Eksport tonie, ale transport krajowy złapał wiatr w żagle
Dane GUS pokazują dwa zupełnie przeciwne trendy w polskim transporcie wodnym. Z jednej strony mamy do czynienia z potężnym załamaniem w handlu międzynarodowym. Choć ogólne statystyki wyglądają na stabilne, to w przewozach międzynarodowych nastąpiło tąpnięcie – wolumen zmniejszył się o 10,5 proc., a eksport załamał się aż o 39,3 proc. Spadły też przewozy importowanych towarów (-10,3 proc.) oraz transport między portami zagranicznymi (-4,1 proc.).
Z drugiej strony, w tym samym czasie, gdy handel z zagranicą zamierał, transport na terenie Polski przeżywał prawdziwy renesans. Jednocześnie transport krajowy na polskich rzekach i kanałach znacząco wzrósł – aż o 26,1 proc. w porównaniu do 2024 roku. Dzięki temu jego udział w całości przewozów zwiększył się z 28,4 proc. do 35,8 proc.
Najczęściej przewożono rudy metali, węgiel, produkty rolnicze i leśne.
Mniej turystów, ale rejsy są coraz dłuższe
Spadki widać nie tylko w transporcie towarów. Gorzej wypadły również przewozy pasażerskie, które w całości odbywają się na terenie kraju. W 2025 roku żeglugą śródlądową w Polsce podróżowało 1,01 mln pasażerów, czyli o 8,1 proc. mniej niż rok wcześniej.
Jest tu jednak pewien ciekawy paradoks. Mimo że na pokładach statków było mniej ludzi, to wykonana praca przewozowa wzrosła o 6,2 proc. Co to oznacza? Choć pasażerów było mniej, to wybierali oni znacznie dłuższe trasy. Średnia odległość, jaką pokonał jeden pasażer, wyniosła 12,5 km. To może sugerować zmianę charakteru rejsów – z krótkich, lokalnych przepraw na dłuższe wycieczki turystyczne.
Kropla w morzu potrzeb
Wszystkie te zmiany, wzrosty i spadki, trzeba umieścić w odpowiednim kontekście. A ten jest dla żeglugi śródlądowej brutalny. Mimo planów i zapowiedzi dotyczących użeglownienia rzek, transport wodny w Polsce od lat pozostaje gałęzią o marginalnym znaczeniu dla całej gospodarki.
Dane Głównego Urzędu Statystycznego za 2025 rok pokazują to bardzo wyraźnie – transport wodny odpowiadał za zaledwie 0,1 proc. wszystkich ładunków przewiezionych w Polsce. Taki sam, znikomy udział (0,1 proc.) miał w całej pracy przewozowej wykonanej przez polskie firmy transportowe. To obrazuje, że mimo wewnętrznych przetasowań, pozycja tej gałęzi transportu w krajowej logistyce nie uległa żadnej poprawie.