- Kontekst: Google ma płacić polskim mediom za wykorzystywanie ich artykułów, ale negocjacje utknęły w martwym punkcie.
- Kluczowe informacje: Prezes UOKiK oskarża cyfrowego giganta o nadużywanie dominującej pozycji i ukrywanie kluczowych danych, które uniemożliwiają uczciwe ustalenie stawek.
- Zapowiedź: Jeśli zarzuty się potwierdzą, na Google może zostać nałożona kara w wysokości nawet 10% obrotu firmy. Sprawdź, na czym dokładnie polega spór.
Google pod ścianą. UOKiK stawia twarde zarzuty
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Tomasz Chróstny, wszczął postępowanie przeciwko czterem spółkom z globalnej grupy Google. Powód jest niezwykle poważny - chodzi o podejrzenie łamania prawa konkurencji w sporze z polskimi wydawcami prasy. Stawką są uczciwe wynagrodzenia za artykuły, które miliony Polaków codziennie widzą w wyszukiwarce Google, a także w serwisach Google News czy Google Discover. Jeśli zarzuty się potwierdzą, kara może sięgnąć nawet 10% rocznego obrotu koncernu.
Nowe prawo, które weszło w życie w 2024 roku, miało być rewolucją dla rynku medialnego. Wdrażając unijną dyrektywę, zobowiązało ono platformy internetowe do płacenia wydawcom za korzystanie z ich treści. Celem było wzmocnienie niezależnych mediów, których przychody są dziś w dużej mierze uzależnione od ruchu na stronach internetowych, generowanego w dużej mierze właśnie przez Google. Problem w tym, że jak twierdzi UOKiK, technologiczny gigant nie podjął uczciwych negocjacji z większością polskich redakcji.
Gra znaczonymi kartami? Co ukrywa gigant?
Według Urzędu, przedstawiciele Google, siadając do rozmów z wydawcami, nie przedstawili im kluczowych informacji. Nie ujawnili, w jaki sposób i na jaką skalę korzystają z publikacji prasowych ani jakie przychody z tego tytułu osiągają. Bez tych danych wydawcy nie są w stanie ocenić, czy proponowane przez koncern stawki są sprawiedliwe, co stawia ich na z góry przegranej pozycji negocjacyjnej. To prowadzi do ogromnej asymetrii i sytuacji, w której słabsza strona nie ma jak obronić swoich interesów.
Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta. Za takie działanie prawo ochrony konkurencji przewiduje karę do 10 proc. przychodów przedsiębiorcy - mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Wynik tego starcia będzie miał realny wpływ na jakość i dostępność informacji w polskim internecie. Jeśli UOKiK udowodni swoje racje, a na Google zostanie nałożona dotkliwa kara, może to wreszcie zmusić koncern do zmiany swojej polityki. Zapewniłoby to mediom środki niezbędne do tworzenia rzetelnych i wartościowych materiałów. Dla czytelników to cicha walka o przetrwanie niezależnego dziennikarstwa w erze cyfrowej dominacji.
Czego nie powie Ci Google?Zobacz
Kto jest na celowniku i co będzie dalej?
Zarzuty postawiono aż czterem spółkom: Alphabet Inc. (spółce matce całej grupy), Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. To pokazuje, że Urząd traktuje sprawę bardzo poważnie i przygląda się całej strukturze korporacyjnej odpowiedzialnej za działanie wyszukiwarki i systemu reklamowego.
Postępowanie UOKiK to część szerszego trendu w Europie, gdzie regulatorzy coraz odważniej patrzą na ręce technologicznym gigantom. Podobne działania prowadzone są wobec Apple czy Mety, a sama Komisja Europejska przygląda się Google w kontekście wykorzystywania treści w usługach opartych na sztucznej inteligencji.