Legenda polskiej wsi miała słoną cenę. Za Ursusa C-360 płacono 200 tys. zł

Dziś to legenda polskiej wsi, a w czasach PRL marzenie tysięcy rolników. Nowy Ursus C-360 kosztował w 1979 roku aż 200 tys. zł. Za tę kwotę można było kupić dwa Maluchy, ale nie wystarczyło samo posiadanie pieniędzy, by zdobyć wymarzony ciągnik. Co ciekawe, jego cena odpowiadała wartości około 57 ton pszenicy.

„Sześćdziesiątka” zmechanizowała polską wieś

Ursus C-360 to jeden z najbardziej rozpoznawalnych ciągników w historii polskiego rolnictwa. Produkowano go w latach 1976–1994, a z fabryki wyjechało blisko 300 tys. egzemplarzy. Przez lata maszyna pomagała w pracy na polach, w gospodarstwach, a także w transporcie.

Dla wielu rolników zakup własnego Ursusa był spełnieniem marzeń. Ciągnik uchodził za uniwersalny i nowoczesny jak na swoje czasy. Jak zachwalano go w „Informatorze Agromy” z 1979 roku, nadawał się nie tylko do prac rolniczych, ale również do leśnictwa, budownictwa i transportu gospodarczego.

Mógł pracować na ciężkich, zwięzłych glebach, zarówno z maszynami przyczepianymi, jak i zawieszanymi. Do tego dochodziła możliwość napędzania urządzeń za pomocą wału odbioru mocy.

200 tys. zł za ciągnik. Maluch kosztował mniej niż połowę

Ile trzeba było zapłacić za nowego Ursusa C-360? Odpowiedź można znaleźć w archiwalnym wydaniu „Informatora Agromy” z 1979 roku. Centrala Handlowa Sprzętu Rolniczego wyceniała wówczas popularną „sześćdziesiątkę” na 200 tys. zł w podstawowym wyposażeniu. Cena nie obejmowała m.in. kabiny.

Dla porównania Fiat 126p kosztował wtedy około 90 tys. zł. Oznacza to, że za jednego Ursusa można było kupić ponad dwa Maluchy. Tańszy był także mniejszy Ursus C-330, którego cena wynosiła 145 tys. zł.

Z kolei Fiat 125p kosztował około 170 tys. zł, a Polonez z silnikiem 1.3 – aż 250 tys. zł. Nowa „sześćdziesiątka” była więc droższa od popularnych samochodów osobowych, choć tańsza od Poloneza.

Za ciągnik trzeba było oddać 57 ton pszenicy

Sama kwota 200 tys. zł niewiele mówi dzisiejszym czytelnikom. Lepiej widać skalę wydatku, gdy porównamy ją z ówczesnymi cenami skupu płodów rolnych.

Według danych GUS w 1979 roku tona pszenicy kosztowała w skupie średnio około 5200 zł. Oznacza to, że za nowego Ursusa C-360 trzeba było uzyskać równowartość ponad 38 ton pszenicy? Nie – przy cenie 5200 zł za tonę było to około 38,5 tony. To znacznie mniej niż 57 ton podawane w niektórych zestawieniach.

Inne ceny skupu również pokazują, jak wyglądały ówczesne realia. Tona żyta kosztowała około 4350 zł, jęczmienia 5650 zł, a owsa 3850 zł. Za kilogram żywca wieprzowego płacono średnio 44,90 zł, a za litr mleka około 5,75 zł.

W sklepach bochenek chleba kosztował około 4 zł, kilogram cukru 10,50 zł, a pół litra wódki 100 zł. Pralka wirnikowa Frania była dostępna za około 1600 zł.

Kabina, obciążniki i sprężarka za dopłatą

Podstawowa cena nie oznaczała, że rolnik dostawał ciągnik ze wszystkimi udogodnieniami. Instrukcja obsługi z 1983 roku wymienia długą listę elementów, które można było zamówić na specjalne życzenie.

Wśród nich znajdowały się m.in. kabina kierowcy, sprężarka z instalacją pneumatyczną, błotniki przednich kół, obciążniki kół i osi, a także dodatkowe wyposażenie hydrauliczne. Można było zamówić również zaczepy do przyczep, przystawkę pasową czy dodatkowe wyposażenie narzędziowe.

Ciekawostką był fotel kierowcy marki Grammer. Można go było przesuwać do przodu i do tyłu, a także regulować sztywność zawieszenia w zależności od masy kierowcy. Instrukcja podkreślała, że regulacja była bezstopniowa dla osób ważących od 60 do 120 kg.

Dziś wiele egzemplarzy Ursusa C-360 nadal pracuje w polskich gospodarstwach. Dla jednych to po prostu stary, sprawdzony ciągnik, dla innych – symbol czasów, gdy mechanizacja rolnictwa zmieniała polską wieś.

Złoty Laur 2026 - Biznes i innowacje - BGK
Jak dobrze znasz polski show-biznes?
Pytanie 1 z 10
Kto prowadził program "Randka w ciemno"?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI