- Złożenie wniosku o pozwolenie na wstępne roboty budowlane (głębokie wykopy).
- Planowane uzyskanie pozwolenia i start kluczowych prac w 2027 roku.
- Trwająca budowa infrastruktury towarzyszącej (drogi, kolej) za blisko 5 mld zł.
- Podzielone opinie mieszkańców gminy Choczewo na temat inwestycji.
- Uruchomienie pierwszego reaktora planowane na 2036 rok.
Przełom w Choczewie. Kiedy ruszą głębokie wykopy pod reaktory?
Budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej wchodzi w decydującą fazę przygotowań. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe, która jest inwestorem, jeszcze w tym miesiącu planuje złożyć do wojewody pomorskiej wniosek o pozwolenie na tzw. wstępne roboty budowlane. Jak wyjaśnia prezes zarządu Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk, nie chodzi już o prace powierzchniowe, a o coś znacznie poważniejszego – głębokie wykopy pod przyszłe fundamenty reaktorów.
To kluczowy moment dla całej inwestycji, która powstaje w pomorskiej gminie Choczewo. Za jej wykonanie odpowiada konsorcjum amerykańskich gigantów: firm Westinghouse i Bechtel. Prezes zarządu Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk zapowiedział, że pozwolenie na budowę planuje uzyskać w 2027 roku i to właśnie wtedy ruszyłyby prace przy głębokich wykopach.
Pierwszy z trzech reaktorów, budowany w nowoczesnej technologii AP1000 firmy Westinghouse, ma zostać uruchomiony w 2036 roku. Dwa kolejne mają dołączyć do sieci w 2037 i 2038 roku, ostatecznie domykając projekt, który ma fundamentalnie zmienić krajobraz energetyczny Polski.
Co powstaje wokół elektrowni?
Zanim na plac budowy wjadą maszyny do kopania fundamentów pod reaktory, w okolicy wre już praca na ogromną skalę. Równolegle do przygotowań pod samą elektrownię, na Pomorzu trwa już budowa infrastruktury towarzyszącej o wartości blisko 5 mld zł. Jak podsumował wiceprezes PEJ Michał Olszewski, projekt obejmuje m.in. nowe drogi oraz aż 150 km linii kolejowych, które obsłużą gigantyczny plac budowy, a później posłużą regionowi.
Tempo jest spore. Według zapowiedzi, pierwszy odcinek nowej drogi krajowej ma być gotowy już w maju lub czerwcu 2027 roku. To pokazuje, jak wieloaspektowe jest to przedsięwzięcie. Prezes Bechtel Polska Leszek Hołda podkreśla, że dla wykonawcy kluczowe jest teraz jak najszybsze sfinalizowanie umowy wykonawczej, co otworzy drogę do dalszych działań.
W planach jest też budowa specjalnego, modułowego miasteczka, które pomieści na start około 1000 pracowników. To jednak dopiero początek, bo w szczytowym momencie przy budowie elektrowni ma pracować ponad 10 tysięcy osób. To skala, jakiej w Polsce nie widziano od lat.
Nadzieje i obawy mieszkańców
Wielka inwestycja to również, co zrozumiałe, wielkie emocje. W gminie Choczewo, gdzie na co dzień żyje kilka tysięcy osób, budowa elektrowni jądrowej jest tematem numer jeden. Zdania są jednak mocno podzielone. Część mieszkańców widzi w projekcie ogromną szansę na rozwój, nowe drogi, kolej i przede wszystkim – miejsca pracy.
Przeciwnikiem nie jestem, gmina skorzysta przy inwestycjach tego pokroju. I drogi, i infrastruktura, i kolej, no i zatrudnienie – mówił w rozmowie z PAP jeden z mieszkańców gminy Choczewo, dodając, że nowe technologie są znacznie bezpieczniejsze niż te sprzed lat.
Są jednak i tacy, którzy mają poważne wątpliwości. Obawiają się napływu tysięcy pracowników z zewnątrz i utraty kameralnego charakteru gminy. Budowa elektrowni jądrowej w Choczewie to nie tylko wielka inżynieria i miliardy złotych, ale też ogromne emocje i obawy lokalnej społeczności.
Nie wierzę w to, że mieszkańcy skorzystają. Przyjadą pracownicy z zewnątrz, z innych kultur, a nasza gmina może stracić swój dotychczasowy, kameralny charakter i tożsamość – oceniła dla PAP jedna z mieszkanek.
W jej głosie słychać też niepokój o bezpieczeństwo i realne koszty, jakie trzeba będzie ponieść za kilkadziesiąt lat, gdy przyjdzie czas na wygaszenie reaktorów. Te dwa głosy najlepiej pokazują, jak złożonym społecznie tematem jest polski atom.
Źródło: PAP, RMF24.pl