- Kupujący aut używanych w Polsce stawiają na dane i transparentność: cena i stan techniczny są równie ważne (88 proc. wskazań), a pełna historia pojazdu jest kluczowa.
- Unikaj "grzechów głównych" sprzedawcy: brak ceny (53 proc. zniechęconych), słabe zdjęcia (47 proc.), brak VIN-u (46 proc.) czy zatajanie historii pojazdu to najczęstsze błędy.
- Nie bój się informować o drobnych szkodach: 85 proc. kupujących rozważy taki zakup, a zatajenie informacji o kolizji zniechęca znacznie bardziej niż sama szkoda.
- Udokumentowana historia serwisowa i szkodowa jest dziś cenniejsza niż niski przebieg: 82 proc. kupujących preferuje auto z wyższym, ale potwierdzonym przebiegiem i pełną dokumentacją.
Cena to nie wszystko. Czego kupujący szukają w ogłoszeniu?
Zasada ograniczonego zaufania, która przez lata rządziła polskim rynkiem wtórnym, powoli odchodzi do lamusa. Z badania platformy Automarket.pl wynika, że choć cena wciąż jest kluczowa dla 88 proc. kupujących, dokładnie taki sam odsetek wskazuje na stan techniczny jako czynnik o równorzędnej wadze. To sygnał, że klienci dojrzeli i nie szukają już tylko okazji, ale przede wszystkim pewności. Deklaracje w stylu „garażowany, żona jeździła do pracy” tracą na znaczeniu na rzecz twardych danych. Na rynku aut używanych cena nadal przyciąga wzrok, ale to transparentność i komplet informacji ostatecznie decydują o sukcesie transakcji.
Lista grzechów głównych sprzedającego jest bardzo konkretna. Najbardziej zniechęca brak podanej ceny (53 proc. wskazań), ale tuż za nim plasują się trudny kontakt ze sprzedawcą i słabej jakości zdjęcia (po 47 proc.). Co istotne, aż 46 proc. badanych rezygnuje z dalszego zainteresowania ofertą, jeśli w ogłoszeniu brakuje numeru VIN, a 39 proc. odstraszają zbyt ogólne opisy i brak informacji o historii wypadkowej.
Auto po stłuczce? To nie musi być koniec świata dla sprzedającego
Wśród sprzedawców wciąż pokutuje przekonanie, że informacja o jakiejkolwiek szkodzie jest pocałunkiem śmierci dla ogłoszenia. Dane pokazują jednak coś zupełnie odwrotnego. Aż 85 proc. kierowców jest gotowych rozważyć zakup auta po szkodzie, z czego 54 proc. uzależnia to od atrakcyjniejszej ceny. Okazuje się, że największą barierą nie jest sam fakt uszkodzenia, lecz jego zatajenie – wskazało na to aż 60 proc. badanych. Kupujący nie boi się naprawianego błotnika tak bardzo, jak sprzedawcy, który próbuje ten fakt ukryć.
To właśnie transparentność staje się najsilniejszą kartą przetargową. Okazuje się, że aż 91 proc. kierowców uważa, że otwarte poinformowanie o drobnej szkodzie i przedstawienie dokumentacji naprawy zwiększa ich zaufanie do sprzedającego. Zatajanie informacji, nawet drobnych, w dobie łatwego dostępu do raportów o historii pojazdu, jest strategią nie tylko nieskuteczną, ale wręcz szkodliwą dla finalnej ceny i szybkości sprzedaży.
Źródło: subiektywnieofinansach.pl, OTOMOTO