Kolędy "na zaproszenie" fiaskiem! Duchowni odbijają się od drzwi

Zmniejsza się liczba parafian przyjmujących księdza po kolędzie. Coraz bardziej rozpowszechnia się praktyka „kolędy na zaproszenie” zamiast odwiedzania wszystkich domów. Obecnie księdza przyjmuje połowa parafian. W przeszłości statystyka była zbliżona do stuprocentowej.

Proboszcz wprost powiedział o kopertach na kolędzie. Apeluje do wiernych
Autor: Shutterstock

Kolęda „na zaproszenie” wobec kolędy tradycyjnej

- Gdybym chodził tylko "na zaproszenie", to pewnie co roku spotykałbym te same osoby. I to coraz mniej. Jeśli chodzę od domu do domu większość ludzi mnie wpuszcza, choćby z uprzejmości. W takim systemie spotykam osoby, które mówią co naprawdę sądzą o Kościele, jak przeżywają relację z Bogiem, czego im brakuje – tak obecne realia tłumaczy cytowany przez wp.pl ks. Sławomir Rachwalski, proboszcz parafii pod wezwaniem Błogosławionej Jolenty w Gnieźnie.

Pandemia wstrząsnęła zwyczajem noworocznej kolędy

W czasach pandemii konieczne było szukanie doraźnych rozwiązań, niektóre z nich miały swoje następstwa. Jeden z przykładów to kolędy na zaproszenie, które w praktyce ograniczają liczbę wizyt duszpasterskich. Jakaś część osób zapomni dopełnić formalności z zaproszeniem lub przeoczy termin. To jeden z powodów mniejszej powszechności zwyczaju kolęd noworocznych.

- Bardzo prosimy o wyraźne znaki oczekiwania na kapłana (otwarta furtka, uchylone drzwi, obrazek święty, kartka z zaproszeniem). Wchodzimy tylko tam, gdzie nas oczekujecie – apeluje jedna z parafii.

Pieniądze to nie wszystko Sławomir Dudek
QUIZ PRL. Największe przeboje PRL-u. Pamiętasz, jak to leciało?
Pytanie 1 z 11
Dokończ tekst przeboju zespołu Perfect: Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak...
QUIZ PRL. Największe przeboje PRL-u. Sprawdź, czy pamiętasz, jak to leciało

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki