Spis treści
Europa z problemem. Jak niskie są zapasy gazu w UE?
Sytuacja na europejskim rynku gazu jest coraz bardziej napięta. Dane opublikowane przez Gas Infrastructure Europe nie pozostawiają złudzeń – Stary Kontynent wchodzi w okres zimowy ze znacznie uszczuplonymi rezerwami. Średnie zapełnienie magazynów gazu w Unii Europejskiej wynosi obecnie zaledwie 72,4 proc., podczas gdy pięcioletnia średnia dla tego okresu to aż 87,7 proc. W praktyce oznacza to, że w podziemnych magazynach brakuje miliardów metrów sześciennych surowca, które normalnie stanowiłyby bufor bezpieczeństwa na chłodne miesiące.
Problem jest szczególnie widoczny w Niemczech, największej gospodarce UE. Tamtejsze magazyny są zapełnione tylko w 58,7 proc., co jest wynikiem dramatycznie niskim w porównaniu do średniej z poprzednich lat wynoszącej 86,1 proc. Nieco lepiej jest w Holandii (60,0 proc.) i Austrii (68,5 proc.), ale i tam poziomy rezerw są dalekie od komfortowych.
Nawet kraje, które na pierwszy rzut oka radzą sobie lepiej, mają powody do niepokoju. We Francji magazyny są pełne w 84,7 proc., a we Włoszech w 87,8 proc. Choć te liczby wyglądają optymistycznie, to wciąż są niższe od historycznych średnich, co w skali całego kontynentu tworzy obraz rosnącej niepewności energetycznej przed zimą 2026 roku.
Polska wyjątkiem na mapie Europy. Mamy powody do spokoju?
Podczas gdy większość Europy z niepokojem patrzy na wskaźniki zapełnienia swoich rezerw, Polska znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Na tle alarmująco niskich stanów w Niemczech czy Holandii, nasz kraj wygląda jak oaza energetycznego spokoju. Dane Gas Infrastructure Europe potwierdzają, że nie ma powodów do paniki.
Polskie magazyny gazu są obecnie zapełnione w 99,2 proc., co oznacza zgromadzenie 36,57 TWh tego paliwa. To nie tylko wynik bliski maksimum, ale także poziom nieznacznie przewyższający pięcioletnią średnią dla tego okresu, która wynosi 98,4 proc. Oznacza to, że Polska nie tylko solidnie przygotowała się na nadchodzącą zimę, ale zrobiła to nawet lepiej niż zwykle.
Taki stan rzeczy daje rządowi i polskim konsumentom solidny bufor bezpieczeństwa. Wysokie zapasy gazu w Europie są kluczowe dla stabilności cen i uniknięcia szoków podażowych, a w przypadku Polski ten warunek został spełniony z nawiązką. Możemy więc podchodzić do sezonu grzewczego ze znacznie większym spokojem niż nasi zachodni sąsiedzi, którzy muszą się liczyć z ryzykiem ograniczeń w dostawach lub koniecznością interwencyjnego, drogiego importu surowca w szczycie zapotrzebowania.
Ceny gazu w górę. Co napędza podwyżki?
Niskie stany magazynowe to prosty przepis na rynkową nerwowość, która natychmiast przekłada się na portfele odbiorców. Reakcja giełd jest jednoznaczna – inwestorzy wyceniają ryzyko i podbijają stawki. Benchmarkowe kontrakty na gaz w Amsterdamie (ICE Entawex Dutch TTF) rosną, a cena za megawatogodzinę sięga już 75,33 euro. To bezpośredni efekt obaw o to, czy Europie wystarczy surowca na przetrwanie zimy 2026 roku. Puste magazyny oznaczają, że kraje będą musiały kupować gaz na bieżąco, po znacznie wyższych, zimowych cenach.
Jednak problem pustych magazynów to nie jedyne zmartwienie na rynku energii. Dodatkową presję na ceny gazu wywierają napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Konflikt w Jemenie, gdzie wspierani przez Iran rebelianci Huti zaatakowali obiekty saudyjskiego giganta naftowego Aramco, budzi obawy o bezpieczeństwo dostaw.
Choć konflikt ten jest oddalony o tysiące kilometrów, jego eskalacja może w każdej chwili zagrozić kluczowym szlakom żeglugowym lub instalacjom wydobywczym w regionie. Każdy taki incydent to sygnał dla rynków, że globalna podaż ropy i gazu jest zagrożona. W efekcie Europa staje przed podwójnym wyzwaniem: musi radzić sobie z własnymi, niskimi rezerwami, a jednocześnie z niepewnością generowaną przez niestabilną sytuację na świecie.
