Spis treści
Ropa wystrzeliła po ataku na tankowce
Czwartek przyniósł prawdziwy szok na rynku surowców. Jeszcze rano baryłka ropy Brent kosztowała około 95 dolarów, ale po informacjach o ataku Huti na dwa saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym cena błyskawicznie poszybowała do 100 dolarów. To najwyższy poziom od końca maja. W górę poszła również amerykańska ropa WTI, która przekroczyła 90 dolarów za baryłkę.
Za ataki odpowiadają wspierani przez Iran rebelianci Huti. Grupa ogłosiła, że ostrzelała dwa statki płynące pod saudyjską banderą – „Encelię” i „Laylę”. To pierwszy tak poważny krok po zapowiedzi blokowania saudyjskich jednostek na Morzu Czerwonym.
Trump grozi Iranowi
Sytuację dodatkowo zaostrzyły słowa prezydenta USA Donalda Trumpa. Zapowiedział on, że jeśli Huti ponownie zaatakują statki, Stany Zjednoczone odpowiedzą zdecydowaną akcją militarną wymierzoną zarówno w rebeliantów, jak i Iran. Teheran już zapowiedział odwet na amerykańskiej infrastrukturze energetycznej w regionie.
Taka wymiana gróźb tylko zwiększyła obawy inwestorów, którzy zaczęli masowo kupować kontrakty na ropę.
Dlaczego cały świat patrzy na Morze Czerwone?
Kluczowe znaczenie ma cieśnina Bab al-Mandab, przez którą każdego dnia transportowanych jest około 6,2 mln baryłek ropy, czyli blisko 6 proc. światowej podaży. To jeden z najważniejszych szlaków eksportowych dla Arabii Saudyjskiej.
Unia Europejska już ostrzegła armatorów przed przepływaniem przez ten rejon. Część statków zawróciła jeszcze przed atakami, obawiając się eskalacji konfliktu.
Droższa ropa może uderzyć w kierowców
Jeżeli napięcie na Bliskim Wschodzie nie osłabnie, skutki mogą odczuć także Polacy. Wyższe ceny ropy oznaczają bowiem wzrost kosztów produkcji paliw. Jeśli baryłka utrzyma się powyżej 100 dolarów lub będzie dalej drożeć, podwyżki na stacjach benzynowych mogą być tylko kwestią czasu.
Rynek znów pokazuje, że jeden konflikt zbrojny potrafi błyskawicznie wpłynąć na ceny na całym świecie.