Zaledwie wczoraj został zatrzymany i skuty kajdankami przez niemiecką policję w Berlinie. To najnowszy z serii problemów Roberta Bąkiewicza, który wraz ze swoją nową inicjatywą, Ruchem Obrony Granic, próbował zorganizować niezarejestrowaną manifestację. Jak to możliwe, że człowiek, który oficjalnie nie ma prawie nic, wciąż prowadzi kosztowną działalność i angażuje się w międzynarodowe akcje? Przyglądamy się jego finansom i narastającym kłopotom prawnym.
Spis treści
- Majątek Bąkiewicza: obrączka i strój piłkarski
- Rozwód, przepisana nieruchomość i ponowny ślub z tą samą kobietą
- Siedem milionów długów umorzone, 150 wierzycieli bez pieniędzy
- Komornicy już nie tak bezradni
- Co się dzieje z milionami od państwa?
- Kolejne postępowania i rosnące długi
- Nowe kłopoty prawne i polityczny zwrot
Majątek Bąkiewicza: obrączka i strój piłkarski
Z dokumentów komorniczych od lat wynika ten sam obraz: Robert Bąkiewicz nie posiada praktycznie niczego. Jego oficjalny majątek składa się wyłącznie z obrączki ślubnej i stroju piłkarskiego. Jeszcze niedawno stan jego konta bankowego wynosił zaledwie 26 złotych i 59 groszy. Według ostatnich publicznych deklaracji samego Bąkiewicza z 2025 roku, jego zarobki w stowarzyszeniu Roty Marszu Niepodległości wynosiły 3 tysiące złotych miesięcznie.
Mógłbym znaleźć dobrą pracę, ale ja nie chcę płacić pani Katarzynie Augustynek
– przyznawał sam zainteresowany. W utrzymaniu rodziny z pięciorgiem dzieci, jak twierdzi, pomagają mu rodzice, a on sam mieszka w domu teściów. Mimo to na jego obronę pracuje trzech prawników, a on sam regularnie korzysta z terenowego volkswagena za prawie 200 tysięcy złotych.
– Na jego przykładzie doskonale widać, że PiS przygotowało dla swoich akolitów poduszkę finansową – oburzał się poseł KO Konrad Frysztak. – Ten facet powinien rozliczyć się z każdej złotówki i nieruchomości, które dostał od poprzedniej władzy – dodawał.
Rozwód, przepisana nieruchomość i ponowny ślub z tą samą kobietą
Kluczowy dla zrozumienia sytuacji majątkowej Bąkiewicza jest rok 2010. Dziennikarze "Newsweeka" odkryli, że w grudniu wziął rozwód z żoną, a już trzy miesiące później przepisał na swoją 8-letnią córkę nieruchomość w Pruszkowie. Następnie ponownie wziął ślub z tą samą kobietą. Obecnie znów są małżeństwem i wychowują razem pięcioro dzieci.
– W rzeczywistości w całej historii musiało chodzić o to, żeby uciec z majątkiem przed wierzycielami – oceniają dziennikarze śledczy Konrad Szczygieł i Mariusz Sepioło z "Newsweeka". To nie jedyny raz, gdy Bąkiewicz stosował takie zabiegi.
Siedem milionów długów umorzone, 150 wierzycieli bez pieniędzy
W 2016 roku Robert Bąkiewicz przeszedł upadłość konsumencką. Sąd w Warszawie zakończył wtedy 5-letni proces upadłościowy jego firmy. Umorzono mu wówczas 7 milionów złotych długów. Bez swoich pieniędzy zostało ponad 150 wierzycieli.
– Już raz robił z siebie dziada, żeby uciec od długów. Nie zdziwiłbym się, gdyby znów robił to samo – przekazał dziennikarzom jeden z byłych pracowników Bąkiewicza.
Komornicy już nie tak bezradni
Komornicy od dawna próbują ściągnąć od Bąkiewicza długi po przegranych procesach z "Gazetą Wyborczą" i aktywistką Katarzyną Augustynek, znaną jako Babcia Kasia. Problem polegał na tym, że zmiana przepisów wprowadzona przez PiS w 2019 roku uniemożliwiła sięganie po majątek stowarzyszeń z powodu prywatnych długów ich działaczy.
Jednak w 2025 roku nastąpił wyłom w tej tarczy ochronnej. Komornikowi udało się zająć na koncie Bąkiewicza blisko 9 tys. zł na poczet zaległości, co pokazuje, że jego sytuacja nie jest już tak pewna jak kiedyś.
Co się dzieje z milionami od państwa?
Za rządów PiS do organizacji związanych z Robertem Bąkiewiczem popłynęło łącznie 13 milionów złotych. Pieniądze trafiły do Stowarzyszenia Straż Narodowa, Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości, Stowarzyszenia Patriotycznego Siedlce oraz Stowarzyszenia Wiara i Tradycja.
Minister kultury Piotr Gliński przekazał ludziom Bąkiewicza prawie 2 miliony złotych na siedzibę Straży Narodowej w Otwocku i dwa samochody. Choć Robert Bąkiewicz nie ma samochodu na własność, regularnie jeździ terenowym volkswagenem Amarok wartym około 200 tysięcy złotych. Auto zostało zakupione właśnie z publicznej dotacji.
Teraz jednak państwo upomina się o zwrot pieniędzy. Pod koniec 2025 roku Narodowy Instytut Wolności zażądał od stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości zwrotu ponad 383 tys. zł dotacji, ponieważ kontrola wykazała, że środki wydatkowano niezgodnie z celem. Co więcej, Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła sposób przyznawania dotacji przez Fundusz Patriotyczny, który był głównym źródłem finansowania środowiska Bąkiewicza.
Kolejne postępowania i rosnące długi
Kłopoty finansowe to nie jedyne problemy Roberta Bąkiewicza. W lutym 2026 roku Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła mu zarzuty m.in. publicznego nawoływania do zbrodni za słowa z wiecu PiS, gdy porównał przeciwników politycznych do chwastów i wzywał do wyplenienia ich napalmem. Bąkiewiczowi zarzuca się również znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej. W innej sprawie chodzi o agitację wyborczą na posiedzeniu Rady Miejskiej w Zamościu przed wyborami prezydenckimi. Prokuratura w Świdnicy prowadzi śledztwo dotyczące powiązanej z nim Fundacji Mieszko.
Nowe kłopoty prawne i polityczny zwrot
Kłopoty finansowe to nie jedyne problemy Bąkiewicza. Jego sytuacja prawna i polityczna gwałtownie się pogorszyła.
- Wyrok za atak na aktywistkę. W maju 2026 roku sąd nieprawomocnie skazał go na 10 miesięcy prac społecznych za atak na aktywistkę Andżelikę Domańską podczas Strajku Kobiet w 2020 roku.
- Zatrzymanie w Berlinie. Zaledwie wczoraj, 16 czerwca 2026 roku, Bąkiewicz i członkowie jego nowej inicjatywy, Ruchu Obrony Granic, zostali zatrzymani przez niemiecką policję podczas próby zorganizowania niezarejestrowanej manifestacji w Berlinie.
- Konflikt z PiS. Bąkiewicz otworzył front wojenny ze swoimi byłymi patronami. W maju 2026 roku publicznie zaatakował Prawo i Sprawiedliwość, a politycy tej partii nieoficjalnie zaczęli nazywać go "zawodowym zadymiarzem".
