- Prawie 1/4 Polaków (9,4 mln) mieszka w warunkach szkodliwych dla zdrowia (np. wilgoć, pleśń, hałas), co prowadzi do chorób i pogorszenia samopoczucia.
- Aż 90% życia spędzamy w zamkniętych przestrzeniach, a syndrom chorego budynku (SBS) z powodu złej wentylacji czy nasłonecznienia powoduje bóle głowy, zmęczenie i alergie.
- Do 40% gospodarstw domowych w Polsce cierpi na ubóstwo energetyczne, a 1,5 mln Polaków nie jest w stanie utrzymać odpowiedniej temperatury w domu.
- 70% polskich budynków jest nieefektywnych energetycznie; obecne tempo termomodernizacji (0,2% rocznie) jest zbyt wolne, by osiągnąć cele klimatyczne i poprawić zdrowie Polaków
Jak chore domy wpływają na zdrowie Polaków?
Problem jest znacznie poważniejszy, niż mogłoby się wydawać. Nawet 9,4 mln Polaków, czyli niemal co czwarty obywatel, mieszka w warunkach, które mogą zagrażać zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu. Mowa tu o codziennym życiu w otoczeniu wilgoci, pleśni, nadmiernego hałasu czy w nieodpowiedniej temperaturze. Zgodnie z Barometrem Zdrowych Budynków, ponad 11% Polaków żyje w zawilgoconych lokalach, a aż 13% jest stale narażonych na hałas. Takie warunki to prosta droga do rozwoju chorób układu oddechowego, alergii, a nawet depresji.
Jak zauważa portal android.com.pl, powszechne dolegliwości, takie jak bóle głowy, chroniczne zmęczenie czy kłopoty z koncentracją, mogą być bezpośrednim skutkiem tzw. syndromu chorego budynku (SBS). To schorzenie jest wynikiem długotrwałego przebywania w pomieszczeniach o złej jakości powietrza, z niedostateczną wentylacją i brakiem dostępu do światła dziennego. Problem ten nasila się szczególnie w okresach, gdy jesteśmy zmuszeni spędzać w domach więcej czasu, co dobitnie pokazała pandemia COVID-19.
Ubóstwo energetyczne, czyli pułapka finansowa w czterech ścianach
Zły stan techniczny budynków prowadzi do kolejnego poważnego problemu – ubóstwa energetycznego. Rosnące koszty ogrzewania sprawiają, że wiele osób staje przed dramatycznym wyborem: ciepły dom czy opłacone rachunki. Według szacunków, nawet do 40% gospodarstw domowych w Polsce może doświadczać różnych form ubóstwa energetycznego. Oznacza to, że nie są one w stanie zapewnić sobie odpowiedniego komfortu cieplnego zimą ani ochrony przed przegrzaniem latem.
Obecnie aż 1,5 miliona Polaków nie stać na utrzymanie właściwej temperatury w swoich domach. Główną przyczyną, obok niskich dochodów, jest fatalna efektywność energetyczna budynków. Im więcej czasu spędzamy w źle ocieplonych mieszkaniach, tym wyższe rachunki za energię płacimy, wpadając w błędne koło finansowych i zdrowotnych problemów.
Czy termomodernizacja budynków to jedyne rozwiązanie?
Budynki w Polsce odpowiadają za 43% całkowitego zużycia energii i 35% emisji gazów cieplarnianych. Aż 70% z nich jest nieefektywnych energetycznie. Rozwiązaniem, które mogłoby jednocześnie poprawić zdrowie Polaków, stan ich portfeli oraz sytuację klimatyczną, jest masowa i głęboka modernizacja. Niestety, w tej dziedzinie działamy dramatycznie wolno. Tymczasem roczny wskaźnik głębokiej termomodernizacji budynków w Polsce wynosi zaledwie 0,2%, podczas gdy do osiągnięcia celów klimatycznych UE powinien sięgać co najmniej 3%.
Jeśli utrzymamy obecne tempo, pełna modernizacja zasobów budowlanych zajmie nam… sto lat. To perspektywa nie do przyjęcia. Inwestycje w zdrowe budownictwo to nie koszt, a realna korzyść. Szacuje się, że zyski gospodarcze w skali UE mogą wynosić nawet 40 miliardów euro rocznie. Dla gospodarstw domowych termomodernizacja oznacza niższe rachunki, wyższy komfort i, co najważniejsze, ochronę zdrowia. Zdrowy dom to fundament bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia, o który należy zadbać systemowo i bez zbędnej zwłoki.
