Hubert Biskupski: Panie premierze, co pan poczuł, gdy zobaczył prezydenta Karola Nawrockiego usuwającego Okrągły Stół z Pałacu Prezydenckiego?
Leszek Miller: Specjalnie się nie zdziwiłem, bo znałem poglądy i pana Nawrockiego i jego otoczenia - dla tych polityków Okrągły Stół jest symbolem zdrady narodowej.
Obrady Okrągłego Stołu trwały od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku. Nieco upraszczając, pan był po ciemnej stronie mocy, czyli komunistów. Gdybyście wiedzieli jak potoczy się dalej historia, jakie będą wyniki wyborów 4 czerwca, jak sromotnie te wybory przegracie, to czy byście te rozmowy w ogóle rozpoczynali?
Nie byłem po złej stronie, byłem po innej stronie. Jeżeli pan zakłada, że ludzie będą ze sobą rozmawiać i próbować osiągnąć kompromis, to nie może pan jednych kwalifikować do dobrych, a drugich do złych, bo wtedy żadnego kompromisu nie będzie.
Pozostanę przy swoi podziale…
Zacznę od tego, że rzecz cała zaczęła się znacznie wcześniej i nie w Polsce. W Rejkiawiku odbyło się spotkanie Reagana z Gorbaczowem to po tym spotkaniu Gorbaczow postanowił zrezygnować z doktryny Breżniewa. Publicznie oświadczył, że Związek Radziecki nie będzie bronił swoich satelitów i one muszą rozwiązywać problemy każdy we własnym zakresie. A Ronald Reagan zobowiązał się, że Stany Zjednoczone nie będą sięgać po te kraje i włączać ich do swojego obszaru wpływów. Otóż było jasne, że takim krajem, który można poddać eksperymentowi jest Polska. I moją stronę, czyli stroną PZPR do takich rozmów mobilizowali wysłannicy Gorbaczowa, a stronę solidarnościową – Kościół i ambasada amerykańska. No i to się tak posuwało powoli, powoli aż do finału.
Pan uciekł od mojego pytania. Gdybyście wiedzieli, że w pełni wolnych wyborach do Senatu aż 99 mandatów przypadnie stronie solidarnościowej, a tzw. lista krajowa przepadnie z kretesem, to czy byście usiedli do stołu i rozmawiali na temat de facto podzielenia się władzą?
Kończąc obrady Okrągłego Stołu mieliśmy kilka umów, między innymi taką, która mówiła, że przez 4 lata od wyborów czerwcowych będzie rządziła koalicja PZPR, ZSL i SD, a Solidarność będzie w opozycji. I to ustalenie zostało złamane. Mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju nielojalnością polityczną.
Polacy nie chcieli waszych rządów, co jasno pokazały wyborczy czerwcowe…
Powiem panu o zdarzeniu, które jest bardzo charakterystyczne. W Komitecie Centralnym umówił się ze mną Jarosław Kaczyński i powiedział: "Proszę pana, informuję pana, że jutro ogłosimy, że większość sejmowa jest bez PZPR, to znaczy jest Solidarność, PSL i SD". Odpowiedziałem: "Panie ministrze, to jest złamanie umowy Okrągłego Stołu". On powiedział: "Proszę pana, jak się zaczyna gra w parlament, to wygrywa ten, kto ma mocniejsze karty".
Wróćmy do genezy Okrągłego Stołu. Jest rok 1988 - mamy kolejną falę strajków, sytuacja gospodarcza jest bardzo zła. Może chcieliście „podzielić się” władzą z Solidarnością tylko po to, żeby ją wmanewrować i uczynić odpowiedzialną za tę złą sytuację – o zobaczcie, Solidarność tak rwała się do władzy a pcha kraj ku przepaści!
Nie chcieliśmy się dzielić, skoro mieliśmy mieć koalicję rządzącą bez Solidarności: PZPR, ZSL i SD. A Solidarność miała być w ławach opozycji przez całe 4 lata i dopiero po tym czasie miały się odbyć w pełni demokratyczne wybory.
Usiadł pan do rozmów z ludźmi, których wasza propaganda odsądzała od czci i wiary nazywając zdrajcami i podżegaczami. Czy pan wierzył w ten wasz, jak to się teraz mówi – przekaz, czy wiedział, że to wierutne kłamstwo?
Wierzyłem w to, do czego rzeczywiście oni dążyli, to znaczy do zmiany ustroju społeczno-politycznego. Oni się tego nie wypierali. Zasiadając z nimi do stołu czułem ciekawość. Czekałem w sali kolumnowej, żeby zobaczyć zwłaszcza Adama Michnika i Jacka Kuronia, bo oni mnie najbardziej ciekawili.
To byli ci najgorsi z najgorszych w PRL-owskiej propagandzie.
I jak weszli, to zobaczyłem, że za nimi nie ciągnie się żaden zapach siarki. To byli bardzo sympatyczni ludzie. W czasie pierwszej przerwy podszedłem, przedstawiłem się, umówiliśmy się na kolejne spotkania i tak poszło.
Obrady toczyły się w trzech głównych zespołach. Pan był współprzewodniczącym zespołu do spraw młodzieży razem z Andrzejem Celińskim. I to był jedyny stolik, który zakończył obrady bez podpisania porozumienia. Dlaczego?
Bo nie mogliśmy się porozumieć. I to mimo tego, że Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek koniecznie chcieli porozumienia, a my z Andrzejem Celińskim uznaliśmy, że świat się nie zawali jak taki skromny podstolik go nie zawrze.
O co poszło?
Chodziło o tak zwany jednolity front wychowawczy.
Boże, o co!?
Młody człowiek od przedszkola aż po studia miał otrzymywać ten sam, jednolity przekaz historyczno-społeczny. Żadnego pluralizmu. Andrzej Celiński nie mógł się na to zgodzić, a ja nie mogłem się zgodzić na to, co on proponował. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to śmiesznie. A po latach Andrzej Celiński został ministrem kultury w moim rządzie i wiceprzewodniczącym SLD. Bardzo się lubiliśmy.
Przytoczę cytat profesora Antoniego Dudka, który twierdzi, że jedną z najważniejszych przyczyn upadku systemu był postępujący rozkład wewnętrzny aparatu władzy komunistycznej pod koniec lat 80-tych. Czy ta ocena jest właściwa?
Nie, ona nie jest właściwa. Już po utworzeniu rządu Tadeusza Mazowieckiego spotkałem się z Wałęsą, Borusewiczem i Kaczyńskim w Łańsku. Ich najbardziej interesowało to, czy jest możliwy nowy pucz – czy część zbuntowanego wojska lub aparatu bezpieczeństwa jest w stanie zorganizować zamach stanu, jak to się stało później w Związku Radzieckim (pucz Janajewa) czy wcześniej w Hiszpanii. Kiedy mówiłem im, że to niemożliwe, patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Po naszej stronie nie było chętnych do takich brutalnych działań.
Najtrudniejszy moment w czasie rozmów to…?
Do takich kryzysów dochodziło w Magdalence ale je nie uczestniczyłem w tamtych rozmowach. Jeżeli chodzi o Okrągły Stół to nasza strona popełniła tam kilka radykalnych błędów. Po pierwsze, rozdęliśmy to posiedzenie czasowo. Zamiast 4-5 dni trwało ono tygodniami, bo Solidarność zorientowała się, że w ten sposób zyskują czas antenowy na prezentowanie swoich poglądów. Zaczęli też mnożyć postulaty, widząc naszą uległość. Drugi, jeszcze gorszy błąd, to była ordynacja wyborcza – większościowa do Senatu dała ludziom Wałęsy 99 na 100 mandatów. Osoby umieszczone na liście krajowej musiały otrzymać ponad 50 procent głosów. Mieczysław Rakowski dostał 8 milionów głosów i nie wszedł do Sejmu. To samo spotkało Kazimierza Barcikowskiego.
Wielokrotnie mówił pan, że Okrągły Stół był jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Polski, ale dzisiejsza młodzież nie ocenia go tak jednoznacznie pozytywnie.
Dzieje się tak, ponieważ Okrągły Stół jest oceniany pogardliwie przez część rządzących.
Dużo piliście w trakcie obrad?
Pito raczej w gronach zaprzyjaźnionych. Raczej czystą wódkę, a w moim kręgu robotniczym nie stroniliśmy od spirytusu.
A ilu mieliście agentów po stronie solidarnościowej?
Nie mam pojęcia.
Niech pan nie żartuje…
Moim zdaniem nie miało to wpływu na przebieg obrad. PZPR straciła wtedy więcej niż powinna, a Solidarność uzyskała więcej niż powinna. Program społeczny zapisany przy stole został potem całkowicie zarzucony przez wprowadzenie planu Balcerowicza, za czym – niestety – zagłosował cały klub PZPR.
Rozmawiał Hubert Biskupski
Polecany artykuł: