- Chorwacja doświadczyła znacznych podwyżek cen usług i towarów po wprowadzeniu euro w styczniu 2023 roku, co skłoniło chorwacką prasę do ostrzegania Bułgarii przed "scenariuszem chorwackim".
- Bułgaria, po przyjęciu euro 1 stycznia, również odnotowała wzrost cen, w tym 33% wzrost ceny chleba i niemal dwukrotny wzrost cen niektórych plastikowych pojemników.
- Eksperci bułgarscy uspokajają, że styczniowy wzrost cen jest sezonowy, a zaokrąglenia cen po wprowadzeniu euro mieszczą się w granicach poniżej 1%.
- Bułgarskie władze prowadzą masowe kontrole i nakładają kary do 51 tys. euro za nieuprawnione podwyżki, aby zapobiec spekulacjom cenowym
Bułgaria powtarza "chorwacki scenariusz". Ceny rosną po wejściu do strefy euro
Obawy o nieuzasadniony wzrost cen po przyjęciu wspólnej waluty okazały się słuszne. W pierwszych tygodniach po przejściu na euro w Bułgarii zaobserwowano skokowe podwyżki, co przypomina sytuację z Chorwacji, która dołączyła do strefy euro 1 stycznia 2023 roku. Wtedy również wielu przedsiębiorców, głównie z sektora usług, wykorzystało moment zmiany waluty do zaokrąglenia cen w górę, co odczuli zarówno mieszkańcy, jak i turyści. Przed "chorwackim scenariuszem" Bułgarów przestrzegał m.in. chorwacki dziennik "24sata", który, jak informuje portal Interia, określił sytuację nad Adriatykiem jako "poważne ostrzeżenie" - czytamy w portalu Interia.
Jakie są przykłady spekulacyjnych podwyżek cen w Bułgarii i Chorwacji?
W mediach społecznościowych i prasie szybko pojawiły się konkretne przykłady obrazujące skalę problemu. W Chorwacji głośno było o filmie amerykańskiej turystki, która pokazała leżak plażowy za 40 euro, pod którego etykietą kryła się stara cena – 40 kun. Interia informuje, że biorąc pod uwagę kurs wymiany (ok. 7,5 kun za 1 euro), oznaczało to ponad siedmiokrotną podwyżkę. Dziennik "Slobodna Dalmacija" pisał z kolei o 100-procentowym wzroście cen owoców sezonowych, takich jak wiśnie czy figi.
Teraz podobne mechanizmy obserwowane są w Bułgarii. Regionalny portal marica.bg, cytowany przez Interię, stwierdza, że "nadeszła fala spekulacji", a ceny niektórych produktów w zaledwie kilka dni wzrosły o 30 proc. Szokującym przykładem jest bochenek chleba tureckiego Simit (300 g), którego cena w jednej z dużych sieci handlowych skoczyła z 0,89 lewa (0,46 euro) 31 grudnia 2025 roku do 1,19 lewa (0,61 euro) już 2 stycznia 2026 roku. Oznacza to wzrost o 33 proc. Bułgarska telewizja Nova informuje także o kaloszach, które zamiast 49,99 lewa kosztują teraz 49,99 euro, co jest praktycznie podwojeniem ceny.
Co na to eksperci i rząd? Bułgaria zapowiada kontrole i wysokie kary
Mimo wyraźnych sygnałów o spekulacjach, część ekspertów tonuje nastroje. Władimir Iwanow z Państwowej Komisji Giełd Towarowych i Rynków w rozmowie z telewizją Bulgaria ON AIR przekonywał, że wzrost cen ma charakter sezonowy, ponieważ "styczeń to najdroższy miesiąc". Dodał również, że na razie nic nie wskazuje na tendencyjny wpływ strefy euro na rynek, a ewentualne zaokrąglenia mieszczą się w granicach 1 proc. - cytuje portal.
Rząd bułgarski nie zamierza jednak czekać na rozwój wypadków. W kraju trwają masowe kontrole w sklepach i sieciach handlowych, prowadzone przez Krajową Agencję Skarbową oraz Komisję Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Inspekcje potrwają do końca stycznia, czyli przez cały okres obowiązkowego podawania podwójnych cen. Za nieuzasadnione podwyżki cen po wprowadzeniu euro w Bułgarii grozi kara w wysokości do 100 tys. lewów (około 51 tys. euro). Jak informuje Interia, do końca grudnia wykryto 65 nieprawidłowości i nałożono grzywny o łącznej wartości 45 tys. lewów (ok. 23 tys. euro).
