Jesteśmy morskim państwem. Jednak na na morzu oraz mniej się liczymy

2022-01-17 16:57
statek, morze, flota
Autor: Andrzej Bęben

Mamy sporej długości wybrzeże, kilka liczących się w Europie portów morskich. „Polska, jako jedno z państw nadmorskich wykorzystuje jak najlepiej potencjał wynikający z położenia poprzez realizację Zintegrowanej polityki morskiej UE, która dotyczy wszystkich dziedzin związanych z morzem i jego zasobami” – czytamy w „Roczniku Gospodarki Morskiej 2021”. „Jak najlepiej” wcale nie znaczy „bardzo dobrze”.

I to wynika jasno z analizy statystki zamieszczonej w tym wydawnictwie. Porównaliśmy kilka danych pokazujących, że „dobrze już było”. Za punkty porównania wzięliśmy początek III Rzeczypospolitej – 1990 r. oraz ostatni rok uwzględniony w wspomnianym „Roczniku…”, czyli 2020 r. Na początku w flocie transportowej mieliśmy pod polską banderą 247 jednostek. Teraz mamy ich 95. Dziś wiele polskich statków pływa pod tzw. tanimi banderami. W roku 1990 polskie statki przewiozły 28 477 tys. ton, a w 2020 r. – 8135 tys. ton ładunku. Dawno temu polskie stocznie plasowały się w światowej czołówce. W 1990 r. było to już wspomnieniem, ale wówczas zwodowano 35 jednostek (o łącznej wyporności 134 tys. DWT – jest to jednostka określająca maksymalną nośność jednostki wyrażoną w tonach). Trzy dekady później – 8 statków (łącznej wyporności „Rocznik…” nie podaje. Charakterystyczne jest, że największymi statkami (takimi, które mogą zabrać najwięcej ładunku), które powstały w naszych stoczniach był budowane na przełomie 1990/1991 r. cztery masowce (każdy po 165 tys. DWT nośności). Znacznie dłuższy był „made in Poland” kontenerowiec, pływający dziś pod banderą liberyjską, „Cathrine Rickmers” zbudowany w 2002 r. (296 m), ale miał „tylko” 58 tys. DWT nośności.

Morze kojarzy się także z rybołówstwem. W 1990 r. na stanie polskiej floty rybackiej było 1321 jednostek (w tym 77 dalekomorskich). 30 lat później – 823 (2). Do tego doliczyć należy 441 kutrów rybackich (w 1990) i 124 w roku 2020. Połowy ryb i bezkręgowców morskich (chodzi m.in. o słynne kryle) wyniosły w 1990 r. 430 tys. ton, a 30 lat później już tylko 191 tys. Gdy w 1920 r. otrzymaliśmy z niepodległością skrawek dostęp do morza (147 km, teraz mamy 581), mieliśmy pod banderą 70 kutrów (44 należały do obywateli polskich niemieckiej narodowości). Złota era rybołówstwa, tak blisko-, jak i dalekomorskiego przypadła na lata 70. XX w. Wtedy nasza flota dalekomorska zapuszczała się pod Antarktydę, a w połowie kryla, zwanego czasem „krewetką dla ubogich”, zajmowaliśmy 3. miejsce w świecie. W szczytowym okresie rybę i kryla łowiono, na wszystkich morzach i oceanach, ze 140 jednostek. A w rybołówstwie dalekomorskim pracowało ok. 40 tys. osób.

Dobre lata w taje materii mamy za sobą. Z różnych powodów, nie tylko ekonomicznych, ale i politycznych. Jak powiadają Czesi „to se ne vrati”. I tylko czasem można się zdziwić, że Czesi mają w swoich sklepach rybnych większy wybór niż jest w naszych. Dziwne? Bo Czesi nie mają dostępu do morza? Na mapie a i owszem. W rzeczywistości dzierżawili/dzierżawią nadbrzeża w Hamburgu i Szczecinie. Polska ma cztery porty morskie o podstawowym znaczeniu dla gospodarki narodowej. Są to: Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Świnoujście. I o ile ze stanem floty i rybołówstwa jest jak jest, to z wykorzystaniem tych portów jest bardzo dobrze. W 2020 r. przeładowano w nich 103,8 mln t ładunków, a w minionym 113,1 mln t. To najwyższy wynik w ich historii. O czym z nieukrywaną radością powiadomił (17 stycznia) wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk.

Sonda
Czy byłeś nad Morzem Bałtyckim?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze