- "Król cynku" zbudował potężne imperium przemysłowe, jednak jego testament zszokował całą rodzinę, zmieniając losy ogromnej fortuny.
- Zamiast krewnych, miliony talarów odziedziczyła 6-letnia sierota, Joanna Gryzik, wywołując bezprecedensową walkę o majątek.
- Odkryj, jak ta niezwykła decyzja ukształtowała historię śląskiego przemysłu i pozwoliła fortunie przetrwać aż do II RP!
Kiedy w lipcu 1848 roku umierał Karol Godula, na Górnym Śląsku zostawiał po sobie coś znacznie większego niż nazwisko. Zostawiał przemysłowe imperium. Kopalnie węgla i galmanu, huty cynku, ziemię oraz udziały w kolejnych przedsiębiorstwach. Człowiek, którego nazywano później „królem cynku”, doszedł do fortuny tak wielkiej, że jej rozmiary do dziś robią wrażenie.
A jednak najbardziej niezwykła transakcja w historii tego majątku nie odbyła się w gabinecie bankiera ani przy stole negocjacyjnym. Została zapisana w testamencie. Po śmierci Goduli okazało się, że ogromnego przemysłowego majątku nie odziedziczą jego krewni. Główną spadkobierczynią została Joanna Gryzik – uboga, niespokrewniona z przedsiębiorcą dziewczynka, która miała zaledwie sześć lat. Jedno nazwisko na kartce papieru wystarczyło, by dziecko znalazło się w centrum walki o jedną z największych fortun ówczesnego Śląska.
Karol Godula zaczynał od cudzych interesów. Skończył jako „król cynku”
Zanim pojawiły się miliony, były praca i przemysł, który na początku XIX wieku dopiero zmieniał Górny Śląsk. Godula zdobywał doświadczenie, zarządzając dobrami Ballestremów. Z czasem przestał być wyłącznie człowiekiem pracującym dla wielkich właścicieli i sam wszedł do przemysłowej elity.
Rozwijał interesy w cynku, kupował ziemię i prawa górnicze, inwestował w kolejne kopalnie. Jego majątek rósł również wtedy, gdy inni przedsiębiorcy nie radzili sobie z kryzysami. W chwili śmierci wartość fortuny Goduli szacowano na około 2 mln talarów.
Źródła podają imponującą skalę jego przemysłowego zaplecza: 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, trzy huty cynku oraz udziały w hucie „Karol”. Do tego dochodziły rozległe dobra ziemskie. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia zalicza fortunę Goduli do największych w historii Górnego Śląska. Nie miał jednak żony ani własnych dzieci. I właśnie dlatego po jego śmierci wszyscy musieli patrzeć na testament.
Sensacyjny testament „króla cynku”. Miliony dla 6-letniej sieroty
Joanna Gryzik nie pochodziła z przemysłowej arystokracji. Urodziła się w biednej rodzinie. Jej ojciec zmarł, gdy była mała, a dziewczynka trafiła pod opiekę Emilii Lukas związanej z domem Goduli. Z czasem sam przemysłowiec zainteresował się jej losem i zadbał o jej edukację. Nikt nie mógł jednak przypuszczać, jak daleko zamierza się posunąć.
Po otwarciu testamentu wyszło na jaw, że to właśnie Joanna ma odziedziczyć zasadniczą część jego imperium. Siostrzeńcom Goduli przypadły zapisy pieniężne w wysokości 200 tys. talarów, a pracownikom przedsiębiorcy przeznaczono 50 tys. talarów. Wielki biznes – kopalnie, huty i ziemia – miał jednak pozostać skupiony wokół małej dziedziczki.
W jednej chwili sześcioletnie dziecko znalazło się w sytuacji, w której niejeden dorosły przedsiębiorca mógłby stracić głowę. Była jedną z najbogatszych dziedziczek na Śląsku, ale nie mogła sama podpisać umowy, prowadzić kopalni ani zarządzać przedsiębiorstwem. Godula przewidział ten problem. Nad realizacją testamentu i interesami Joanny mieli czuwać wyznaczeni opiekunowie, wśród nich jego prawnik i przyjaciel Maksymilian Scheffler.
Krewni ruszyli do walki. Chcieli obalić testament
Bajka o „śląskim Kopciuszku” szybko przestała przypominać bajkę. Siostrzeńcy Goduli nie zamierzali łatwo pogodzić się z decyzją wuja. Źródła regionalne wskazują, że próbowali podważyć testament. W dokumencie znajdował się przy tym zapis, zgodnie z którym w razie bezpotomnej śmierci Joanny majątek miał ostatecznie przypaść rodzinie Goduli.
Wokół dziewczynki zaczęły narastać opowieści godne kryminału. W późniejszych przekazach pojawia się nawet historia o próbie otrucia Joanny. Tego elementu nie da się jednak traktować równie pewnie jak zapisów testamentowych – regionalne źródła przytaczają go jako opowieść, a nie bezspornie potwierdzony fakt. Wiadomo natomiast, że opiekunowie umieścili dziewczynkę u urszulanek we Wrocławiu i zadbali o jej dalsze wykształcenie.
Fortuna została obroniona. I wtedy wydarzyło się coś jeszcze ciekawszego: majątek, który można było roztrwonić w ciągu jednego pokolenia, zaczął rosnąć.
Z ubogiej dziewczynki stała się jedną z najbogatszych kobiet Śląska
W 1858 roku Joanna została nobilitowana przez króla Prus Fryderyka Wilhelma IV i otrzymała nazwisko von Schomberg-Godulla. W tym samym roku wyszła za Hansa Ulricha von Schaffgotscha, przedstawiciela starego śląskiego rodu. Tu łatwo byłoby napisać, że przemysłowa fortuna Goduli po prostu „przeszła” w ręce Schaffgotschów. Historia jest jednak ciekawsza.
Zachowane informacje o kontrakcie małżeńskim wskazują, że odziedziczony przez Joannę majątek miał pozostać jej wyłączną własnością. Nie była więc jedynie panną z ogromnym posagiem, której pieniądze przejął mąż. Sama pozostawała właścicielką fortuny. A fortuna nadal pracowała.
W Szombierkach powstała nowoczesna kopalnia „Hohenzollern”. Joanna i Hans Ulrich inwestowali także w infrastrukturę związaną z przemysłem, a na początku XX wieku uruchomiono koksownię „Gotthard” w Orzegowie.
W 1905 roku rodzinny biznes przekształcono w spółkę z kapitałem 50 mln marek. Według opracowania dotyczącego Joanny Schaffgotsch niemal cały kapitał należał właśnie do niej. Dziewczynka, która dostała niespodziewany spadek, przez kilkadziesiąt lat stała się więc centralną postacią potężnego przemysłowego majątku.
Joanna umiera. Imperium Goduli zostaje
Joanna Schaffgotsch zmarła w 1910 roku. Nie doczekała powstania II Rzeczypospolitej. Jej mąż zmarł pięć lat później. Historia przemysłowej fortuny bynajmniej się jednak nie skończyła. I właśnie tutaj opowieść rozpoczęta testamentem z 1848 roku wchodzi w realia naszego cyklu „Afery II RP”.
Po I wojnie światowej mapa Europy została narysowana na nowo, a wraz z nią przecięto również górnośląskie imperia przemysłowe. Po plebiscycie, powstaniach śląskich i podziale Górnego Śląska część dawnych zakładów Schaffgotschów znalazła się po polskiej stronie granicy.
W styczniu 1922 roku powstała Godulla S.A. z siedzibą w Chebziu. Do spółki trafiła część majątku Schaffgotschów znajdująca się po stronie polskiej. Zachowany opis przedsiębiorstwa z 1923 roku pokazuje jego skalę: trzy zespoły szybów wydobywczych, koksownia, sześć cegielni, tysiące hektarów gruntów i 537 domów robotniczych oraz urzędniczych mieszczących około 3800 mieszkań. W zakładach spółki pracowało około 7200 osób. W samym 1922 roku trzy kopalnie wydobyły ponad 1,18 mln ton węgla. Nazwisko człowieka, który zmarł 74 lata wcześniej, nadal stało nad ogromnym biznesem.
Fortuna „króla cynku” została przecięta granicą II RP
Podział Śląska był czymś, czego Karol Godula nie mógł przewidzieć nawet w najbardziej drobiazgowym testamencie. Dawne zakłady jednego przemysłowego organizmu znalazły się po dwóch stronach nowej granicy. Po stronie polskiej utworzono Godulla S.A., natomiast część zakładów pozostała w Niemczech. Archiwalne materiały z 1922 roku obejmują nawet dokumentację dotyczącą wyceny majątku Godulla S.A. znajdującego się w Polsce.
Także koksownia „Gotthard” w Orzegowie, zbudowana jeszcze z inicjatywy Joanny i Hansa Ulricha, po przyłączeniu tych terenów do Rzeczypospolitej stała się częścią Godulla S.A. To właśnie tutaj historia prywatnej fortuny spotkała się z wielką polityką XX wieku. Najpierw majątek zmienił właściciela wskutek jednej z najbardziej sensacyjnych decyzji testamentowych na Śląsku. Później był rozbudowywany przez kolejne pokolenia. Wreszcie granica II RP przecięła przemysłowy organizm, którego fundamenty położył człowiek urodzony jeszcze w XVIII wieku.
Jedna decyzja ocaliła przemysłową fortunę
Historia Karola Goduli i Joanny Gryzik jest często opowiadana jak baśń: samotny milioner, biedna dziewczynka, testament i nagła fortuna. Ale za bajkową fasadą kryje się historia bardzo biznesowa. Godula nie pozostawił po sobie skrzyni złota. Pozostawił przedsiębiorstwo złożone z ziemi, praw górniczych, kopalń, hut i udziałów. Jego testament sprawił, że zasadnicza część tego majątku nie została od razu rozdrobniona pomiędzy krewnych.
Joanna zaś nie zakończyła historii jako dziewczynka, której po prostu „dostały się miliony”. Przemysłowe dziedzictwo zostało rozwinięte i weszło w XX wiek jako potężny biznes. Gdy po 1918 roku rodziła się II RP, część imperium stworzonego przez „króla cynku” znalazła się w jej granicach. Sześcioletnia sierota odziedziczyła fortunę. Ale prawdziwym fenomenem było to, że ponad siedem dekad później ta fortuna wciąż wydobywała węgiel, zatrudniała tysiące ludzi i pozostawała jednym z elementów przemysłowej potęgi Górnego Śląska.
