- Prezydent zablokował "Lex szarlatan", ustawę mającą chronić pacjentów przed pseudomedycyną, kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego, co wywołało ostrą reakcję resortu zdrowia.
- Minister zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta grzmią, podkreślając pilną potrzebę skutecznych narzędzi do walki z oszustami żerującymi na chorych, których państwo zostało pozbawione.
- Sprawdź, dlaczego prezydent podjął taką decyzję, co oznacza to dla walki z pseudomedycyną i jakie konsekwencje poniosą pacjenci.
Spór o lex szarlatan właśnie wszedł na nowy poziom. Prezydent Karol Nawrocki zdecydował o skierowaniu nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Oznacza to, że przygotowane przez rząd przepisy nie zaczną na razie obowiązywać. Decyzja wywołała mocną reakcję Ministerstwa Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca. Resort przekonuje, że nowe prawo miało przede wszystkim chronić chorych przed pseudomedycyną, dezinformacją oraz osobami oferującymi niesprawdzone terapie.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda nie zamierza jednak odpuszczać. Podkreśliła, że państwo potrzebuje skutecznych narzędzi pozwalających reagować, gdy choroba i strach pacjenta są wykorzystywane do zarabiania pieniędzy.
Sobierańska-Grenda reaguje. „Tych narzędzi zostaliśmy pozbawieni”
Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że nad ustawą pracowali lekarze, eksperci, organizacje reprezentujące pacjentów oraz Rzecznik Praw Pacjenta. Zdaniem resortu cel był jeden: zapewnić państwu możliwość skutecznej reakcji w sytuacjach, gdy pacjentowi oferowane są niebezpieczne lub niesprawdzone metody zamiast właściwego leczenia.
Pacjent ma być bezpieczny, a państwo ma mieć narzędzia, żeby stanąć po jego stronie. I właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni – stwierdziła cytowana w komunikacie MZ Jolanta Sobierańska-Grenda.
Minister zaznaczyła, że przekaz przygotowanych przepisów miał być jednoznaczny: państwo nie powinno tolerować zarabiania na ludzkiej desperacji, oferowania niesprawdzonych terapii ani odciągania chorych od właściwego leczenia. Według Sobierańskiej-Grendy człowiek szukający pomocy w trudnym momencie powinien mieć dostęp do rzetelnej informacji i bezpiecznego leczenia, a nie pozostawać bezbronny wobec manipulacji. Szefowa resortu zapowiedziała jednocześnie dalszą walkę o takie rozwiązania. – I tej ochrony będziemy się domagać – podkreśliła.
Dlaczego Karol Nawrocki skierował „lex szarlatan” do TK?
Pałac Prezydencki przedstawia jednak zupełnie inną ocenę problemu. Zastrzeżenia Karola Nawrockiego dotyczą nie samej potrzeby walki z niebezpiecznymi praktykami pseudomedycznymi, lecz części narzędzi, które miały zostać zastosowane.
Prezydent wskazał m.in. na mechanizm nakładania kar i możliwość ich wykonywania jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sądu. Według prezydenta mogłoby to prowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorca poniósłby nieodwracalne konsekwencje, zanim jego sprawa zostałaby ostatecznie oceniona przez sąd. Wątpliwości dotyczą więc m.in. prawa do skutecznej obrony i sprawiedliwego procesu.
Ministerstwo Zdrowia odpowiada, że lex szarlatan nie miało być ustawą wymierzoną w zwykłych przedsiębiorców. Jak tłumaczy resort, firmy oferujące np. zioła czy masaże nie miały być objęte regulacjami tylko z tego powodu. Problem zaczynałby się wtedy, gdy ktoś przypisywałby takim metodom zdolność leczenia ciężkich chorób lub przekonywał pacjenta do rezygnacji z właściwej terapii.
Co właściwie miało zmienić „lex szarlatan”?
Zakres przygotowanej przez rząd ustawy był szeroki. Nowe przepisy miały dać Rzecznikowi Praw Pacjenta możliwość znacznie szybszej reakcji na niebezpieczne praktyki. Chodziło m.in. o wydawanie publicznych ostrzeżeń, nakazywanie natychmiastowego wstrzymania szkodliwej działalności oraz stosowanie wysokich kar w przypadku naruszania zbiorowych praw pacjentów.
Sama definicja praktyk pseudomedycznych miała obejmować m.in. udzielanie przez osoby niewykonujące zawodu medycznego świadczeń stwarzających ryzyko uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia, a nawet śmierci. Regulacja dotyczyła także oferowania metod diagnostycznych lub leczniczych, które nie są świadczeniami zdrowotnymi, jeśli pacjent byłby wprowadzany w błąd co do ich rzeczywistych właściwości.
Szczególną ochroną miały zostać objęte najbardziej wrażliwe grupy i najpoważniejsze przypadki. Ustawa przewidywała zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych m.in. przy diagnostyce i leczeniu dzieci, chorób onkologicznych, ciężkich chorób nieuleczalnych oraz zaburzeń psychicznych. To właśnie te przepisy miały – zdaniem ich autorów – uderzyć w osoby, które obiecują ciężko chorym skuteczne leczenie bez odpowiednich podstaw medycznych.
Rzecznik Praw Pacjenta nie kryje rozczarowania. Padły mocne słowa
Jeszcze ostrzej niż Jolanta Sobierańska-Grenda zareagował Bartłomiej Chmielowiec. Rzecznik Praw Pacjenta poinformował w mediach społecznościowych, że decyzję prezydenta przyjął „z głębokim smutkiem i niezrozumieniem”. Chmielowiec ocenił, że w sporze o nowe przepisy „silniejszy okazał się nacisk środowisk pseudomedycznych”. Jego zdaniem brak nowych regulacji oznacza więcej przestrzeni dla osób prowadzących niebezpieczną działalność oraz dla – jak ich określił – „medycznych oszustów”. RPP przekonuje, że konsekwencje poniosą przede wszystkim sami chorzy. Zdaniem Chmielowca państwo powinno mieć możliwość szybkiego reagowania w sytuacji, gdy ktoś wykorzystuje chorobę, strach czy nadzieję pacjenta dla własnego zysku. Rzecznik zapowiedział również, że będzie nadal zabiegał o rozwiązania pozwalające skuteczniej przeciwdziałać takim nadużyciom.
To nie koniec „lex szarlatan”. Prezydent szykuje własne przepisy
Skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego nie oznacza końca prac nad regulacjami dotyczącymi pseudomedycyny. Karol Nawrocki zapowiedział bowiem własną inicjatywę legislacyjną. Jak poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, prezydencka wersja lex szarlatan ma przewidywać wprowadzenie nowego rodzaju przestępstwa – nakłaniania do podejmowania niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. W najpoważniejszych przypadkach sankcje miałyby być bardzo surowe. Jeżeli takie działanie doprowadziłoby do śmierci pacjenta, proponowana kara mogłaby wynosić nawet 15 lat więzienia.
Spór nie dotyczy więc już tego, czy państwo powinno walczyć z pseudomedycyną, lecz tego, jakie dokładnie narzędzia może stosować i gdzie powinna przebiegać granica między ochroną pacjenta a prawami osoby lub firmy, wobec której prowadzone jest postępowanie.
Na rozstrzygnięcie rządowego projektu trzeba będzie poczekać na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zapowiadają dalszą walkę o przepisy, które ich zdaniem pozwolą skuteczniej chronić chorych przed niebezpiecznymi praktykami.
