Po cichu mogą ci zabrać dom

2007-08-07 20:28 Dariusz Kucharski

Urzędnicy mogą zabrać dom każdemu, nie informując o tym właściciela nieruchomości. Jeżeli on sam się nie upomni o odszkodowanie, nie dostanie ani złotówki.

Od niedawna obowiązują nowe przepisy ustawy o wywłaszczeniach pod budowę dróg. O tym, do jakich dramatów mogą doprowadzić, przekonała się Alicja Z.-S. z Łodzi.

Jej dom stoi na trasie jednej z budowanych w Łodzi dróg, która prowadzi do powstającej właśnie fabryki firmy DELL. Ta inwestycja to oczko w głowie miejskich urzędników. Skoro trzeba było wybudować dojazd do fabryki, to go po prostu wybudowali. Nie przeszkadzało im, że droga przechodzi przez sam środek działki pani Alicji. Wywłaszczyli całą rodzinę kobiety z nieruchomości nawet jej o tym nie informując.

- O całej sprawie dowiedziałam się, gdy zobaczyłam, że pod mój dom podjeżdża ciężki sprzęt budowlany - mówi pani Alicja. - Na początku w urzędzie wszyscy mnie zbywali. Dopiero gdy napisałam pismo, odpowiedzieli, że przez moją nieruchomość będzie biegła droga, zostanie też wybudowane rondo. Stracę dużą część działki, a w 2013 roku zostanie mi odebrany także dom.

- Dlaczego sama musiałam dowiadywać się, co urzędnicy planują zrobić z moją własnością?! - oburza się kobieta.

O wywłaszczeniach nieruchomości pod budowę dróg urzędnicy informują jedynie poprzez ogłoszenia w prasie i karteczki wywieszane na tablicy ogłoszeń w magistracie.

- Jesteśmy zmuszani do codziennego kupowania gazet i przeglądania ogłoszeń - denerwuje się pani Alicja.

Urząd, który odebrał nieruchomość, nie ma też obowiązku wypłacać za nią odszkodowania. Zrobi to dopiero, gdy osoba wywłaszczona złoży odpowiedni wniosek.

- Takie przepisy są zawarte w ustawie o realizacji inwestycji drogowych - przyznaje Aleksandra Mioduszewska z Zarządu Dróg w Łodzi. - Nie musimy informować osobiście właścicieli nieruchomości o wywłaszczeniach.

Prawnicy, którzy zainteresowali się sprawą, mówią, że ustawa nadaje się do Trybunału Konstytucyjnego.

- Własność to rzecz święta. Państwo ma prawo ją odebrać, ale powinno to robić w cywilizowany sposób - mówi mecenas Maria Wentland-Walkiewicz.

Przepisy się zmieniły

Nowe przepisy o wywłaszczeniach weszły w życie w grudniu ubiegłego roku. Do tamtej pory właściciel nieruchomości, który miał zostać wywłaszczony, był osobiście o tym informowany przez odpowiednie urzędy. Mógł odwoływać się od tych decyzji do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Przysługiwało mu też odszkodowanie.

Nowe przepisy zniosły obowiązek bezpośredniego informowania właściciela posesji. - Obecnie, jeżeli nie dowie się o tym, że straci nieruchomość z ogłoszenia w gazecie albo na tablicy ogłoszeń właściwego urzędu, to z góry stoi na straconej pozycji - tłumaczy mecenas Maria Wentland-Walkiewicz. - Dzień opublikowania ogłoszenia jest równoznaczny z rozpoczęciem procedur. Gdy minie ustawowy 30-dniowy termin, decyzja się uprawomocnia. Po tym czasie nie ma możliwości odwołania się od decyzji o wywłaszczeniu.

Można zaskarżyć

Piotr Kładoczny, Helsińska Fundacja Praw Człowieka:

- Te przepisy powinien zbadać Trybunał Konstytucyjny. Nie może być bowiem tak, że właściciel nieruchomości jest zmuszany do przeglądania ogłoszeń, bo jeżeli tego nie zrobi, to straci swoją własność.

Dopóki te przepisy obowiązują - jeżeli dowiemy się o prawomocnej decyzji o wywłaszczeniu - możemy zwrócić się do sądu o tzw. przywrócenie terminu, a potem skorzystać z prawa do zaskarżenia decyzji. Jeżeli jednak sąd nie zgodzi się na przywrócenie terminu, pozostaje nam jedynie skarga na polskie państwo do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.