Spis treści
Renesans wielkiej płyty?
Na szczęście wyświechtana narracja, w myśl której budownictwo wielkopłytowe, prefabrykowane nadaje się tylko do lamusa, odchodzi w przeszłość. Miliony budynków, które powstały w Polsce w epoce PRL daje dach nad głową rzeszom Polaków, którzy niekoniecznie chcą zamieniać swoje lokale na te, które powstają w standardzie deweloperskim w budownictwie współczesnym.
Wiemy już, że straszenie Polaków rozpadem bloków z wielkiej płyty nie przynosi efektów, a ludzie coraz częściej decydują się zakup mieszania zbudowanego w prefabrykacji wielkopłytowej. Co się na to składa? Na pewno interesujące rozkłady (często lepsze niż w standardzie deweloperskim), zielone i otwarte osiedla, bogatsze w infrastrukturę społeczną niż osiedla współcześnie budowane, lokalizacja, przemawiają za renesansem zainteresowania - niegdyś wzgardzoną - wielką płytą.
Oczywiście nie powinniśmy zamykać oczu na wiele mankamentów i braków, jakie w tego rodzaju budownictwie się znajdują. Są to m.in. brak wind w budynkach do 4 pięter, utrudnienie we własnej aranżacji i zaprojektowaniu układu przestrzennego lokalu w niektórych typach bloków, nie zawsze solidne wykończenie i materiały, jakie zostały użyte przy budowie w PRL, akustyczność. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość - w III RP przez lata bloki były sukcesywnie modernizowane, przez co rozmaite mankamenty zostały względnie uładzone bądź naprawione.
Innym argumentem, stojącym za koniecznością zainteresowania wielką płytą, jest fakt, że w blokach tego rodzaju mieszka kilkanaście milionów Polaków i nic nie wskazuje na to, aby ten stan rzeczy miał się prędko zmienić. Jest to więc problem, który powinien znaleźć się w centrum troski naszych decydentów.
Niecodzienny konkurs
Portal Architektura&Biznes zauważył, że pewną "jaskółką", która może stanowić pozytywny przykład dla opinii publicznej, był konkurs architektoniczny, ogłoszony w lutym bieżącego roku podczas targów Budma w Poznaniu pod hasłem: „Budynki z wielkiej płyty na nowo – rewitalizacja części wspólnych z poprawą dostępności”.
Przed uczestnikami konkursu stanął wybór trzech poznańskich bloków z lat 70. i 80. (dwa zbudowane w systemie szczecińskim, jeden w systemie Rataje) - w tym dwa budynki jedenastokondygnacyjne (os. Kopernika i Orła Białego) oraz jeden czterokondygnacyjny (os. Chrobrego).
Jak tłumaczy przewodniczący sądu konkursowego, architekt Bartłomiej Bajon, celem było skupienie się na najważniejszej sprawie – dostępności w częściach wspólnych. Zgłoszono aż 49 projektów, a wyniki poznaliśmy 9 lipca. Konkurs pokazał, że modernizacja wielkiej płyty nie musi oznaczać gigantycznych kosztów i skomplikowanych operacji budowlanych. Okazuje się, że istnieją proste, inteligentne rozwiązania, które można wdrożyć niemal od ręki.
Do udziału w konkursie zgłosiło się 105 chętnych, a w ostatecznym wyniku do jurorów trafiło 49 prac.
Nadzieja dla "więźniów czwartego piętra"
Najistotniejszy z punktu widzenia dostępności wydaje się problem tzw. "więźniów czwartego piętra". Chodzi o osoby niepełnosprawne, seniorów czy po prostu w inny sposób niezdolnych do pokonywania schodami czterech pięter swojego bloku, w którym nie ma windy.
Problem narasta od lat, a w 2026 roku jest już naprawdę palący. Starsi mieszkańcy bloków z wielkiej płyty, często żyjący w nich od młodości, stają się więźniami własnych mieszkań. Brak windy w czteropiętrowym budynku lub dźwig, który zatrzymuje się na półpiętrze, to dla wielu bariera nie do pokonania. Właśnie dlatego konkurs „Wielka płyta na nowo”, zorganizowany przez poznańskie oddziały Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa oraz Stowarzyszenia Architektów Polskich, budzi tak duże nadzieje. Architekci mieli za zadanie znaleźć realne i niedrogie sposoby na poprawę dostępności w budynkach z lat 70. i 80.
Zwycięski projekt to gotowy model dla Polski
Jury konkursowe szukało przede wszystkim pomysłów gotowych do masowego wdrożenia – skutecznych i ekonomicznie uzasadnionych. Pierwszą nagrodę zdobyła architekt Dominika Bednarek za koncepcję dla jedenastopiętrowego bloku, która idealnie wpisuje się w te kryteria. Jej pomysł rozwiązuje kluczowy problem, czyli windę dostępną dopiero po pokonaniu kilku schodów.
Na czym polega jej projekt? Jak wyjaśnia sama autorka, to „mocna decyzja projektowa w miejscu największej bariery”. Chodzi o przedłużenie szybu windy do poziomu zero i zamontowanie kabiny z drzwiami po obu stronach. Dzięki temu winda może zatrzymywać się zarówno na poziomie chodnika, jak i na wysokim parterze (półpiętrze). To proste rozwiązanie eliminuje największą przeszkodę dla osób z niepełnosprawnościami, rodziców z wózkami czy seniorów. Zwycięski projekt autorstwa Dominiki Bednarek to gotowy do wdrożenia model, który łączy głębokie zrozumienie potrzeb społecznych z inżynieryjnym i ekonomicznym pragmatyzmem. Poza windą projektantka zaproponowała też szereg mniejszych, ale ważnych usprawnień: wygodne pochwyty na klatce schodowej, miejsce na wózki i rowery w miejscu dawnego zsypu czy szerokie zadaszenie z ławką przed wejściem.
Recepta na przyjazne osiedla
Choć oczywiście windy, z uwagi na największe potrzeby, były w centrum uwagi, nagrodzone prace pokazały, że modernizacja może przynieść znacznie więcej korzyści. Portal Architektura&Biznes wskazuje, że projekt, który zdobył drugie miejsce, autorstwa zespołu w składzie: Gabriela Majdańska, Łukasz Król, Błażej Krakowski i Przemysław Sioma, poza rozwiązaniem problemu windy, proponuje estetyczną rewolucję. Architekci zaprojektowali m.in. dobudowę pionu, który nie tylko powiększa istniejące loggie, ale też pozwala na montaż paneli fotowoltaicznych i aktywizację dachu jako przestrzeni wspólnej.
Z kolei największym wyzwaniem były niskie, czteropiętrowe bloki bez wind. Tu nagrodzono projekt Dymitra Ignatiuka i Moritza Lehnera, którym udało się wkomponować w bryłę budynku kompaktową „wieżę” z windą. Inne wyróżnione prace pokazały, jak w strefie wejściowej wygospodarować miejsce na rowerownię, wózkownię czy automaty paczkowe. Okazuje się, że nawet niewielkie zmiany, jak postawienie ławki przed wejściem, stworzenie półprywatnych ogródków czy lepsze oświetlenie, radykalnie podnoszą komfort i bezpieczeństwo mieszkańców. Te pomysły udowadniają, że przemyślana modernizacja może „uczłowieczyć” bloki z wielkiej płyty, czyniąc je miejscami bardziej przyjaznymi do życia.
Czas na decyzje
Konkurs dostarczył gotowych recept, ale co z tego wyniknie? Organizatorzy nie chcą, by przedstawione pomysły zostały tylko na papierze. Następnym krokiem ma być stworzenie „księgi dobrych praktyk” – praktycznego poradnika dla spółdzielni mieszkaniowych i zarządców nieruchomości w całej Polsce. Jak podkreślał architekt Bartłomiej Bajon, materiał przygotowany przez SARP ma pokazać, że zmiany są możliwe i wcale nie muszą być drogie.
W dyskusji pokonkursowej wybrzmiało dobitnie, że projekt dotyczy tylu milionów ludzi w całym kraju, że warto stworzyć i wydać prospekt z dobrymi praktykami opartymi na najlepszych pracach. SARP ma przygotować taki materiał, który mógłby być propagowany zarówno wśród mieszkańców, jak i zarządców spółdzielni - powiedział Przewodniczący Bartłomiej Bajon.
Teraz piłka jest po stronie decydentów. Bez systemowego wsparcia finansowego nawet najlepsze projekty pozostaną w sferze marzeń. Potrzebny jest czytelny program dofinansowania, który zachęci spółdzielnie do działania. To zadanie dla agend rządowych odpowiedzialnych za mieszkalnictwo. Czas ucieka, a pokolenie, które wprowadzało się do tych bloków w latach 70., starzeje się w oczach. Dalsze zwlekanie oznacza, że problem „więźniów czwartego piętra” będzie dotyczył coraz większej liczby obywateli, podczas gdy skuteczne i proste rozwiązania są już na stole.