SuperBiz opinie Inwestycje alternatywne mogą ochronić majątek

Inwestycje alternatywne mogą ochronić majątek

12.03.2016, godz. 10:48
whisky alkohol
foto: EAST NEWS

Inwestycje alternatywne w Polsce nadal uchodzą za ciekawostkę, a dla odważniejszych inwestorów za interesującą niszę. Jednak mogą uratować majątek w czasach kryzysów, czy tąpnięć na giełdzie i są podstawowym źródłem dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

Rynek inwestycji alternatywnych rozwija się w szybkim tempie. Do portfela aktywów dołączają coraz to nowe dobra inwestycyjne, jak  znaczki pocztowe, surowce typu kakao czy sztuka ulicy. Już niewielki udział tego typu aktywów w portfelu inwestycji może znacznie zmienić jego charakter i ograniczyć przede wszystkim negatywny wpływ rynków finansowych. Dywersyfikacja portfela umożliwia ograniczenie strat w momentach kryzysowych, nadaje mu stabilności, a często, przy trafionych inwestycjach, pozwala uzyskać stopę zwrotu trudną do powtórzenia klasycznymi metodami. Sam trend inwestowania w alternatywne aktywa nabiera znaczenia i staje się coraz popularniejszy, co widać w rosnących wolumenach transakcji, zwiększającego się zapotrzebowania na usługi typu private banking oraz wzrastającemu popytowi na dobra luksusowe, związane z alternatywnymi metodami lokowania kapitału. Należy się ich więc nauczyć, a żaden kryzys nie będzie nam straszny.

Zobacz także: Kulis rankingu 100 najbogatszych Polaków według Forbesa

Alternatywne aktywa, w które inwestujemy, nie przynoszą stałych dochodów, czy to w formie dywidendy, jak akcje, czy odsetek, jak obligacje. Co nie znaczy, że przynoszą dużych zwrotów – np. w przypadku sztuki wzrost wartości może wynosić kilka tysięcy w skali roku. Alternatywne inwestycje są długoterminowe, czas działa na ich korzyść. W najgorszym wypadku pozwalają ochronić kapitał przed inflacją albo zrekompensować skutki dekoniunktury na rynkach finansowych. Wielką zaletą jest to, że wartość przedmiotów, w które inwestujemy, jest odporna na polityczne i ekonomiczne kryzysy, spekulacje rynkowe czy błędy bankierów.

Szlachetność trunków popłaca
Wino, oprócz celów konsumpcyjnych, miało przez lata rolę kolekcjonerską. Jednak z roku na rok rośnie zainteresowanie inwestycjami w ten szlachetny trunek. Cieszące się najwyższą renomą wina są produkowane we Francji, szczególnie w regionie Bordeaux i te mają największe znaczenie przy budowie indeksów, opisujących inwestycyjny rynek wina. Ponadto cenione są inne francuskie regiony: Burgundia, Rhône, Alzacja i Szampania, oraz pojedyncze gatunki z innych krajów. Cena wina zależy od marki, klasy jakościowej, wielkości produkcji, miejsca pochodzenia, rocznika zbioru winogron i wieku. Certyfikat Institut National des Appellations d’Origine we Francji gwarantuje zachowanie wysokich standardów, a szanujące się marki są produkowane przy zachowaniu ścisłej kontroli. Wina rangi inwestycyjnej, Premiers Crus, przeważnie pochodzą z regionu Bordeaux.

Sytuację na rynku wina określają indeksy platformy inwestycyjnej London International Vintage Exchange, w skrócie Liv-Ex. Mimo że za pośrednictwem tej giełdy przeprowadzana jest ledwie co dziesiąta transakcja, zmiany jej indeksów są dla wielu inwestorów podstawowym źródłem oceny stanu rynku. W ostatnich trzech latach notowania spadały, m.in. ze względu na spadek zamówień z Chin, które są trzecim największym konsumentem win francuskich.

Wino możemy kupić na różne sposoby. Pierwszy to kupno wina na rynku pierwotnym (en primeur), prosto od producenta i pozostaje w jego piwnicach, w warunkach zapewniających mu uzyskanie najlepszych cech. W ten sposób inwestor wchodzi w jego posiadanie, zanim po dwóch latach trafi na rynek w butelkach. Najwygodniejsze jest jednak ulokowanie pieniędzy za pośrednictwem firm, wyspecjalizowanych w obrocie trunkami inwestycyjnymi. Otwierają nam indywidualne konta, ze zróżnicowanym progiem wejścia, zaczynającym się już od kilku tysięcy złotych. W naszym imieniu pośrednik kupuje wino liczone w skrzynkach i przechowuje w odpowiednich warunkach, zazwyczaj wynajmując do tego wyspecjalizowaną firmę magazynującą. Na każde życzenie możemy dokonać zmian w swoim portfelu — dokupić, sprzedać część lub całość czy nawet sprowadzić trunek do Polski. Kilka banków w ramach usług private bankingu, a także doradców finansowych, również oferuje możliwość inwestowania w wino. Jedno z polskich TFI miała swój fundusz inwestujący na tym rynku, który jednak nie spotkał się z większym zainteresowaniem i obecnie jest w fazie likwidacji.

Szkockie procenty
Wzrost wartości inwestycji o kilkaset procent na przestrzeni kilku ostatnich lat, to rezultat wyjątkowy. A że takie zwroty osiągają butelki whisky, to nic dziwnego, że w ostatnich latach coraz popularniejsze stają się inwestycje w ten alkohol. Najwyższe ceny osiągają trunki typu single malt, stanowiące zaledwie 0,2% światowej produkcji whisky, i to one są przedmiotem inwestycji i obiektem aukcji, na których wylicytowywane są kwoty rzędu 630 tys. dolarów. Opłacalność inwestycji można porównać, konfrontując z wynikami indeksu szerszego rynku whisky Investment Grade Scotch (IGS) 1000, śledzącego ceny tysiąca butelek o największym potencjale inwestycyjnym, publikowanego przez specjalistyczną firmę doradczą ze Szkocji Whisky Highland.

Czytaj również: Portfel XXI wieku. Najlepsze aplikacje i technologie do płatności mobilnych

Indeks ten wciągu trzech lat wzrósł o ponad 100 proc., a z kolei IGS 100, ceny 100 najlepszych butelek trunku od początku 2008 roku do końca lipca tego roku wzrosły średnio o 440 procent. Te wartości pokazują pokazują, jak związane są inwestycje alternatywne z koniunkturą na klasycznych rynkach finansowych – marsz w górę rozpoczyna się w 2008 r., czyli roku wybuchu kryzysu. Z powodu o wiele gorszej koniunktury niż dzisiaj,  w latach 80. ubiegłego wieku wiele destylarni zamknęło działalność, pozostawiając po sobie zapasy trunku w beczkach, co niektóre mające po kilkadziesiąt lat. Obecnie zapasy topnieją w oczach, a inwestorzy czasami walczą zawzięcie o kosztowne i zyskowne trunki.

Hotel w kawałkach
Jeśli chcemy zarabiać zarazem na nieruchomościach i turystyce, to takim rozwiązaniem jest inwestycja w w condohotel. Inwestor uzyskuje udział w hotelu albo apartamentowcu, w atrakcyjnej turystycznie miejscowości i zarabia na wynajmie pokoi czy całych mieszkań. Budynek plasuje się w segmencie premium, także jeśli chodzi o standard wykończenia i status lokalizacji. Udziałowiec condohotelu zarabia bądź na samodzielnym wynajmie, bądź na zleceniu tego operatorowi, w zamian za udział w zyskach czy miesięczną rentę, będącą procentem rynkowej wartości lokalu. Może też z niego korzystać sam. Każdy właściciel ponosi koszta wspólne działania budynku. W Polsce obiekty condohotelowe powstają głównie nad morzem – na Mierzei Helskiej, w Gdańsku, Kołobrzegu czy Międzyzdrojach, bądź w co bardziej atrakcyjnych okolicach, położonych nad jeziorami, czy w górach (Zakopane, Szklarska Poręba).

Kruszec i monety
Jeszcze na początku poprzedniej dekady inwestycje w złoto polegały wyłącznie na zakupie sztabek i monet. Wzrost zainteresowania tym cennym kruszcem to kwestia ostatniego dziesięciolecia. Rozwinęły się i powstały nowe instrumenty finansowe oparte na złocie, a szczególnie silnym katalizatorem był ostatni kryzys finansowy. Tradycyjnie kupowało się złote sztabki lub monety, które mają dwa warianty – bulionowe i kolekcjonerskie. Te pierwsze są produkowane bez limitów, zatem ich wycena jest ściśle powiązana z ceną srebra. W przypadku tych drugich wartość rośnie z czasem, bowiem ich liczba jest stała – na pewno nie zwiększy się nigdy, a kolekcjonerzy niechętnie pozbywają się ciekawych egzemplarzy.

Oprócz fizycznych inwestycji w złoto, można zainwestować w dokumenty i instrumenty finansowe na nich oparte. Przykładem są certyfikaty złota, będące dokumentami stanowiącymi dowód własności złota przechowywanego w skarbcu. Można je zamienić na gotówkę po aktualnej cenie rynkowej lub zabrać złoto. Istnieją też fundusze naśladujące notowania rynkowe złota, których udziały są notowane na giełdach ( ETF). Możemy zainwestować też w fundusze inwestycyjne, które lokują kapitał w akcje producentów złota, instrumenty pochodne i inne związane aktywa. Znajdziemy je w ofercie wielu renomowanych instytucji, jak: Franklin Templeton, Black Rock, Merrill Lynch, a w Polsce - Investor Gold FIZ.

Wartość sztuki
Są trzy podstawowe metody inwestowania na rynku sztuki. Pierwsze polega na kupowaniu dzieł, które szybko i z nawiązką będzie można sprzedać. Takie podejście wymaga dużych nakładów, refleksu w zakupach i bardzo dobrej orientacji i intuicji, co wiąże się zazwyczaj z korzystaniem z kosztownych usług doradców inwestycyjnych. Drugie ogranicza się do nabywania dzieł sztuki artystów młodych bądź nieodkrytych, w dużych ilościach, z nastawieniem statystycznym: któreś "nazwisko"- np. 1 na 15 - musi zaskoczyć i wówczas nakłady się zwrócą. Jest to dość popularne podejście na polskim rynku, nawet na aukcjach największych domów aukcyjnych w Polsce jest wiele obrazów czy rzeźb, których kwoty nie przekraczają 500 zł.

Sprawdź także: „Indeks niewiedzy" Polaków. O czym wiemy naprawdę, a co nam się tylko wydaje

Po kilku latach, przy łucie szczęścia osiągają kwoty rzędu 10 - 20 tysięcy zł, co jest zwrotem zadowalającym inwestora, który nie dość, że dzięki temu sponsoruje inne zakupy, to jeszcze może pochwalić się zyskiem. Często taka forma inwestowania ma charakter hobbystyczny. I trzecie - polega na kupowaniu dzieł, które inwestorowi przede wszystkim się podobają. Kierowanie się własnym gustem wymaga od inwestorów dużej odwagi, ponieważ hamuje ich obawa, że zakupy będą nietrafione. Polski rynek sztuki szacuje się na 350 mln zł.

Wyobraźnię rozpalają ceny uzyskiwane przez obrazy młodego polskiego malarza, Wilhelma Sasnala, które już w poprzedniej dekadzie przekroczyły milion złotych. Jeszcze wyższe kwoty inwestorzy zapłacili za instalację fotograficzną "Naziści" Piotra Uklańskiego - 600 tys. funtów czy tryptyk malarski Romana Stańczaka, który sprzedał się za 760 tys. funtów. Takie sprzedaże mają jednak miejsce na aukcjach zagranicznych. Polskie rekordy i tak wypadają blado w porównaniu z globalnymi rekordami, w których ceny nierzadko przekraczają 100 mln dolarów, a rekord bezwzględny to 250 mln dolarów.

Samochody zabytkowe
Z definicji za model klasyczny uważa się taki, którego wiek przekroczył 30 lat. Polska stała się istotnym rynkiem wschodzącym dla tego samochodów i coraz częściej można spotkać inwestorów, którzy są w stanie przeznaczyć ponad 200 tys. zł na jedno, zabytkowe auto. Inwestycje w samochody klasyczne są dawno ugruntowane na rynkach zagranicznych, przede wszystkim Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania, a do opisania zjawiska wykorzystuje się dwa indeksy – brytyjski HAGI oraz amerykański Hagerty, mające też wiele wariacji, opartych np. o konkretne modele Ferrari czy Porsche. Powstają na bazie transakcji dokonywanych na rynku, co najciekawsze są to indeksy prywatne, nieregulowane przez żadną instytucję, co dobrze oddaje niepubliczny charakter rynku.

Wartość pojazdu rośnie z biegiem czasu i zależy od popytu na dany model. Decydują o nim takie czynniki, jak: marka, wiek, stan techniczny, unikatowość, a także to, że stare samochody często kupuje się bez zamiaru ich zbycia, co ogranicza ich podaż i podnosi cenę. Potencjał wzrostu cen jest duży, a egzemplarz egzemplarzowi nierówny. Wartość może być związana z osobą, do której należał samochód wcześniej, np. do papieża, głowy państwa, czy Elvisa Presleya. Unikatowe, zabytkowe modele są nie tylko inwestycją kapitałową, lecz również umacniają prestiż wśród ludzi zamożnych. Zabytkowe samochody są niczym dzieła sztuki.

Wybierz swoją drogę
Pierwsze wyjście, to powierzyć inwestowanie w ręce wyspecjalizowanych firm, które w naszym imieniu będą lokowały nasze pieniądze i później nimi zarządzały, w porozumieniu z nami i na nasze zlecenie. Czasami wymaga to składowania towaru i to w specjalnych warunkach, jak w przypadku win czy whisky, czasami stajemy się posiadaczami certyfikatów, poświadczających nasz udział we własności, ale fizycznie nie musimy niczym operować, ani niczego składować.

Drugie wyjście to skorzystanie z usługi private banking, świadczonej przez dość dużą cześć banków. Różnica polega nie tylko w jakości i kompleksowości obsługi, ale dla ogółu klientów jest to próg wejścia, od jakiego można stać się klientem bankowości prywatnej. To zazwyczaj kwoty rzędu miliona złotych. Co można dostać w zamian? Obsługa klienta w ramach private banking jest szczególnie zindywidualizowana.

Trzecie - to działać na własną rękę. To wymaga dużo wiedzy, odwagi i refleksu, ale też przynosi największe zyski.

Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: