SuperBiz opinie Kulisy pracy stewardess [CZĘŚĆ II]

Kulisy pracy stewardess [CZĘŚĆ II]

10.06.2017, godz. 13:01
Stewardessy
foto: shutterstock

Praca stewardess to jedna z tych, która wiąże się z ciągłym podróżowaniem, co wiele kobiet chętnych, by zwiedzić świat przekonuje do rekrutacji na stanowisko do linii lotniczych. Duże pieniądze, noclegi w drogich hotelach, praca dwie godziny dziennie, bo przecież tyle z reguły trwa lot – to tylko początek długiej listy mitów, które z codzienną pracą stewardessy nie mają za wiele wspólnego. O kolejnych nieprawdziwych informacjach na temat zawodu w przestworzach opowiada nam pracownica linii Ryanair, która zatrudniona jest tam od marca 2015 roku.

Mit pierwszy: wysokie zarobki
Dlaczego młode, wykształcone kobiety, z reguły bardzo atrakcyjne decydują się na prace stewardessy? To oczywiste – powodem tego są gigantyczne pensje. Oczywistość nie ma jednak nic wspólnego z rzeczywistością, bowiem stewardessy nie zarabiają wcale 5 tys. euro miesięcznie. W tanich liniach lotniczych – szczególnie. To bzdura, a pensja plasuje się często na poziomie kilku tysięcy. Na początku drogi uzyskanie kwalifikacji wiąże się natomiast z wydatkami i to nie małymi – trzeba zapłacić m.in. za kurs przygotowawczy, który kosztuje 2,5 tys. euro i na dodatek przygotować się na długie i trudne egzaminy.

Zobacz również: Kulisy pracy stewardessy [CZĘŚĆ 1]

Mit drugi: klienci wszystko już wiedzą o lataniu
Polaków, którzy podróżują za granicę jest coraz więcej – to fakt. Takich, którzy mogą sobie na to pozwolić, nie zaciągając przy tym pożyczek – również. Jednak takich, którzy mają pojęcie o podróżowaniu – mniej. Do tego dochodzą jeszcze nieprzyjemne sytuacje, w których np. pasażer proszony o kartę pokładową zaczyna narzekać, że po raz kolejny musi ją wyciągać, a gdy proszony odpowiada na to: „25 E", podając swój numer miejsca, zamiast tego, dokąd leci... stewardessy chciałyby móc czasem wybuchnąć. Zamiast tego grzecznie tłumaczą po raz setny to samo i pytają o kierunek podróży. Często okazuje się wtedy, że „wszystkowiedzący" podróżnik nie doleciałby nawet tam, gdzie zakłada, że leci.

Mit trzeci: pasażerowie lecący na wakacje są milsi niż zwykle
Wydawać by się mogło, że turysta to człowiek z reguły pozytywnie nastawiony do życia. Czekają go przynajmniej przez kilka kolejnych dni same przyjemne rzeczy: wolne, brak przymusowego wstawania rano do pracy, zwiedzanie, poznawanie nowych ludzi, a przy tym wszystkim być może promienie słońca i ładna pogoda. Jednym słowem – relaks. Jak mówią jednak dziewczyny pracujące w liniach lotniczych, ludzie być może z natury lubią narzekać na wszystko, a być może są jeszcze bardziej zestresowani niecodzienną sytuacją niż zwykle. To w efekcie sprawia, że pasażerowie potrafią nakrzyczeć na stewardessy już przy wejściu do samolotu: samolot spóźniony, trzeba wchodzić po schodach, za późno podjechał autobus. Powodem do narzekania jest również brzydka pogoda, i warto o to oskarżyć stewardessę!

Zobacz także: Wspólny bilet na kolei już od września

Mit czwarty: skoro latałem samolotem setki razy to na temat zachowania w kabinie wiem już wszystko
Dziwne sytuacje są zazwyczaj związane z przypadkami medycznymi. Ludzie wychodzą z założenia, że skoro latali już setki razy to na ten temat wiedzą już wszystko. Nie obserwują, kiedy obsługa pokazuje podstawowe czynności zapięcia pasów czy obsługi kamizelki ratunkowej. Kiedy już dzieje się coś poważnego, np. ktoś dostanie ataku padaczki, wtedy zamiast zachować spokój i słuchać poleceń obsługi – sieją panikę dodatkowo utrudniając ratowanie chorego.

Załoga zanim podejmie pracę, przechodzi 6-tygodniowe szkolenie m.in. z tego, jak zachować się w samolocie. Musi nauczyć się tzw. „biblii stewardess", czyli książki, która zawiera wszystkie czynności opisane po angielsku wraz z procedurami technicznymi czy budową samolotu. W każdej chwili musi wiedzieć, jak zachować się, by najwyższe standardy bezpieczeństwa były zachowane. Dlatego ci, którzy śpią, słuchają muzyki czy przeszkadzają innym podczas prowadzenia prezentacji czynności ratowniczych w samolocie powinni być według zaprzyjaźnionej stewardessy karnie wydalani z samolotu. „Lepiej dolecieć później i bezpiecznie, niż wcale" – wyznaje zasadę.

Sprawdź również: Jest rekordowa cena za dzieło sztuki! Obraz Matejki znalazł nabywcę

Mit piąty: Polacy to najgorsi pasażerowie w Europie
Polacy upijają się w przestworzach, śmiecą, krzyczą, klaszczą, kiedy pilot ląduje, co jest totalnym obciachem. Wszystko komentują i nie potrafią się zachować. To stereotyp, bo jak mówi nam zaprzyjaźniona stewardessa, zwykle rodacy nie robią problemów, współpracują i można się z nimi dogadać. Według niej znacznie gorsi są obcokrajowcy, szczególnie Azjaci, którzy potrafią zostawić po sobie absolutny „śmietnik", jakby nie wiedzieli po co stewardessa przechodzi z workiem na odpadki. Włosi z kolei próbują zawsze wejść ze zbyt dużą liczbą pakunków, wszędzie to upchnąć (pod fotel, do półek, które się nie domykają itd.) i jeszcze przy tym wykłócają się o ilość bagażu.

Nadal największym problemem Polaków jest jednak język angielski – część zna go bardzo dobrze, szczególnie osoby młode, ale całkiem spora część osób próbuje wytłumaczyć coś po polsku, denerwując się, że steward obcej narodowości niczego nie rozumie. Nie pomagają prośby, aby przeszła na angielski, rosyjski czy jakikolwiek inny język znany osobie z obsługi. W sytuacji kryzysowej załoga jest zobligowana do tego, by wydawać komendy po angielsku. Co wtedy, gdy podróżujący nie rozumieją łatwych zwrotów w stylu „leave your luggage", „run"? Zagraża to życiu pozostałym i opóźnia ewakuację całego pokładu.

Mit szósty: stewardessa to kelnerka, która podaje jedzenie w samolocie i sprząta
Wszyscy ci, którzy traktują stewardessy jak kelnerki, sprzątaczki czy „panie od obsługi" powinni zastanowić się nad tym, kto odpowiedzialny jest za ich życie w przestworzach. Kto pomoże im, gdy samolot będzie musiał awaryjnie lądować? Stewardessa nie tylko odpowiada za procedury, które w najdrobniejszym szczególe musi spełnić, ale też za życie swoje, załogi, a przede wszystkim pasażerów. Jej brak zimnej krwi może spowodować, że z samolotu, który musi lądować na morzu czy losowo wybranych polu nikt nie przeżyje. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dosłownie i w przenośni.

Czytaj koniecznie: Jak dzisiejsi millenialsi szukają pracy?

Mit siódmy: praca jest łatwa, lekka i przyjemna i trwa tyle, co lot
Jeśli ktoś sądzi, że praca stewardessy polega na obsłudze pasażerów w samolocie, a kiedy lądujecie na miejscu może spokojnie udać się do hotelu - jest w dużym błędzie. Zmiana zaczyna się od przyjścia na lotnisko minimum godzinę wcześniej przed pierwszym odlotem, wypełnieniem papierów, odprawy załogi przez pilota, kierownika stewardess i kolejno: szykowanie kabiny do lotu, sprawdzanie sprzętu, sprzątanie – te czynności muszą trwać maksymalnie do 25 minut, bo inaczej lot i każdy kolejny będą opóźnione. Spóźnienia to także problemy i pisanie raportów, tłumaczenie się, dlaczego załoga nie wykonała obowiązków na czas.

Stewardessy pracują także 365 dni w roku – oficjalnie wolne jest jedynie 25 grudnia – pozostałe dni, takie jak Wielkanoc, święta, Sylwester latają tak, jak w każdym normalny dzień. Kolejnym minusem według dziewczyny pracującej w Ryainarze są ogromne problemy z otrzymaniem urlopu – jeśli chce się wziąć dzień wolny dużo wcześniej trzeba pisać podania, które muszą być uwzględnione przez irlandzką agencję pracy. Część pensji pobiera także za pośrednictwo pracy, a zagraniczny kontrakt to wciąż nie to samo, co polska umowa o pracę.

Kolejnym minusem jest fakt, że organizm w związku z licznymi podróżami po prostu się buntuje. Puchnięcie nóg, żylaki, problemy z kolanami – to standardy tej pracy. Nie można oddawać krwi, ponieważ zbyt mało jest czasu na regenerację. Do tego dochodzi płaca tylko za godziny spędzone w powietrzu, nie za samo przygotowanie czy sprzątanie, a jedynie za czas od zamknięcia drzwi kabiny do samolotu do ponownego otwarcia. Praca jest zmianowa: 5 dni pracy na rano, 3 dni wolne, 5 dni pracy na popołudnie i 3 dni wolne. W trakcie 5 dni pracy można latać lub mieć „standby", czyli dyżur w domu, w trakcie którego i tak nie można nigdzie się ruszyć, ponieważ jeśli zadzwoni telefon to w ciągu godziny trzeba być na lotnisku gotowym do lotu. Stąd stwierdzenie, że praca stewardess to życie na walizkach w zupełności nie mija się z prawdą.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: