SuperBiz opinie Dr Jekyll i Mr Hide: Prezesi nie pasujący do wzorca [GALERIA]

Dr Jekyll i Mr Hide: Prezesi nie pasujący do wzorca [GALERIA]

11.02.2017, godz. 15:00
Kontrowersyjni prezesi
Grzegorz Ksepko foto: Materiały prasowe

Opinię publiczną w Polsce wzburzył ostatnio przypadek wicepezesa Energi, Grzegorza Ksepko, który zainicjował zawierzenie losów firmy Energa, giganta energetycznego Opatrzności Bożej. A kilka lat temu śpiewał obrazoburcze piosenki i grał na gitarze w metalowym zespole. Takich prezesów - ekscentryków, dla których zaskakująca wolta to nic takiego, a uwagę przyciągają nie tylko sukcesami, ale głównie kontrowersyjnym zachowaniem, jest w biznesie coraz więcej.

Jeden z popularnych portali informacyjnych cytuje modlitwę wiceprezesa Energi ds. korporacyjnych Grzegorza Ksepko, podczas mszy "składającej los" spółki:

Mam nadzieję, że nie zabraknie nam tego boskiego prądu na naszej drodze, tego bożego światła. I że nasza firma będzie się rozwijać, będzie bezpieczna, będzie chroniona Bożą pomocą, pomocą wszystkich świętych, także św. Michała Archanioła, do którego żeśmy się tutaj przed chwilą modlili.

Dla kontrastu przywołuje jego słowa sprzed kilku lat, tym razem wykrzykiwane ze sceny podczas koncertu:

Będziemy walczyć i zdobywać. Niszczyć wszystkich słabych. Bo ich Bóg umarł na darmo. Cieślo – nie zatrzymasz nas. Umarłeś na darmo. Czcijcie złotego cielca.

Można ironizować, jak praca dla publicznej spółki zmienia człowieka, albo wytykać oportunizm wiceprezesowi Ksepko. Jednak dzisiaj wyróżnić się z ogółu biznesmenów, nawet tych odnoszących sukcesy, nie jest łatwo. A wiceprezes Ksepko nie jest w biznesie człowiekiem nowym: ma 40 lat i choć w Enerdze jest od lutego, to wcześniej pracował m.in. w kancelarii Andrzeja Zwary, do niedawna prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej.

Furorę jako rockman zrobił też Wojciech Balczun, dawny prezes PKP Cargo. Uważany jest za człowieka, który uczynił z niej wielce dochodową spółkę, perłę polskich kolei. Obecnie zarządza ukraińskimi kolejami, ale swojej pasji muzycznej nie wypierał się nigdy . Po zakończeniu kariery w PKP Cargo 4 lata temu nagrał płytę ze swoim zespołem Chemia i podpisali kontrakt ze znaną brytyjską agencją koncertową The Agency Group, reprezentującą m.in. Pink Floyd.

ZOBACZ TEŻ: [REPRYWATYZACJA] Co po Jakubie R.? [KOMENTARZ, WIDEO]

Były prezes PKP Cargo nigdy nie potwierdził plotek, że dlatego po blisko dekadzie opuszcza zarząd narodowego przewoźnika, by właśnie poświecić się karierze muzycznej. Ale pytany przez onet.pl, Wojciech Balczun odpowiadał:

Każdy facet w wieku średnim przeżywa odlot. Jeden kupuje motor, drugi porsche, trzeci zaczyna hodować gołębie, a ja nagrywam płyty.

Pomimo wyjątkowej otwartości na różne prądy religijne i poświęcenia dla muzyki, polskim prezesom i tak daleko do prezesów z Zachodu, choćby Wysp Brytyjskich. Słynny już brytyjski biznesmen Richard Branson stał się pomnikowym symbolem "wyluzowanego" prezesa. To on pierwszy publicznie nie tylko ogłaszał, że poświęca się nietypowym - jak na prezesów wielkich firm - pasjom, jak sporty ekstremalne, ale również zaczął je uprawiać na oczach ludzi. Stał się nie tylko zaprzeczeniem typowego prezesa, który unika rozgłosu, zgodnie z maksymą: "pieniądze lubią ciszę", ale poszedł dwa kroki dalej. Jego ekscentryczność na pokaz stałą się główną osią kampanii marketingowych, niezależnie od tego, czy chodziło o wielkie sklepy z płytami, książkami, gazeta i inną rozrywką, czy o start podniebnych linii, wożących pasażerów z kontynentu na kontynent, czy inicjajcję programu komercyjnych lotów w kosmos. Richard Branson się twarzą każdego kolejnego biznesu spod znaku Virginu, a jego dynamiczny i wydawałoby się mało odpowiedzialny - jak na prezesa gigantycznej grupy biznesowej - styl zarządzania jest wkomponowany w drapieżność i odwagę kolejnych przedsięwzięć miliardera.

Od świata liczb, tabel, wyników i czelendżów, ale i korporacyjnych wartości, wydaje się być odległy Michael O'Leary. Prezes Ryanaira, wielkiego sukcesu biznesowego, szczególnie ceniony za wymyślenie rewolucyjnego modelu biznesowego, który zmienił świat pieniędzy. Ale takie "elementy" układanki biznesowej, jak pracownicy, czy klienci, nie są zdaniem O'Leary'ego przesadnie godne szacunku. Możemy zacytować tylko kilka jego bon motów: "jedyna :wyjątkowość: naszych pracowników jest taka, że generują w bilansie firmy najwyższe koszty", "myślę nad stojącymi miejscami w samolotach - podczas katastrofy ryzyko śmierci jest takie same, jak dla siedzących" i "osoby otyłe powinny płacić za tyle miejsca, ile zajmują."

ZOBACZ TEŻ: 100 tys. zł do wygrania w konkursie właściciela sieci Biedronka

O'Leary jest świadom, jaki rozgłos wywołują jego krzykliwe zagrywki. Ale to kolejny etap transformacji etosu prezesów, z dystyngowanych i solidnych pod każdym kątem dżentelmenów, przez wiecznych nastolatków, jak Richard Branson, po osoby łamiące ustalony porządek, w tym relacje biznesowe i zasady budowy wizerunku. Prezes Ryanaira jest wyznawcą teorii "nie ważne jak mówią - ważne że mówią!", więc jego wydawałoby samobójcze komentarze, obrażające klientelę Ryanaira, to tak naprawdę darmowa reklama. Słowa irlandzkiego biznesmena wydrukują wszystkie brukowce na Wyspach, a czytają je ... pasażerowie samolotów. Aktualni i przyszli.

Skuteczność w biznesie O'Leary'ego jest co najmniej równa ekscentryczności jego słów i zachowania. Przepracował sześć lat jako audytor w amerykańskim gigancie usług doradczych i finansowych KPMG, który uchodzi za wzór profesjonalizmu i obsługi klienta, a podobno w koledżu w Dublinie nie chciało mu się nawet zdawać matury. Szeroki rozgłos wśród menedżerów wysokiego szczebla dała mu umowa, jaką wynegocjował z właścicielem linii Tony'm Ryanem. Zastrzegł sobie, że jeśli Ryanair przekroczy pułap 2 milionów funtów przychodu - on zgarnia jedną czwartą zysku!

Ekscentryczność głównych rozdających świata biznesu zależy oczywiście od strefy kulturowej. Zawierzenia biznesu mocom i siłom nadprzyrodzonym, w tym raz jednym, raz drugim, jak w przypadku menedżera z Trójmiasta, nie byłoby niczym szokującym w Rosji, Brunei, czy Iranie, co nie zmienia faktu, że w tych krajach znajdziemy bajecznie bogatych biznesmenów. A z drugiej strony zachowania O'Learego czy Bransona w Chinach, czy Arabii Saudyjskiej by nie przeszły, a próbujący tak zaistnieć biznesmen zostałby uznany za klauna.

Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: