SuperBiz opinie Śmigłowce dla wojska muszą być produkowane w Polsce [WYWIAD]

Śmigłowce dla wojska muszą być produkowane w Polsce [WYWIAD]

10.10.2016, godz. 18:15
PZL Mielec
Śmigłowiec S-70 Black Hawk foto: PZL Mielec

Redaktor naczelny superbiz.pl Hubert Biskupski rozmawia z Bartoszem Kownackim, wiceministrem obrony narodowej o śmigłowcach, jakie chce kupić polska armia i o nadużyciach w zbrojeniówce. Pojawia się też temat Misiewicza i sierot po Caracalach.

Podczas dzisiejszej wizyty w zakładach lotniczych w Mielcu oraz w Świdniku, pani premier zapowiedziała, że śmigłowce dla naszej armii będziemy kupować w zakładach, które produkują je w Polsce. Skąd taka decyzja?

Przede wszystkim wynika to ze względów bezpieczeństwa państwa oraz ze względów ekonomicznych.

Czyli?

Musimy mieć absolutną pewność, że w sytuacji konfliktu, czy też zagrożenia konfliktem otrzymamy zamówione śmigłowce, a te uszkodzone będziemy mogli naprawić. A taką gwarancję daje nam tylko to, że śmigłowce będą produkowane i serwisowane w Polsce. Mamy w Polsce trzy fabryki, w Świdniku, Mielcu i Łodzi. Być może powstaną kolejne. Warto zatem wykorzystać ten potencjał.

A jakie będą z tego korzyści ekonomiczne?

Nowe miejsca pracy, dodatkowe wpływy podatkowe, zlecenia dla podwykonawców. Uwzględniając wszystkie te korzyści, finalnie otrzymujemy produkt tańszy nawet o połowę od tego produkowanego w całości za granicą.

Wspomniał pan o miejscach pracy. Bardzo dużo będzie jednak zależało od tego, czy śmigłowce będą w Polsce produkowane, czy też tylko montowane.

Tak zaawansowany produkt, jakim jest śmigłowiec dla wojska rzadko kiedy jest produkowany tylko w jednym kraju. Istotne jest jednak to, w jakiej części ta produkcja będzie odbywała się w Polsce. Gdyby to było tylko ok. 5 procent, to mówimy o montowni. Gdyby jednak to było kilkadziesiąt procent, czy też jak czasami ma miejsce ponad 50 proc., to my jak najbardziej jesteśmy tym zainteresowani.

Minister Antoni Macierewicz zapowiedział dzisiaj, że do końca roku Wojska Specjalne otrzymają pierwsze śmigłowce typu Black Hawk produkowane w Mielcu, a jego optymizm w tej kwestii wynika z rozmowy jaką odbył z prezesem zakładów. Biorąc pod uwagę, że negocjacje w tej sprawie mają się dopiero zacząć, czy nie jest to przedwczesna deklaracja?

Absolutnie nie. To tak naprawdę jest zaproszenie kontrahentów do rozmów. Wszystkich kontrahentów, także tych ze Świdnika.

Przecież w Świdniku Black Hawków nie produkują.

Ale produkują Głuszce oraz AW 149, które są bardzo interesujące dla polskiej armii. Produkują też podzespoły dla śmigłowców morskich, którymi będziemy zainteresowani. Powtórzę jeszcze raz , jesteśmy otwarci na wszystkich producentów ze wszystkich krajów.

Ile Black Hawków kupimy i w jakiej cenie?

Jest zbyt wcześnie, żeby o tym mówić. To wszystko będzie kwestią negocjacji.

ZOBACZ TEŻ: PZL-Mielec vs PZL-Świdnik. Czym różnią się ich śmigłowce [SPRAWDZAMY]

Do końca roku zostały niespełna trzy miesiące. Niewiele.

Proszę pamiętać, że kupienie nie znaczy dostarczenia wyprodukowanego sprzętu. Do końca roku bez problemu powinniśmy zakończyć procedurę.

Rozumiem, że deklaracja ministra obrony o chęci zakupu Black Hawków dla Wojsk Specjalnych oznacza ostateczne odejście od dotychczasowej koncepcji – jedna platforma śmigłowcowa dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych?

Gdybyśmy byli krajem wielkości Słowenii, to jedna platforma dla śmigłowca byłaby elementem koniecznym z punktu widzenia ekonomicznego. Byłaby po prostu opłacalna. W polskiej armii potrzebujemy ok. 200 śmigłowców. A żeby opłacało się serwisować sprzęt w Polsce wystarczy 20 maszyn. Nie ma zatem potrzeby, żeby wszystkie rodzaje sił zbrojnych używały takich samych śmigłowców. Pomijając liczne kontrowersje techniczne, z punktu widzenia ekonomicznego, nie była to dobra decyzja.

Czy macie państwo jakąś ofertę dla łódzkiego WZL, który może czuć się rozczarowany zakończeniem rozmów z Airbus Helicopters?

Ta oferta już jest. WZL są dla nas zakładami kluczowymi i mają obłożenie remontami śmigłowców do 2020 roku. Chcemy też realizować koncepcję, zgodnie z którą Łódź będzie Centrum kompetencyjnym. To oznacza, że bez względu na to, z którym z kontrahentów podpiszemy umowę, łódzkie zakłady będą miały konkretną ofertę serwisowania sprzętu.

Zmieńmy temat. Na posiedzeniu Sejmowej Komisji Obrony Narodowej przedstawił pan raport dotyczący nadużyć w Polskiej Grupie Zbrojeniowej do jakich dochodziło za poprzedniego zarządu. Zaznaczył pan, że to wierzchołek góry lodowej. Kiedy zatem dowiemy się jak w całości ta góra wygląda?

Z każdym dniem dowiaduję się nowych rzeczy. Ta sieć powiązań z politykami Platformy Obywatelskiej, czy innych partii, które wcześniej sprawowały władzę jest olbrzymia.

Przykłady, które pan podawał, horrendalnie wysokich zleceń, czy kontraktów reklamowych można nazwać kolesiostwem, ale chyba nie wypełniają jednak znamion przestępstwa.

Przykłady, które przedstawiłem były proste, bo miały dotrzeć do świadomości, miały pokazać skalę nieprawidłowości. Są jednak i takie bardziej skomplikowane. Jeśli ktoś wystawia fakturę bez pokrycia, jeśli ktoś zleca kupno maszyny firmie austriackiej o najniższym możliwym kapitale i ta firma upada i tej maszyny nie dostarcza, a nie ma możliwości ściągnięcia roszczeń, to można się zastanowić, czy to tylko niekompetencja, czy działanie przestępcze.

Kiedy należy się spodziewać konsekwencji raportu i zmian personalnych w PGZ spółkach zależnych?

Zmiany cały czas następują i będą kontynuowane. I chodzi również o osoby powołane już za naszej kadencji, bo nie wszędzie dzieje się dobrze, nie wszystkie osoby spełniają nasze oczekiwania. Nie chcę teraz wymieniać spółek, których będą one dotyczyły, ale bystry obserwator Sejmowej Komisji Obrony Narodowej szybko się zorientuje. Warto spojrzeć chociażby na Mesko, które jest przedmiotem naszego zainteresowania.

To na koniec pytanie o pana Bartłomieja Misiewicza. Jak z perspektywy czasu ocenia pan powołanie go do rady nadzorczej PGZ? Błąd?

Na pewno powinniśmy ją lepiej przygotować, lepiej uzasadnić. Ale co do meritum sprawy, nie mogę mieć zastrzeżeń. Fakty bronią pana Misiewicza. Znałem i znam bardzo wiele osób, które miały zdecydowanie mniejsze od niego doświadczenie w szeroko rozumianej obronności i zasiadały w radach nadzorczych przedsiębiorstw zbrojeniowych, w tym m.in. PGZ. Posiadanie dyplomu nie może być jedynym wyznacznikiem kompetencji. Może oczywiście być wskazówką, ale tylko wskazówką.
Naprawdę wolę kogoś, kto jest dobrze zorientowany w tym, co się dzieje w MON i jakie są oczekiwania resortu, niż absolwenta konserwatorium muzycznego, nawet ze zdanymi egzaminami do spółek skarbu państwa, który nie ma bladego pojęcia, o spółce, którą ma nadzorować, czy zarządzać. Z tego punktu widzenia pan Misiewicz był bardzo dobrym wyborem.

Rozmawiał Hubert Biskupski.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: