- Dominacja jednego podmiotu na polskim rynku informacji kredytowej.
- Konieczność zmiany prawa bankowego w celu dopuszczenia konkurencji.
- Porównanie do rynku brytyjskiego, gdzie działają trzy konkurujące firmy.
- Możliwość wykorzystania AI i szerszych danych do oceny zdolności kredytowej.
- Większe cyberbezpieczeństwo dzięki zróżnicowaniu baz danych.
Gdy starasz się o kredyt w Polsce, twoja historia finansowa trafia praktycznie w jedno miejsce. Cały system opiera się na dominacji jednego, głównego podmiotu, który gromadzi i przetwarza dane o naszych zobowiązaniach. Taka sytuacja sprawia, że nie ma prawdziwej konkurencji, a to odbija się na klientach. O tym problemie mówił ekspert do spraw rynku finansowego Marek Tatała podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Jego zdaniem źródło kłopotów nie leży w braku pomysłów czy technologii, ale w przestarzałych przepisach. Obecny model rynku opiera się na dominacji jednego podmiotu ze względu na ograniczenia zawarte w prawie bankowym, co skutecznie blokuje wejście na rynek nowym firmom.
Co to oznacza dla zwykłego człowieka? Przede wszystkim mniej innowacji i mniejszy wybór. Tatała zwraca uwagę, że w warunkach wolnej konkurencji mogłyby powstać zupełnie nowe narzędzia. Dzięki nim klienci mogliby dobrowolnie udostępniać dodatkowe dane, które pomogłyby w dokładniejszej ocenie ich sytuacji finansowej. Sztuczna inteligencja mogłaby analizować te informacje, oferując bardziej precyzyjny scoring. W efekcie banki miałyby mniejsze ryzyko, a klienci – szansę na lepsze warunki kredytu.
Wielka Brytania jako wzór. Jak konkurencja pomaga klientom?
Podczas gdy w Polsce tkwimy w systemie z jednym dominującym graczem, wystarczy spojrzeć na inne kraje, by zobaczyć, że może być zupełnie inaczej. Tatała jako przykład podał Wielką Brytanię, gdzie sytuacja jest o wiele korzystniejsza dla konsumentów. Tam o klienta walczą trzy duże, niezależne firmy.
Na przykład w Wielkiej Brytanii są trzy główne podmioty na rynku informacji kredytowej. Posiadają często bardzo podobne zbiory danych, ale mają różne modele scoringowe, można je porównywać, mają różne narzędzia do oceny sytuacji konsumentów.
To kluczowa różnica. Dzięki konkurencji na brytyjskim rynku informacji kredytowej klient ma wybór i może sprawdzić, która firma oceni jego zdolność kredytową najkorzystniej. To zmusza te podmioty do ciągłego ulepszania swoich usług i modeli analitycznych. Co więcej, brytyjski regulator myśli już o dalszym otwieraniu rynku, podczas gdy w Polsce wciąż stoimy w miejscu, zablokowani przez przepisy prawa bankowego.
Konieczne zmiany w prawie. Kto powinien nadzorować nowy system?
Żeby polski rynek informacji kredytowej mógł wreszcie zacząć działać na korzyść klientów, potrzebna jest interwencja polityków i zmiana prawa. Bez tego żaden nowy gracz nie będzie w stanie wejść do gry i konkurować o klienta. Tatała podkreśla, że to właśnie regulacje są dziś główną barierą. Co trzeba zrobić? Przede wszystkim otworzyć się na nowe podmioty, które mogłyby oferować alternatywne sposoby oceny zdolności kredytowej. Oczywiście pojawia się pytanie o bezpieczeństwo danych i nadzór. Ekspert ma na to gotową odpowiedź. Zaznaczył, że otwarcie rynku wymaga zmian ustawowych, a nadzór nad nowymi podmiotami i poziomem bezpieczeństwa mogłaby sprawować Komisja Nadzoru Finansowego.
Co ciekawe, więcej firm na rynku to nie tylko większa konkurencja, ale też większe bezpieczeństwo. Różnorodność baz danych to atut w czasach, gdy cyberataki stają się coraz powszechniejsze. Jak tłumaczy Marek Tatała:
...posiadanie różnych podmiotów z różnymi bazami danych jest pewnego rodzaju zaletą, bo pamiętajmy, że no Polska bywa ofiarą różnych cyberataków, więc takie zróżnicowanie ma też sens.
W ten sposób, zamiast jednej, centralnej bazy, która mogłaby stać się celem ataku, mielibyśmy kilka niezależnych systemów, co znacznie utrudniłoby zadanie hakerom.
Lepsza ocena zdolności kredytowej. Co zyskają klienci bez historii w BIK?
Jednym z największych absurdów obecnego systemu jest to, jak traktuje on osoby bez historii kredytowej. Banki często patrzą na takich klientów jak na osoby wysokiego ryzyka, chociaż brak pożyczek może świadczyć o finansowej ostrożności, a nie o problemach. Otwarcie rynku mogłoby to wreszcie zmienić, dając szansę na sprawiedliwą ocenę. Marek Tatała zwraca uwagę, że w erze cyfrowej mamy dostęp do ogromnej ilości danych, które dziś są zupełnie ignorowane. Według niego, uwzględnianie szerszych danych o wydatkach czy historii finansowej z zagranicy pozwoliłoby na bardziej sprawiedliwą ocenę zdolności kredytowej. Jako przykład podał własną sytuację – spłacony w terminie kredyt studencki w Wielkiej Brytanii jest dla polskiego systemu całkowicie niewidoczny. A przecież to cenna informacja o jego wiarygodności finansowej.
Dopuszczenie konkurencji i nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, pozwoliłoby analizować znacznie więcej niż tylko historię w BIK. To szansa dla młodych ludzi, freelancerów czy osób wracających z emigracji. Jak podsumował ekspert, potencjał jest ogromny, ale potrzebna jest wola polityczna.
...tych innowacji może być tutaj więcej, ale nie przekonamy się także o nich, jeżeli nie porozmawiamy poważnie o konkurencji, a to już jest także zadanie dla polityków, bo są tutaj regulacje, które tą konkurencję na rynku blokują.