W Luksemburgu zapadły decyzje dla przyszłości polskiego rybołówstwa. Ministrowie rolnictwa i rybołówstwa państw Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie limitów połowowych na Morzu Bałtyckim na 2027 rok.
Bruksela chciała "ściąć" limity
Komisja Europejska forsowała plan radykalnych ograniczeń. Urzędnicy z Brukseli domagali się drastycznego zmniejszenia tzw. przyłowów, czyli ryb, które trafiają do sieci przypadkowo podczas połowów innych gatunków. Propozycje były bezlitosne: cięcie o 88 proc. dla dorsza zachodniego, o 51 proc. dla dorsza wschodniego oraz o 45 proc. w przypadku śledzia zachodniego.
Polska od samego początku twardo mówiła "nie". Jak podaje PAP, nasz kraj sprzeciwiał się tym planom, walcząc o utrzymanie możliwości przetrwania dla rybaków operujących na Bałtyku.
Polska postawiła na swoim
Ostatecznie opór państw członkowskich przyniósł skutek. Unijni ministrowie odrzucili propozycje Komisji Europejskiej i zdecydowali, że żadnych dodatkowych obniżek nie będzie. Zgodnie z osiągniętym porozumieniem, w 2027 roku kwoty połowowe na te trzy kluczowe gatunki zostaną utrzymane na obecnym poziomie.
To oznacza, że czarny scenariusz kreślony przez unijnych urzędników nie wejdzie w życie, a stan posiadania rybaków zostanie zamrożony na poziomie z bieżącego roku. Sytuacja śledzia i dorsza w Bałtyku pozostaje tematem zapalnym, ale tym razem Bruksela musiała ustąpić przed argumentami państw członkowskich.