Spis treści
Maturalny biznes kwitnie w najlepsze
Już po majówce rusza maturalny maraton. Wyniki pojawią się 8 lipca i to właśnie wtedy zacznie się prawdziwy wyścig z czasem. Kto chce poprawić swój wynik, musi działać błyskawicznie. Najpierw wgląd do pracy, potem tylko dwa dni na złożenie wniosku o ponowne sprawdzenie. A później tylko stres, nerwy i czekanie.
I tu wchodzą „specjaliści od odwołań”. Za odpowiednio napisane pismo trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych. Dlaczego? Bo – jak mówią – trzeba znać kryteria oceniania i wiedzieć, jak przekonać egzaminatorów.
Dla tych osób to przepustka na studia
I coraz więcej uczniów decyduje się na „profesjonalną pomoc”, żeby zawalczyć o dodatkowe punkty - ustaliła Gazeta Wyborcza. Stawką często jest ich przyszłość na wymarzonych studiach.
Liczby robią wrażenie. W zeszłym roku aż ponad 80 tysięcy uczniów zajrzało do swoich prac, a niemal 5,5 tysiąca wyników zostało poprawionych.
Coraz więcej osób chce płacić za odwołania
W tym roku może być jeszcze goręcej. Do matury przystępuje tzw. „półtora rocznika”, więc chętnych do odwołań będzie znacznie więcej. A rynek usług rośnie jak na drożdżach.
Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Robert Zakrzewski, uspokaja: to nie błąd systemu. Ale egzaminatorzy mówią wprost, że pracy jest za dużo, a ludzi za mało.
"Jak sprawdza się setki prac, łatwo o pomyłkę" – przyznaje doświadczony egzaminator Artur Szymanek.