Spis treści
Sztuczna inteligencja zastąpi menedżerów w BMW
Niemiecki gigant motoryzacyjny ogłosił, że do połowy przyszłego roku zlikwiduje co piąte stanowisko menedżerskie. To część większego planu, który zakłada program dobrowolnych odejść i ma pomóc firmie obniżyć koszty oraz poprawić rentowność. Informacje o planowanej redukcji potwierdził w komunikacie prezes firmy Milan Nedeljkovic.
Niektóre działy zostaną połączone lub całkowicie zlikwidowane. A skoro znikną działy, niepotrzebni staną się też kierownicy, którzy nimi zarządzali. Firma nie ukrywa, że to właśnie AI zastąpi menedżerów i pozwoli na uproszczenie skomplikowanych struktur zarządczych, w tym redukcję o 20 proc. liczby stanowisk na poziomie starszych wiceprezesów - informuje Bloomberg.
BMW mówi o tym zaskakująco otwarcie, w przeciwieństwie do wielu firm, które boją się wskazywać AI jako przyczynę zwolnień.
Powszechne wykorzystanie systemów AI działających autonomicznie we wszystkich obszarach firmy będzie przełomem. Pozwoli zwiększyć sprawność i efektywność rozwoju, uprościć struktury i przyspieszyć podejmowanie decyzji
– ocenił dyrektor finansowy BMW Walter Mertl. Warto dodać, że zmiany dotkną nie tylko kadrę kierowniczą. Już w lipcu BMW porozumiało się w sprawie likwidacji około 8 tys. stanowisk biurowych w Niemczech. To blisko 5 proc. wszystkich pracowników koncernu na świecie.
Dlaczego BMW zaciska pasa i redukuje zatrudnienie?
Decyzja o zwolnieniach to reakcja na coraz trudniejszą sytuację, w jakiej znalazł się nie tylko niemiecki koncern, ale cała branża motoryzacyjna. Powodów jest kilka, a każdy z nich jest poważny.
Usprawniamy nasze struktury i bazę kosztową, aby sprostać coraz ostrzejszej konkurencji, która będzie kształtować tę branżę w nadchodzących latach
– tłumaczy w komunikacie prezes BMW, Milan Nedeljkovic. Największym wyzwaniem jest sytuacja w Chinach. Tamtejsi klienci coraz chętniej odwracają się od europejskich marek premium i wybierają samochody lokalnych producentów, takich jak BYD. To potężny cios dla BMW, dla którego rynek chiński od lat był kluczowy. Do tego dochodzą globalne napięcia, w tym konsekwencje konfliktu na Bliskim Wschodzie, które również wpływają na koszty i łańcuchy dostaw.
Wszystko to odbija się na finansach. Choć do tej pory BMW radziło sobie lepiej niż wielu konkurentów, ostatnie prognozy są alarmujące. W czerwcu koncern zszokował inwestorów, ostrzegając, że jego marża operacyjna w segmencie motoryzacyjnym może w tym roku spaść nawet do 1 procenta. To dramatyczny spadek, który zmusza zarząd do szukania oszczędności, gdzie tylko się da – a redukcja etatów jest jednym z najszybszych sposobów na cięcie kosztów.
Nowy prezes, nowa strategia. Jak BMW chce wrócić na szczyt?
Za sterami BMW od maja stoi nowy prezes Milan Nedeljkovic, i to właśnie on firmuje ten trudny plan naprawczy. Zwolnienia i wdrożenie AI to jednak tylko część jego strategii. Oszczędności szuka się wszędzie. Koncern na przykład zrezygnował z udziału w prestiżowym salonie samochodowym w Paryżu, tłumacząc to „zmianą priorytetów”. To jasny sygnał, że liczy się teraz każde euro.
Najważniejsze zmiany dotyczą jednak samych samochodów. Nedeljkovic zamierza mocno przebudować ofertę modelową, by lepiej trafiać w gusta klientów na kluczowych rynkach. W Chinach, gdzie lokalna konkurencja rośnie w siłę, BMW musi dostosować swoje auta do preferencji tamtejszych kierowców. To nie wszystko. W planach jest też wprowadzenie nowego, podstawowego modelu elektrycznego w Europie oraz dużego, luksusowego SUV-a skrojonego specjalnie pod rynek amerykański.
Cel jest jasny: odbudowa rentowności. BMW zapowiedziało, że chce wrócić do długoterminowej marży operacyjnej na poziomie 8-10 proc. na początku przyszłej dekady. Po drodze, w 2028 roku, koncern spodziewa się osiągnąć pośredni poziom 3-5 proc., co pokazuje, jak długa i trudna droga czeka firmę. Wszystkie te działania, włączając w to bolesną redukcję zatrudnienia w BMW, mają sprawić, że marka znów stanie się synonimem nie tylko luksusu, ale i finansowego sukcesu.