- Najniższe od 15 lat zapasy gazu w magazynach Unii Europejskiej.
- Wzrost cen gazu przekładający się na wyższe o 20% ceny prądu w Polsce.
- Ryzyko powrotu wyższej inflacji i możliwych podwyżek stóp procentowych.
- Nadzieja na uspokojenie sytuacji po ewentualnym końcu wojny w Iranie.
Puste magazyny gazu w Europie. Dlaczego jest tak źle?
Zbliża się jesień, a magazyny gazu w całej Unii Europejskiej są zapełnione średnio w 65 procentach. To brzmi dramatycznie, dopóki nie spojrzymy na dane z poprzednich lat. Rok temu, o tej samej porze było to 78 proc., a średnia z ostatniej dekady to aż 82 proc. Mamy do czynienia z najniższym poziomem zapasów od 15 lat. Najgorzej jest w Niemczech, gdzie magazyny świecą pustkami – ich zapełnienie nie przekracza nawet połowy.
Skąd ten problem? To efekt kilku czynników. Po pierwsze, wiele firm energetycznych, zwłaszcza niemieckich, grało na czas. Wszyscy liczyli, że trwająca od miesięcy wojna w Iranie wreszcie się zakończy, a dostawy taniego gazu z Kataru zostaną wznowione. Czekano z zakupami tak długo, aż zrobiło się za późno. Do tego doszła długa i mroźna zima 2025-26, która mocno uszczupliła rezerwy, a po niej nadeszło wyjątkowo upalne lato, zwiększające zużycie prądu na klimatyzację.
Teraz Europa obudziła się z ręką w... zbiorniku. Musi w pośpiechu uzupełniać braki, walcząc o dostawy skroplonego gazu LNG z resztą świata, głównie z Azją. Rosnące już teraz ceny to właśnie bezpośredni efekt tej desperackiej walki o surowiec przed nadchodzącą zimą. Unijny wymóg zakłada, że do 1 grudnia magazyny powinny być pełne w 90 proc., co w obecnym tempie wydaje się bardzo trudne do osiągnięcia.
Komisja Europejska, ustami komisarz do spraw energii Kadri Simson, próbuje uspokajać nastroje. Urzędnicy w Brukseli wskazują, że choć procentowo zapasy wyglądają słabo, to dzięki rozbudowie infrastruktury w ostatnich latach, bezwzględna ilość zmagazynowanego gazu jest większa niż w niektórych poprzednich latach kryzysowych. Rynek zdaje się jednak nie słuchać tych zapewnień, a nerwową atmosferę najlepiej widać właśnie po rosnących cenach.
Jak wysokie ceny gazu wpłyną na rachunki za prąd w Polsce?
Choć mogłoby się wydawać, że problemy z niemieckimi magazynami gazu to nie nasza sprawa – w końcu polskie są zapełnione niemal w stu procentach – rzeczywistość jest inna. Polski rynek energii jest częścią większej, europejskiej układanki. Gdy surowce drożeją u naszych zachodnich sąsiadów, my również odczuwamy tego skutki. Drogi gaz oznacza droższy prąd, także w Polsce.
Ten mechanizm już widać na polskiej giełdzie, gdzie ceny prądu z dostawą w przyszłym roku wzrosły w ostatnich miesiącach o ponad 20 procent. To sygnał, którego nie można ignorować. Dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to jedno: ryzyko wyższych rachunków. Spółki energetyczne, które muszą płacić więcej za energię w hurcie, najpewniej zwrócą się do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki z wnioskami o podwyższenie taryf dla gospodarstw domowych.
Sytuację komplikuje fakt, że rząd Donalda Tuska ma bardzo ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o ewentualną pomoc. Budżet państwa jest już mocno obciążony, a zaplanowany wysoki deficyt sprawia, że na kolejne dopłaty do energii czy tarcze osłonowe, jakie znaliśmy z przeszłości, po prostu może nie być pieniędzy.
Czy Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe?
Problem drogiej energii to nie tylko kwestia wyższych rachunków za prąd. Skutki mogą być znacznie szersze i dotknąć również osoby spłacające kredyty. Rosnące ceny energii to prosta droga do ponownego wzrostu inflacji, a na to banki centralne na całym świecie reagują w jeden sposób – podnosząc stopy procentowe. Polska nie jest tu wyjątkiem.
Rynek finansowy już zaczął przygotowywać się na taki scenariusz. W notowaniach kontraktów terminowych widać, że inwestorzy spodziewają się dwóch podwyżek stóp procentowych w Polsce w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, każdej o 0,25 punktu procentowego. To wyraźny sygnał, że obawy o inflację wracają. Jeśli Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na podwyżki stóp procentowych, raty kredytów hipotecznych i gotówkowych znów pójdą w górę.
Decyzje naszej RPP nie będą podejmowane w próżni. Na podobny ruch coraz odważniej decydują się najważniejsze banki centralne świata – Europejski Bank Centralny i amerykańska Rezerwa Federalna. Gdy one zacieśniają politykę, presja na podwyżki w Polsce rośnie. W ten sposób szok na rynku gazu może wywołać falę, która dotrze aż do portfeli polskich kredytobiorców.
Co może zatrzymać wzrost cen?
Mimo że obecna sytuacja wygląda ponuro, nie wszystko jest jeszcze przesądzone. Na horyzoncie widać kilka światełek w tunelu, które mogą zatrzymać spiralę rosnących cen i uspokoić rynek. To ważne, bo choć krótkoterminowe ryzyko jest realne, w dłuższej perspektywie sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Analitycy wskazują na kilka kluczowych czynników, które mogą odwrócić negatywny trend:
- Zakończenie wojny w Iranie: To główny czynnik, na który liczy rynek. Przełomem mogą okazać się amerykańskie wybory połówkowe do Kongresu. Presja na administrację w Waszyngtonie rośnie z powodu inflacji, co może skłonić ją do działań na rzecz pokoju. Z kolei po wyborach motywację do deeskalacji może znaleźć Teheran.
- Rosnąca podaż gazu na świecie: Globalna produkcja gazu, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, dynamicznie rośnie. To sprawia, że brak surowca z Kataru staje się coraz mniej odczuwalny. Gdyby Katar zdecydował się przywrócić choćby część dostaw do Europy, ceny mogłyby gwałtownie spaść.
- Mniejsza zależność Europy: Warto pamiętać, że dzisiejsza Europa nie jest tą samą, co podczas kryzysu w 2021 roku. Zużywamy mniej gazu, a jednocześnie mamy znacznie więcej alternatywnych źródeł energii, zwłaszcza odnawialnych (OZE), które pomagają stabilizować system.
Najlepszym dowodem na to, że rynek spodziewa się poprawy, są ceny kontraktów terminowych. To m.in. z tego powodu ceny kontraktów gazowych z dostawą na wiosnę przyszłego roku są o prawie połowę niższe niż ceny dostaw na jesień i zimę. Inwestorzy zakładają więc, że obecny kryzys jest przejściowy. Choć najbliższe miesiące mogą być nerwowe i kosztowne, jest duża szansa, że wraz z nadejściem wiosny sytuacja na rynku energii wróci do normy.
