Spis treści
Coraz więcej mieszkań za ponad 20 tys. zł za metr
Na pierwszy rzut oka rynek mieszkaniowy wygląda spokojnie. Średnie ceny nie wykonują już takich skoków jak wcześniej. Problem w tym, że średnia cena może być myląca. Wszystko zależy od tego, jakie mieszkania trafiają właśnie do sprzedaży.
– O zmianach średniej ceny mieszkań coraz częściej decyduje struktura nowej podaży. W największych miastach przybywa lokali z wyższych segmentów cenowych – mówi Marek Wielgo, ekspert RynekPierwotny.pl.
Najlepszym przykładem jest Wrocław. W lipcu średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła tam o 4 proc., do blisko 15,9 tys. zł.
Prawdziwy wysyp drogich mieszkań widać jednak po liczbie lokali kosztujących więcej niż 20 tys. zł za metr kwadratowy.
We Wrocławiu ich liczba wzrosła w ciągu roku z niespełna 500 do około 1,2 tys. mieszkań! To skok aż o 142 proc.
Warszawa też idzie w stronę luksusu
Podobny trend widać w stolicy. W Warszawie liczba mieszkań z ceną powyżej 20 tys. zł za metr zwiększyła się z około 3,6 tys. do 5,2 tys. lokali. To oznacza wzrost o 42 proc.
W Trójmieście przybyło ich również o 42 proc. – z około 2,1 tys. do blisko 3 tys. W Poznaniu liczba takich mieszkań się podwoiła – z 276 do 552.
W Krakowie oferta drogich lokali zwiększyła się o 35 proc., z około 1,3 tys. do 1,8 tys.
Co ciekawe, luksusowe mieszkania coraz częściej pojawiają się także w miastach, które do tej pory kojarzyły się z niższymi cenami. W Łodzi liczba mieszkań za ponad 20 tys. zł za metr wzrosła z 2 do 43. W Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – z 6 do 32.
– Jeszcze kilka lat temu mieszkania kosztujące ponad 20 tys. zł za metr były domeną pojedynczych inwestycji premium. Dziś stanowią coraz ważniejszy segment rynku – zauważa Marek Wielgo.
Tanie mieszkania znikają z ofert
A co z osobami, które nie mogą pozwolić sobie na apartament za 20 tys. zł za metr? Tu sytuacja wygląda znacznie gorzej.
W Warszawie liczba mieszkań kosztujących mniej niż 15 tys. zł za metr spadła w ciągu roku z 5,3 tys. do 4,3 tys. lokali. To 18 proc. mniej.
We Wrocławiu ubyło ich również 18 proc., w Trójmieście 12 proc., a w Poznaniu aż 22 proc.
Efekt? Średnie ceny mieszkań w ciągu roku poszły w górę o 11 proc. w Warszawie, 8 proc. we Wrocławiu i Trójmieście oraz 5 proc. w Poznaniu.
Wyjątkiem jest m.in. Łódź, gdzie mieszkań do 12 tys. zł za metr nawet przybyło. Podobnie w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Kawalerki zalegają na rynku
Jest jeszcze jedna ciekawa zmiana. Okazuje się, że większe mieszkania sprzedają się szybciej niż kawalerki.
Na siedmiu największych rynkach mieszkania mające co najmniej cztery pokoje znajdują nabywców średnio w czasie krótszym niż pięć kwartałów. W przypadku kawalerek trzeba czekać średnio blisko dziewięć kwartałów.
W Warszawie duże mieszkania sprzedają się średnio w nieco ponad trzy kwartały, podczas gdy kawalerki potrzebują aż sześciu kwartałów.
Jeszcze większa różnica występuje w Krakowie. Mieszkania czteropokojowe i większe znajdują nabywców w niespełna pięć kwartałów, natomiast kawalerki czekają na kupca prawie trzy lata.
Zamożni kupują większe lokale
Skąd taka sytuacja? Eksperci wskazują na poprawę dostępności kredytów i grupę zamożniejszych klientów.
– W największych metropoliach najszybciej znikają z rynku mieszkania duże. Kupują je przede wszystkim ci nabywcy, którzy dzięki poprawie dostępności kredytów mogą dziś pozwolić sobie na lokal o wyższym standardzie lub o większym metrażu – mówi Jan Dziekoński, główny ekonomista RynekPierwotny.pl.
Dla przeciętnego kupującego nie jest to jednak dobra wiadomość. Rynek coraz bardziej rozjeżdża się na dwa segmenty: droższe mieszkania znajdują klientów, podczas gdy tańszych lokali jest coraz mniej.
I właśnie dlatego sama średnia cena metra kwadratowego nie pokazuje całej prawdy o rynku. Mieszkanie może „nie drożeć” w statystykach, a jednocześnie kupujący może mieć coraz mniejszy wybór tanich lokali.
Polecany artykuł: